Bożena Batycka: Marka z bursztynem w tle


Marzenia trzeba mieć. Inna rzecz, że one się zmieniają wraz z nami, dorośleją, dojrzewają… Z Bożeną Batycką rozmawia Olga Kozierowska.

 

Pani życie może być inspiracją dla wielu kobiet. To przykład, że warto spełniać własne marzenia, w każdej sytuacji i w każdym wieku. Jak udało się Pani, po wielu latach spędzonych w domu, wejść w świat biznesu i stworzyć „torebkowe” imperium.

– Odpowiedź jest jedna – pasja życia. Zakochuję się w tym, co robię. To mi daje siłę, a może tę siłę potrafię odnaleźć w tym, co robię… Niezależnie od tego, czym się zajmuję, co tworzę, zabiegam, by mój świat był piękny. Kiedy zajmowałam się domem i dziećmi, ta praca była dla mnie najważniejsza. Dom musiał pachnieć świeżym ciastem, musiał być bezpieczny i dostatni. I taki był. Smażyłam konfitury, robiłam leguminy, przygotowywałam święta… Kiedy dzieci podrosły, poczułam, że mogę spełnić się w innych obszarach, zająć się projektowaniem, czymś, o czym zawsze marzyłam. A jak ma się jasny cel i wolę, by marzenia urzeczywistnić, to jest już bardzo dużo.

Dołączyła Pani do rodzinnej firmy w 1989 roku i weszła z wiarą w nową polską rzeczywistość. W jednym z wywiadów powiedziała Pani, że jej marzenia sięgały gwiazd…

– To prawda, że mierzyłam wysoko. Ale też wierzyłam w swoje marzenia. Decydując się na wejście do rodzinnej firmy, miałam przekonanie, że się tu sprawdzę, że zdołam wprowadzić w życie swoje pomysły, że mam dużo do zaproponowania. Byłam bardzo zdeterminowana. Ale byłam również przygotowana na to, że wielkie plany wymagają poświęceń i wyrzeczeń.

Czy „energia Kresów”, o której często Pani wspomina, pomaga osiągnąć sukces w biznesie?

– Energię Kresów czuję prawie fizycznie. Z Kresów pochodzili moi rodzice i teściowie. Nie mam wątpliwości, że w budowaniu osobowości ogromną rolę odgrywają nasze korzenie. Ciągle mam w pamięci siłę charakteru mojej babci, która żyła w harmonii ze swoimi wyborami. I mojego ojca, który miał w domu cztery kobiety: mamę, dwie moje siostry i mnie, i potrafił zapewnić nam wygodne życie. Był bardzo przedsiębiorczy. Noszę w sobie też obraz mojego teścia, założyciela firmy Batycki, a także obraz mojej teściowej, która była dla mnie uosobieniem kobiety idealnej. Dobra tradycja, dobre wspomnienia, ciepły dom, rodzina, to siła i fundament na całe życie.

Wielu ludzi myśli o założeniu własnej firmy, ale finał nie zawsze jest szczęśliwy. Jakie są niezbędne elementy sukcesu?

– Lubię powtarzać, że błyskawiczny sukces to lata ciężkiej pracy. Myślę, że jest to najlepsza diagnoza. Oprócz dobrego pomysłu potrzebne są wytrwałość i wiara, że się uda. Sukces to nieustanna praca i ciągłe pokonywanie trudności. Ale bardzo ważny jest też zespół sprawdzonych ludzi połączonych wspólną pasją. Ja taki mam. To wielka siła, wielkie szczęście. Jesteśmy jak jedna rodzina.

Co trzeba wiedzieć, by zaprojektować i stworzyć idealną torebkę?

– Każdy proces tworzenia jest czymś w rodzaju zetknięcia ducha z materią. Zatem trzeba mieć projekt i osadzić go w materii… Czyli w moim przypadku – zderzyć koncepcję torebki z odpowiednią skórą. Studiowanie tajników technologii produkcji zajęło mi ponad dziesięć lat. Dopiero kiedy poczułam, że ta wiedza jest mi bliska, mogłam powiedzieć, że zaczynam rozumieć, na czym polega projektowanie i praca nad torebką. Oprócz koncepcji, pomysłów potrzebna jest więc pokora i dobre rzemiosło. Tylko z tego połączenia rodzi się wartość.

Fabryka Batycki mieści się w Gdańsku. Czy myślała Pani kiedyś o tym, żeby przenieść produkcję do krajów, gdzie jej koszty są niższe?

– Moje miejsce jest tutaj, w Gdańsku. Cenię tradycję, a tradycja to Wybrzeże. Wszystko dzieje się „tu i teraz”, w Polsce, w Gdańsku, w naszej fabryce. Gdańsk to nie tylko wierność korzeniom, praca nad budowaniem tożsamości firmy. Produkcja „na miejscu” ma też inne zalety: pozwala nam tworzyć krótkie serie, wykonywać pojedyncze egzemplarze torebek na szczególne okazje. To wielki komfort. Mamy czas i możliwości, by pochylić się nad produktem, dopracować każdy szczegół, w każdej chwili możemy coś zmienić, poprawić, udoskonalić.

Symbolem marki Batycki jest bursztyn. Dlaczego?

– To kamień polskiego Wybrzeża. Najlepiej i najpiękniej oddaje filozofię firmy, jest jej cudowną syntezą. Bursztyn wyraża wszystko, co chcemy powiedzieć: że żyjemy i pracujemy w Gdańsku, stolicy bursztynu. Stanowi esencję Bałtyku i marki, naszych emocji związanych z pracą. Jest kamieniem pięknym, kojarzy się z radością, z pomyślnością, zdrowiem. Ta bursztynowa idea „spłynęła” na mnie podczas jednej z podróży do Włoch. Uświadomiłam sobie wtedy rzecz z pozoru oczywistą – że na świecie jest wiele pięknych produktów, w większości jednak nierozpoznawalnych. Bursztyn! Tego właśnie szukałam! Materia została ożywiona, a firma zyskała tożsamość.

Czy najbliższa przyszłość to czas na spełnianie kolejnych marzeń?

– Z marzeń nie wolno rezygnować. Marzenia trzeba mieć. Inna rzecz, że one się zmieniają wraz z nami, dorośleją, dojrzewają… Teraz, po latach, zrewidowałam swoje dawne myślenie, dziś cieszy mnie co innego niż przed laty, co innego się liczy, co innego jest ważne. Dziś, dzięki jodze, która pozwoliła mi odkryć wiele nowych dróg, najbardziej fascynująca wydaje mi się podróż w głąb własnej duszy. Znalazłam drogę do samej siebie. Mam też czas na naukę języka chińskiego. Przede mną podróż do Indii, inna niż dotychczasowe. Bez walizki, za to z plecakiem. Gdyby ktoś powiedział mi parę lat temu, że będę jeździć po Indiach z plecakiem, nigdy bym w to nie uwierzyła. Ale tak właśnie będzie. I już się na to cieszę!

fot. Glinka Agency

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *