O zmianach w życiu, procesie wyzwalania się ze starych schematów, na rzecz świadomych wyborów każdego dnia, a także metodach pracy z osobami potrzebującymi transformacji rozmawiamy z Agnieszką Madej-Uhl, twórczynią projektu „Ogarnij się i zacznij żyć”, autorką książek, kursów i tekstów edukacyjnych.
Twoja transformacja rozpoczęła się od odkrycia, że powtarzasz losy trzech pokoleń kobiet w rodzinie. Jak wyglądał moment, w którym uświadomiłaś sobie, że przestałaś odgrywać cudzy scenariusz, a zaczęłaś pisać własny?
To nie był jeden moment typu błysk światła i nagle wszystko stało się jasne. To było raczej tak, że patrzyłam na swoje życie i widziałam te same schematy – moja babcia, moja mama, ja. Te same wzorce w związkach, te same blokady finansowe, te same reakcje na stres. I w pewnym momencie pomyślałam: „Chwila, przecież to nie jest moje życie. To jest powtórka czyjegoś scenariusza”.
Prawdziwy przełom nastąpił, kiedy zrozumiałam, że nie chodzi o obwinianie mamy czy babci. One robiły najlepiej jak potrafiły. Chodzi o zrozumienie, uszanowanie ich historii i powiedzenie sobie: „Okej, rozumiem skąd to przyszło. Ale ja mogę inaczej”. I wtedy zaczęłam pisać własny scenariusz. I ten moment zrozumienia był jak wzięcie głębokiego oddechu po latach bycia pod wodą.
Od ponad dwóch dekad pomagasz ludziom dostrzec, że ich powtarzające się problemy mogą być zakorzenione w historii rodu. Jakie sygnały najczęściej wskazują, że dana osoba działa z poziomu dziedziczonego programu?
Pierwszy sygnał to powtarzalność. Trzeci związek, który kończy się tak samo jak poprzednie. Finanse, które idą w górę i nagle – bum – znowu wszystko się sypie. Choroby, które pojawiają się w określonym wieku. Klientka powiedziała mi kiedyś: „Czuję, jakbym żyła życiem mojej mamy. Te same kłótnie, te same wzorce”. Drugi sygnał to niewyjaśnione lęki. Strach przed sukcesem, przed większymi pieniędzmi, przed bliskością. Bardzo często okazuje się, że ktoś w rodzie miał powód, żeby się bać i przekazał to dalej. Trzeci – to uczucie, że stoisz przed niewidzialną ścianą. Robisz wszystko dobrze, czytasz książki, uczestniczysz w kursach, a i tak coś cię blokuje. To zwykle jest program rodowy, który działa pod spodem jak system operacyjny w komputerze.
W pracy łączysz wiele metod – od Recall Healing i Totalnej Biologii przez ,,procesówkę” aż po techniki uwalniania emocji i narzędzia symboliczne. W jaki sposób integrujesz te podejścia, aby klient otrzymał spójną i bezpieczną ścieżkę zmiany?
Ja to widzę tak: metody to narzędzia w skrzynce. Nie używasz młotka do wkręcania śruby, prawda? Każda osoba przychodzi z inną historią, innym ciałem, innym sposobem przetwarzania emocji. Totalna Biologia pomaga mi zrozumieć, co ciało mówi poprzez symptomy. ,,Procesówka” daje przestrzeń, żeby przepracować to, co się pojawia, bez pośpiechu. EFT i tapping to takie szybkie interwencje, które udrażniają przepływ energii,. A narzędzia symboliczne – metafory, medytacje – pozwalają umysłowi przyswoić zmianę na głębszym poziomie. Nie pracuję według gotowego schematu. Słucham, obserwuję i dobieram narzędzia do konkretnej osoby. Bezpieczeństwo polega na tym, że idziemy w tempie klienta, nie moim. Bo transformacja to nie sprint – to maraton.
W swoich publikacjach podkreślasz, że odpowiedzialność nie jest winą, lecz wolnością wyboru reakcji. Jak pomagasz klientom przejść od automatycznych odruchów do świadomego działania?
To jest jedno z najczęstszych nieporozumień! Ludzie myślą, że jak mówię „weź odpowiedzialność”, to znaczy „to twoja wina”. A chodzi o coś zupełnie innego. Odpowiedzialność oznacza, że mam zdolność do odpowiedzi. Mogę wybrać, jak zareaguję.
Jak to robię w praktyce? Po pierwsze, pomagam rozpoznać automat. Większość naszych reakcji jest wyuczona od rodziców, wgrana w dzieciństwie. Po drugie – tworzymy przestrzeń między bodźcem a reakcją. Nawet kilka sekund wystarczy, żeby włączył się świadomy umysł zamiast automatu. I wtedy możesz wybrać: czy chcę reagować jak zawsze, czy może dziś zrobię inaczej? To wymaga praktyki. Nawyki nie znikają po jednym webinarze. Ale z czasem coraz częściej łapiesz się na tym automacie i mówisz: „Nie, dziś wybieram inaczej”.

Twoje sesje określane są jako przestrzeń prawdy – bez obietnic „cudów”, ale z realną, trwałą transformacją. Co według Ciebie sprawia, że proces zmiany staje się autentyczny i trwały?
Nie obiecuję cudów, bo cuda sugerują, że ktoś zrobi coś za ciebie. A prawda jest taka, że nikt za ciebie nie przeżyje twojego życia. Ja mogę pokazać drogę, dać narzędzia, potrzymać za rękę – ale iść musisz sama. Co sprawia, że zmiana jest trwała? Zrozumienie. Nie wystarczy poczuć się lepiej na chwilę po sesji. Trzeba zrozumieć, skąd coś przyszło, z jakiego powodu się powtarza, jaki był sens tego wzorca kiedyś i świadomie wybrać co innego. Dlatego moje kursy trwają rok, a nie weekend. Umysł potrzebuje czasu, żeby zmienić nawyki. Możesz mieć przełom na webinarze, ale żeby to zostało, potrzebna jest praktyka w codzienności.
Jesteś autorką książek, kursów i materiałów edukacyjnych, które łączą naukową rzetelność z duchową perspektywą. Jakie miejsce w Twojej pracy zajmuje język?
Język – to jest absolutnie kluczowe! Bo język to nie tylko słowa – to jest programowanie umysłu. Zauważ, jak często mówimy: „muszę”, „powinienem”, „trzeba”. Cały tryb rozkazujący, który sami sobie narzucamy. A wystarczy zmienić na: „wybieram”, „decyduję”, „chcę” i nagle czujesz się inaczej.
W mojej pracy bardzo uważam na słowa. Bo jak ciągle powtarzasz sobie, że „nie dasz rady”, że „musisz wszystko sama”, że „pieniądze to zło” – to programujesz swój umysł. A umysł słucha i realizuje program. Zmiana języka to jeden z najprostszych i najskuteczniejszych narzędzi. Możesz zacząć dziś, teraz, bez żadnego kursu.
Projekt „Ogarnij się i zacznij żyć” stał się Twoją wizytówką. Jak rozumiesz tę praktykę na poziomie codzienności i jakie nawyki uważasz za kluczowe, aby budować życie oparte na autentyczności?
„Ogarnij się i zacznij żyć” to zaproszenie do wzięcia odpowiedzialności za własne życie.
Na poziomie codzienności chodzi, po pierwsze, o uważność na to, jak się budzisz rano. Czy z radością, czy z niepokojem? To jest barometr twojego życia. Po drugie – mówienie „nie”. To jest najważniejsza umiejętność, której nikt nas jako dzieci nie uczył. Po trzecie – regularny kontakt ze sobą. Może to być medytacja, spacer, EFT tapping. Coś, co pozwala ci słyszeć siebie, a nie tylko szum świata zewnętrznego. Po czwarte, akceptacja, że nie musisz być idealna. Że możesz mieć gorsze dni. Transformacja to nie linia prosta w górę, tylko sinusoida. I to jest w porządku.

Rozmawiała: Ilona Adamska
fot. Łukasz Marciniak


