Agnieszka Bobrukiewicz: Wiem, że całe życie może się odmienić w sekundę

O tym, jak ważny jest w życiu czas oraz jak go można odmierzać i jednocześnie wspierać kobiety w biznesie mówi Agnieszka Bobrukiewicz, właścicielka polskiej marki zegarków CHRISTINE GRANVILLE.

 

 

Ile czasu i pracy trzeba poświęcić, żeby wystartować z własną marką?

Kiedy masz regularną pracę, a wolny czas poświęcasz na mentoring, a do tego jesteś perfekcjonistką i średnio raz w tygodniu przebywasz w innym kraju — to około trzech lat. Z ekipą, z którą pracowałam nad marką, przygotowałam ponad sto kombinacji samego logo. W końcu wygrał symbol, który jest częścią herbu rodziny Skarbek. Rodziny, z której wywodzi się Krystyna Skarbek aka Christine Granville, polska agentka brytyjskiego wywiadu, kobieta, która fascynuje mnie od lat, i która była moją największą inspiracją przy tworzeniu marki.

Jeśli chodzi o samą formę zegarka, zanim wybrałam tę ostateczną, powstało ponad pięćdziesiąt różnych wersji, tarcz, wielkości, wskazówek czy pasków. W ostatniej chwili zamiast nazwy kolekcji na tarczy znalazł się numer paszportu Christine Granville, który odszukaliśmy w archiwum. Na koniec całego procesu, na etapie produkcji pasków i bransolet, poprosiłam producenta, żeby wziął do ręki bransoletę i zamknął oczy. Wszystko po to, żeby poczuł jej każdy element i tak ją wypolerował, aby poszczególne ogniwa były niewyczuwalne, a sama bransoleta była delikatna i nie zaczepiała ubrań. Wprowadziliśmy wiele zmian od etapu prototypu do produktu finalnego, ale jestem niezwykle duma z tego, co udało nam się stworzyć, zwłaszcza, że w samym procesie byłam jedną z najbardziej wymagających klientek [śmiech].

Skąd pomysł na sam biznes?

Po latach bycia mentorką zrodziła się we mnie potrzeba wystartowania z projektem, dzięki któremu będę mieć większy i realny wpływ na wsparcie kobiet w biznesie. Pomyślałam o zegarkach, ponieważ czas odgrywa w moim życiu istotną rolę. Po pierwsze nieustannie mi go brakuje, po drugie, wiem, jak każda minuta, nawet sekunda, może odmienić całe nasze życie. Moje obfituje w takie historie, jak na przykład: rzucanie wszystkiego do czego doszłam, przeprowadzka do innego kraju w dwa tygodnie po to, aby podjąć nowe wyzwania zawodowe w branży paliwowej czeskiego oddziału Orlenu czy, jeszcze jako nastolatka, zatrudnienie się w SANEPIDZIE, kiedy nie mogłam zdobyć pozwolenia na otwarcie własnej cukierni. I kiedy wydawało się, że wszystko stracone, zostałam przyjęta tam do pracy, zdobyłam wiedzę oraz otrzymałam niezwykłą pomoc od kobiet, dzięki którym udało mi się otworzyć pierwszy własny biznes —cukiernię, która zresztą prosperuje do dziś w mieście, z którego pochodzę — w Białymstoku.

Jaka jest misja / wizja marki CHRISTINE GRANVILLE?

Misją CHRISTINE GRANVILLE jest wspieranie kobiet w biznesie. Nasze klientki poprzez zakup zegarka dołączają do niezwykłej społeczności kobiet, które pomagają sobie nawzajem w realizacji biznesowych marzeń. Celem marki jest połączenie jak największej liczby kobiet oraz przekazanie określonej części środków ze sprzedaży zegarków na rzecz fundacji, które niosą im pomoc na całym świecie. Moim osobistym celem zaś jest dzielenie się wiedzą, doświadczeniem i dobrą energią z innymi. Im więcej nas, tym lepiej.

Wiem, że jesteś dyrektorem marketingu w firmie paliwowej. Jak się odnajdujesz w zdominowanej przez mężczyzn branży?

Ja to po prostu uwielbiam! Im trudniej, tym lepiej. Wydaje mi się, że o to właśnie chodzi w mojej osobowości, że nie funkcjonuję bez wyzwań, że jeśli jest za łatwo, to się szybko nudzę. Lubie ryzykować, uwielbiam adrenalinę, a stres i tzw. „dedlajny” [z ang. deadline – termin ostateczny – przyp. red.] dodają mi energii. Poza tym jestem jedną z tych kobiet, które chcą udowodnić, że kobiety mogą być dobre również w wykonywaniu pracy stereotypowo postrzeganej jako praca dla mężczyzn, w sumie tak samo jak CHRISTINE GRANVILLE [śmiech].

Jak łączysz pracę właścicielki marki, dyrektorki marketingu oraz mentorki?

Zawsze jak ktoś zadaje mi to pytanie lub twierdzi, że muszę mieć energetycznego chipa z tyłu głowy, to sama zaczynam się nad tym zastanawiać [śmiech]. Ja po prostu nie jestem w stanie usiedzieć w miejscu, szkoda mi czasu na spanie, bo można go lepiej wykorzystać, więc nawet w weekendy nie śpię dłużej. Myślę, że wszystko jest kwestią rozplanowania zajęć i podzielenia ich na konkretne dni. U mnie wygląda to następująco: od poniedziałku do czwartku jestem w biurze w spółce paliwowej, w piątki pracuje dla firmy electromobility, a wieczory i weekendy poświęcam mojej marce CHRISTINE GRANVILLE. W tym oczywiście znajduję czas dla znajomych oraz dla mojej siostrzenicy, z którą spędzam przynajmniej jeden dzień w tygodniu. Rodzina jest dla mnie szalenie ważna.

Kim się inspirujesz? Kto lub co jest Twoją inspiracją?

Perfekcjonizmu nauczyła mnie mama, która jest bardzo silną kobietą. Nie rozczula się, tylko załatwia sprawy, które muszą być załatwione i idzie dalej. Dzięki niej nauczyłam się sięgać po więcej i starać się robić wszystko perfekcyjnie, niezależnie od tego, co to jest — praca, gotowanie czy uprawianie sportu. Mama zawsze była i jest moją inspiracją. Poza tym uwielbiam uczyć się nowych rzeczy. Słucham podcastów, czytam książki zwłaszcza biznesowe i biograficzne —jestem głodna wiedzy i czerpię z życia garściami.

Nie mam jednej osoby, która mnie inspiruje, jest ich wiele. Pojawiają się w moim życiu i zaczynają odgrywać kluczową rolę, jak na przykład mój były szef Marek Zouvala, który był moim mentorem, nauczył mnie jak kontrolować perfekcjonizm i delegować zadania zespołowi. Doceniam też rady biznesowe Toma Bilyeu w serii podcastów „Impact Theory” oraz Jane McGonigal w książce „SuperBetter. Życie to gra, naucz się wygrywać”, która pokazała mi jak rozwijać w sobie odporność psychiczną i wytrwałość. Wielokrotnie też sięgam do historii Raya Kroca, który założył McDonald’s Corporation, przejął restaurację McDonald’s od braci McDonaldów i zbudował hamburgerowe imperium. Korzystam też z wielu porad CEO Disney-Pixar, Edwina Catmulla, poniżej kilka z nich:

• Jeśli uda ci się zebrać odpowiedni zespół, także pomysły mogą okazać się właściwe
• Zawsze staraj się zatrudniać ludzi mądrzejszych od siebie
• Jeśli w twojej organizacji są ludzie, którzy nie mają swobody działania, przegrasz
• Nie odrzucaj żadnych pomysłów, nawet jeśli pochodzą z nieoczekiwanych kierunków
• Nie wystarczy być jedynie otwartym na pomysły innych

Czy jesteś kobietą sukcesu?

Chciałabym być, wciąż do tego dążę. Pamiętasz z poprzedniej wypowiedzi — never enough [śmiech].

Jak myślisz, jakie życiowe doświadczenia, jakie Twoje cechy sprawiły, że jesteś dzisiaj tu gdzie jesteś?

Na pewno fakt, że nie było mi łatwo w życiu. Nikt mi nic nie dał, musiałam sama, własnymi siłami, dojść tutaj, gdzie jestem. Pracowałam już od 16. roku życia, żeby zarobić kieszonkowe. Dzięki temu wiem, że muszę liczyć sama na siebie, wciąż pracować nad sobą, szkolić się, rozwijać, ponieważ wszystko jest w moich rękach i mogę zrobić z własnym życiem to, co chcę.

Jakie według Ciebie są największe bariery na drodze kobiet do sukcesu?

Przede wszystkim strach w podejmowaniu ryzyka, wyjścia ze strefy komfortu. Brak walki o swoje. Jest wiele kobiet (byłam jedną z nich), które zaniżają swoje kompetencje, nie mają odwagi poprosić o podwyżkę czy awans. Uważają, że ich ciężka praca w końcu zostanie przez kogoś doceniona, ale to zdarza się naprawdę rzadko. Musimy więc zadbać o siebie i swoje interesy same.

Co poradziłabyś kobietom, które myślą o własnej firmie, ale nie mają odwagi, żeby wystartować?

Dziewczyny, znajdźcie mentorkę. Kobietę, która ma wiedzę i doświadczenie. Jeśli jesteście na początku swojej kariery to taka osoba pomoże wam uniknąć niepotrzebnych błędów. I nie zrozumcie mnie źle. Dobrze jest popełniać błędy i się na nich uczyć, ale na niektóre niepotrzebnie stracicie energię. Poszukajcie takiej osoby, która poda wam rękę i będzie zawsze obok, gdy wejdziecie na krętą ścieżkę kariery. Wiele lat temu przeczytałam książkę Richarda Templara „The Rules of Work”, w której napisał, że niektórzy ludzie awansują szybko i odnoszą sukcesy, a niektórym po prostu trzeba w tym pomóc. Czytając to pomyślałam, dlaczego nie wykorzystać mojego ponad 12-letniego doświadczenia i nie zacząć wspierać kobiet. Tak rozpoczęła się moja przygoda z mentoringiem, która trwa do dzisiaj. Kiedy otrzymuję wiadomości od dziewczyn, z którymi pracuję, o tym, że awansowały, że projekt, nad którym ciężko pracowały okazał się sukcesem, że moje porady były się trafne, to myślę sobie wtedy, oby było nas jak najwięcej — nas, silnych kobiet, które mogą dzielić się swoją siłą z innymi.

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *