Zlecenia korporacyjne – intratną częścią działalności detektywistycznej!


Prowadzi biuro detektywistyczne „Andała Patrol” specjalizujące się w poszukiwaniu osób zaginionych, sprawców zabójstw, spraw cywilnych i gospodarczych. W 1996 r ukończył Wyższą Szkołę Policji w Szczytnie, przez wiele lat pracował w pomorskiej policji jako oficer operacyjny służb kryminalnych. Arkadiusz Andała.

 

Zapytałem kilku detektywów kto jest królem tej branży w Polsce. Wskazali najbardziej znanego polskiego detektywa Krzysztofa Rutkowskiego od razu dodając, że Ty jesteś cesarzem. Rutkowskiego znają wszyscy – Ciebie mniej. Skąd ta różnica?

– No tak, cesarz to ma klawe życie… a król bywa… nagi . A tak całkiem serio to nigdy nie zastanawiałem się nad tym, kto jest w tej branży najlepszy, bo są różne kryteria oceny. Gdybyśmy trzymali się tej retoryki myślowej, to rzeczywiście p. Rutkowski zapytany ile spraw wykrył i doprowadził do pomyślnego końca odpowie, że na prowadzonych przez siebie dziesięć – wykrył dwanaście. Ma to oczywiście swój urok. Gawiedź kocha taki folklor, a media lubią cyrkowe zagrywki i występy, których jest rzeczywiście królem. Inna kwestia, że fikcja i fakty są dla widza często trudne do odróżnienia, ale w medialnej sławie właśnie o to biega. Jestem mniej rozpoznawalny właśnie dlatego, że nie uprawiam ekwilibrystyki cyrkowej pod media w realizowanych sprawach. Praca detektywistyczna to nie show, wymaga ciszy i skupienia…także dla dobra zleceniodawcy, a te najbardziej spektakularne sprawy, które wykryłem, nie zostały nigdy publicznie ujawnione. Oczywiście, że i ja lubię się pochwalić sukcesami, ale od zadowolenia z sukcesu z wykrytej sprawy do samouwielbienia i megalomanii – krótka droga. To w konsekwencji zawsze będzie wypaczało i działało destrukcyjnie na efekty pracy detektywistycznej, która z natury rzeczy nie może być cyrkiem pod autopromocję.

Ale dziś są właśnie takie czasy, w których wszystko jest na „sprzedaż„.

– Rozumiem to. Każdy ma prawo pracować i kreować się w jaki sposób chce i potrafi. C’est la vie.

O co nie pyta się detektywa? Najgłupsze pytanie które Ci zadano?
– Ponoć nie ma głupich pytań. Jednak często słyszę pytania, które mógłbym uznać za absurdalne, gdyby nie istotna kwestia dla zleceniodawców, odpowiedź na te pytania ma kluczowe i życiowe znaczenie, a ja muszę poprzez swoje działanie znaleźć na nie odpowiedź.  I często znajduję. Im prostsze pytanie, tym jednak trudniejsza odpowiedź. Życie to nie matematyka. Nie zawsze da się odpowiedzieć zero- jedynkowo – „tak lub nie”. I choć odpowiedź nie jest jednoznaczna to po ustalonych symptomach w wyniku podjętych działań detektywistycznych – można skłaniać się właśnie ku „tak lub nie”. Dam przykład: Pani lub Pan po wejściu od drzwi pyta mnie „Partner -partnerka chyba mnie nie kocha. Czy może to pan ustalić? Odpowiadam zazwyczaj: ”Nie mogę, ale mogę ustalić, czy jest wierny”. Paradoks sytuacji polega na tym, że nie każda zdrada to dowód na brak miłości do partnera. Relacje międzyludzkie są zbyt zawiłe i niejednoznaczne, by pochopnie wyrokować w takich kwestiach. Jednak podany przykład nie uważam za głupie pytanie. Głupie pytanie to np.: „Czy może Pan zwrócić mi swoje honorarium skoro moje podejrzenia nie potwierdziły się, że partner mnie zdradza.” W takich sytuacjach ręce mi opadają. Klienci czasem uważają, że skoro nie ustaliłem, że są zdradzani, a mają takie wyobrażenie, tzn., że moja praca powinna być wykonana charytatywnie, co jest właśnie absurdem. I nie ma dla nich znaczenia, że przecież dałem im dowód wierności czy lojalności ich partnera. Do szewskiej pasji zaś doprowadziła mnie pewna księgowa, której odnalazłem po dwóch dniach poszukiwań zaginionego męża. Najpierw z radości rzuciła mi się na szyję, a na drugi dzień zażądała zwrotu zainkasowanych przeze mnie pieniędzy za realizację zlecenia. Wyliczyła, że za dwa dni pracy nie należy mi się tyle, ile skasowałem ją ryczałtowo przy zawarciu umowy. Wynika z tego, że zbyt szybko odnalazłem jej męża. Przy tej okazji dodam, że kocham swoja pracę, ale realizując zlecenie dla klientów nie mogę być altruistą, bo realizacja spraw wymaga nakładów finansowych. Często słyszę : „ Mam proste zlecenie, ile kosztuje wykonanie zdjęcia partnera „in flagranti”? Odpowiadam: wykonanie zdjęcia jest za darmo, ale wielodniowa obserwacja już nie. Wracając do głównego wątku – nie ma pytań, których nie zadaje się detektywowi, no chyba, że pytania dotyczą próby udzielenia zlecenia z działaniem niezgodnym z przepisami prawa bądź nieetycznego.

Czy jest sprawa do której chciałbyś wrócić?

Z pewnością…do takich spraw zaliczam takie, których nie udało się rozwikłać w sprawach o zabójstwa lub zaginięcia osób. Jest takie powszechnie znane powiedzenie, że nie ma zbrodni doskonałej. I to prawda. Jednak dodałbym, że są niestety metody wykrywcze i badawcze nie zawsze doskonałe, rozwój techniki i nauki to prawdziwa rewolucja w zakresie kryminalistyki, ale wiele przestępstw np. sprawców zabójstw pozostaje niewykrytych na skutek niedoskonałych narzędzi śledczych, prawnych, technicznych. Parę lat temu prowadziłem bardzo głośną na Śląsku sprawę zaginięcia kobiety-córki prawnika. Zgromadzone przeze mnie dowody przyczyniły się między innymi do osądzenia sprawcy zabójstwa, ale zwłok kobiety nie odnaleziono do dnia dzisiejszego…Podobnie z głośnym zabójstwem wiceministra z rządu RP. Mimo, iż sprawa została osądzona do dziś uważam, że nie wszystkie wątki zostały wyjaśnione. Takich spraw jest więcej, ale z uwagi na tajemnicę służbową nie mogę o nich mówić. Nie wszystkie sprawy są sensacją w mediach.

Morderstwa, zdrady, porwania, okupy – jak się od tego resetujesz?

Od 23 lat zajmuję się takimi sprawami i nie będę odkrywczy jeśli powiem, że gdyby nie pasja do takich zleceń to pewnie dawno bym zwariował. Kiedy pracowałem jako oficer policji w Wydziale Kryminalnym myślałem, że osiągam szczyty pracowitości w tej materii, jednak po służbie funkcjonariusz policji idzie do domu. W prywatnej firmie w takich sprawach zleceniodawca oczekuje kontaktu niemal całą dobę. To bardzo wyczerpujące nawet wieczorem i w nocy odbierać telefony od zleceniodawców i po wielokroć relacjonować im o postępach sprawy. Nie zważają, że mi również należy się chwila wytchnienia… Jednak w pełni rozumiem ich, to często dramaty życiowe, staram się być cierpliwy. Zleceniodawcy chcą bym żył ich sprawą całą dobę przez siedem dni w tygodniu. Często trudno mi złapać oddech. Jestem człowiekiem bardzo dynamicznym i niezłomnym w działaniu jeśli mam wytyczony cel, ale i ja potrzebuję czasem spokoju, którego od lat nie mam zbyt wiele. Dlatego uwielbiam resetować się w odosobnieniu i ciszy. Jadę najczęściej sam nad morze lub w góry i przez parę dni dosłownie unikam ludzi, mając kontakt wyłącznie z naturą. Może wygląda to na dziwactwo, ale kiedy telefon nie dzwoni, a jedynie słyszę szum wiatru lub morza, to są to najpiękniejsze dźwięki jakie koją mnie i ładują wewnętrzne akumulatory. Czytam również książki i nie są to bynajmniej kryminały Agaty Christie. Błogostan jednak nie trwa długo i kiedy przełączam telefon z opcji „cicho” na głośno- wracam na ziemię i obdzwaniam pół świata nadrabiając swoją absencję. W sytuacji kiedy nie mogę sobie pozwolić na luksus rekreacyjnego wyjazdu – resetuję się jak każdy pies gończy na świecie w bufecie. A wyrozumiałe i przenikliwe oczy Pani barmanki są lekiem na zmęczenie.

Oglądasz się za siebie?

Zawsze się liczy co jest tu i teraz, ale kto nie pamięta o swojej przeszłości… nie ma przyszłości. Zawsze należy wyciągać wnioski z tego co było, a porażki powinny być cenną lekcją i inspiracją do dalszego działania. I nie jest to bynajmniej truizm. O tak, oglądam się za siebie, jednak ma to charakter wyłącznie intelektualnej wędrówki…z doświadczeń z własnej przeszłości jest wiele wskazówek na przyszłość. Wytyczam sobie cele i je realizuję, jednak nigdy nie biegnę na oślep. Nie rusza mnie tzw. wyścig szczurów, w którym nie uczestniczę, uważam go za idiotyczny. W dzisiejszych czasach „mieć” znaczy więcej niż „być” oraz świadomość siebie i refleksja nad własnym życiem i otoczeniem w jakim żyje i rozwija się człowiek. Często pędzimy na oślep nie mając świadomości, że tak naprawdę kręcimy się w kółko, a więc stoimy w miejscu. Pogoń za sławą i pieniędzmi to syndrom współczesnych czasów… No tak, filozofuję, ale życie człowieka uważam za pisaną książkę przez niego samego, każda jest inna, powinna być wyjątkowa, jednak zbyt bardzo skupiamy się na tym, by była piękna, złocona okładka, a zupełnie zapominamy o jej treści.

Najdziwniejsza sprawa? Największe zaskoczenie?

Do biur detektywistycznych trafiają najróżniejsze sprawy, a każda z nich jest wyjątkowa, bo „dziwny jest ten świat” – od spraw sercowych statystycznego Kowalskiego po biznesowe ze szczytów finansjery…Trudno mnie czymś zaskoczyć, bo na przestrzeni lat tak wiele już widziałem. Był czas w mojej pracy zawodowej, że byłem zaskoczony, kiedy Pan czy Pani Prezes zawiadujący w hegemonistyczny sposób potężnymi, a często międzynarodowymi firmami, okazywali dziecinną nieporadność w swoich osobistych- sercowych sprawach…To jest nawet urocze, bo milioner wzdychający do kobiety bez jej wzajemności, to wbrew pozorom wcale nie rzadkość, więc nie jest prawdą, że miłość można kupić jak niektórzy twierdzą. Przypomina mi się zaginięcie bogatego piekarza ze Śląska, kiedy jego żona zaalarmowała policję, zgłaszając jego porwanie…Po paru dniach od zaginięcia poprosiła mnie o zajęcie się tą sprawą, która wyglądała poważnie. Zaginiony rano wsiadł w swój luksusowy samochód i pojechał do pracy. Pojazd odnaleziono parę godzin później na jakimś parkingu z otwartymi na oścież drzwiami,a piekarz dosłownie rozpłynął się w powietrzu. Na pierwszy rzut oka i ja uznałem, że został uprowadzony. Przełom nastąpił parę dni później, bowiem odnalazłem go w Austrii. Mimo, iż poszukiwała go policja w całej Polsce on jakby nigdy nic, upozorował swoje uprowadzenie i postanowił rozpocząć nowe życie, zrywając całkowicie ze swoją przeszłością, a co gorsze z rodziną i z własnym dzieckiem. Poznał nową kobietę. Argumentował mi, że swojej żonie zostawił dorobek swojego życia, czyli majątek. Zapomniał jednak o swoim dziecku. Mimo moich rozmów z nim, nie wrócił do żony.

Największe pieniądze? Ile wart jest ten rynek w Polsce?

Największe pieniądze? Pracuję przy nich realizując zlecenia dla bardzo wielu podmiotów gospodarczych. Patologie dotyczą każdej branży, bo okazuje się , że mimo bardzo wyrafinowanych form zarządzania nadzoru i kontroli, audytów – najsłabszym ogniwem jest zawsze człowiek, który gdy trafia się okazja nie zawsze potrafi oprzeć się pokusie. Bywa też tak, że nie ma okazji, ale z chęci zysku sam znajduje luki w systemie i podejmuje działanie w celu nielegalnego zarobku. Bogate firmy są zazwyczaj obstawione armią prawników, jednak zza biurka często trudno zdobyć dowody, a symptomy to za mało, by zdiagnozować patologię „ad personam”. To jest pole do popisu dla detektywów…Zlecenia takie nie mają nic wspólnego z show, a praca wykrywcza trwa czasem wiele miesięcy, jednak kiedy w grę wchodzą miliony strat, gra jest warta świeczki. Rynek w Polsce ciągle ewoluuje, z pewnością jest wart miliony. Praca detektywa to zdobywanie informacji, która jest cennym towarem, dlatego wywiad gospodarczy np. o firmie konkurencyjnej lub określonej branży daje zleceniodawcy potężny kapitał. Z uwagi na tajemnicą służbową nie mogę tu mówić o szczegółach.

Zlecenia korporacyjne?

– Zlecenia korporacyjne są intratną, a zarazem wymagającą częścią działalności detektywistycznej naszego biura. Dużym wysiłkiem jest pozyskanie takich zleceń z uwagi na bardzo długi proces negocjacyjny, co jest skutkiem wielopoziomowej struktury decyzyjnej w korporacjach i koncernach. Także negocjowanie samej umowy- już po akceptacji naszej firmy- z reguły z wieloma zdolnymi prawnikami reprezentującymi drugą stronę jest nie lada wyzwaniem. Dzieje się tak bowiem bardzo często, że kancelarie prawnicze wynajęte przez korporacje traktują nas po prostu jak rywali w dostępie do zleceń firm, dla których pracują. Mitem jest przekonanie, iż duże firmy wydają hojnie i łatwo swoje pieniądze. W przeważającej większości negocjacje cenowe są bardzo żmudne, a zarządzający potrafią się targować naprawdę o małe kwoty. Równocześnie oczekiwania co do sposobu realizacji zleceń są bardzo wysokie. Z kolei sposób i forma sprawozdania końcowego musi być zwykle dostosowywana do standardów sprawozdawczości przyjętych w danej korporacji, co czasami nie jest łatwe.

Zasady i moralność a praca detektywa?

To bardzo ciekawa kwestia. Ustawa o usługach detektywistycznych jest okraszona niczym kasza skwarkami zasadami etycznymi i moralnymi w tej branży. I słusznie. Szkoda jednak, że ustawodawca (parlamentarzyści) nie zawsze sam się do tych zasad stosuje. Czy obserwowanie lub podsłuchiwanie kogokolwiek z ukrycia jest etyczne? Pytanie retoryczne. Zamiast całej palety moralitetów w ustawie wolałbym narzędzi bardziej praktycznych dla detektywów ułatwiających im pracę. Z drugiej strony Ustawa deregulacyjna Ministra Gowina, którą właśnie uchwalono z pewnością spowoduje, że do tego i innych zawodów trafią osoby również z szemraną przeszłością. Jednak jest to dobry kierunek, bo sam wolny rynek zweryfikuje danego adepta detektywistyki w branży. Zasady, w tym moralne i etyka dotyczy bezwzględnie każdego człowieka niezależnie co robi, więc nie przepisy powinny to regulować. Czy np. banki są etyczne i moralne…? Etykę i moralność branży detektywistycznej postrzegam między innymi jako bezwzględny obowiązek mówienia prawdy swojemu zleceniodawcy, często brutalnej, bo ustalone fakty nie zawsze są takie, jakie on oczekuje. I to jest dla mnie etyka zawodowa.

Arkadiusz Andała za 10 lat?

Oby te 10 lat jak najwolniej upłynęło, bo jestem spełnionym człowiekiem zawodowo i osobiście. Stawiam sobie jednak nowe wyzwania. Zaskoczę Ciebie, ale za dziesięć lat chciałbym podpisywać z dedykacją znajomym swoją książkę, którą mam zamiar napisać…o absurdach życia codziennego i wnętrzu człowieka, który jest instytucją bardzo zawiłą i skomplikowaną, nie na tyle jednak, by nie czynić tak wielu głupot przez swoje życie jak ja. Śmiejemy się z Wojaka Szwejka, ale lubimy go, bo czy on tak bardzo różni się od nas…? No tak, niczym nie różni się tylko ode mnie. Świadomość tego daje mi nadzieje, że za dziesięć lat nie opuści mnie humor i dystans do siebie i świata, który choć tak bardzo brutalny jednak wskrzesza w naszych sercach miłość do niego i drugiego człowieka. W życiu jest najważniejsza miłość, w tym do kotleta schabowego, choć staram się być wyrozumiały dla tych, którzy kochają tylko pieniądze.

Rozmawiał: Artur Sikorski

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *