Sztuczna inteligencja przestaje być technologiczną ciekawostką, a staje się elementem codziennego funkcjonowania firm. Największym wyzwaniem nie będzie jednak samo wdrożenie AI, lecz przygotowanie pracowników i państwa na konsekwencje automatyzacji. Zmiany są bliżej niż myślimy.
Według raportu Polskiego Instytutu Ekonomicznego „AI na polskim rynku pracy” w dwudziestu najbardziej zagrożonych sztuczną inteligencją zawodach pracuje obecnie około 3,68 miliona Polaków. Są wśród nich prawnicy, programiści, pracownicy finansowi czy urzędnicy.
– Są to na pewno zawody do niedawna uważane za najstabilniejsze, prestiżowe, dające wieloletnie zatrudnienie. Zwróćmy uwagę, że nie są to już tylko pracownicy magazynów, których mogą zastąpić roboty czy stażyści lub juniorzy wykonujący najprostsze, powtarzalne czynności, obecnie zlecane chatowi. Trzeba się więc zastanowić, co zrobić z wykwalifikowanymi ludźmi, którzy przecież również pracować muszą – mówi Damian Abramowicz, mentor biznesu, szkoleniowiec i przedsiębiorca.
Wysokie kwalifikacje będą poszukiwane
Wiele miejsc pracy na pewno zostanie zastąpionych przez AI, powstaną też jednak inne profesje, wymagające specjalistycznych umiejętności i wiedzy, także w obszarze obsługi sztucznej inteligencji. Na tym przedsiębiorcy powinni się skupić.
– Polskie firmy coraz częściej sięgają po sztuczną inteligencję, ale często robią to bez właściwego przygotowania. Samo udostępnienie pracownikom ChatGPT czy innych narzędzi AI nie jest jeszcze transformacją przedsiębiorstwa – mówi Damian Abramowicz.
Według Abramowicza wielu przedsiębiorców myli wprowadzanie sztucznej inteligencji z tym, że każą pracownikom używać czata do mniejszych lub większych promptów co ma pomagać im w usprawnieniu pracy. Zdaniem eksperta potrzebna jest przede wszystkim edukacja i analiza procesów, które rzeczywiście można zautomatyzować.
– Pierwszym obszarem powinny być zadania powtarzalne, oparte na tych samych danych i procedurach. AI może przejąć m.in. część obsługi korespondencji, telefonów czy przygotowywania materiałów. Co istotne, automatyzacja działa nie tylko szybciej, ale również przez całą dobę. Naprawdę dzisiaj możemy korzystać z asystenta, który jest w stanie robić to sprawniej, ale przede wszystkim wykonywać zadania 24/7 – tłumaczy ekspert.
Nie ma już zawodów całkowicie bezpiecznych
Automatyzacja nie ogranicza się jednak do prostych prac biurowych. Abramowicz zwraca uwagę na doświadczenia z Chin, gdzie podczas tegorocznej wizyty w Shanghai Science and Technology Museum obserwował najnowocześniejsze zastosowanie robotyki m.in. w usługach, monitoringu czy eksperymentalnie w medycynie.
To pokazuje, że granica między zawodami, które można zautomatyzować, a tymi, które wymagają człowieka, szybko się przesuwa. Jeszcze niedawno chirurg, grafik czy specjalista wykonujący skomplikowane zadania byli postrzegani jako stosunkowo bezpieczni. Dziś również te profesje muszą liczyć się z technologiczną zmianą.
– Uważam, że w zasadzie nie ma już zawodu, który jest niezagrożony. Oczywiście w najtrudniejszej sytuacji są osoby na stanowiskach, gdzie wykonuje się proste, powtarzalne czynności. Dotyczy to także części zawodów kreatywnych. Teksty, grafiki czy materiały marketingowe można dziś przygotować w ciągu kilku sekund. Nie oznacza to jednak, że człowiek przestaje być potrzebny. Zmienia się raczej charakter jego zadań. Jeśli chcemy naprawdę zadbać o miejsce pracy, to zdobywanie umiejętności jest dzisiaj najistotniejsze – podkreśla Damian Abramowicz.
Pracownik przyszłości będzie bardziej wszechstronny
Szkoleniowiec twierdzi, że pracownicy powinni już teraz poszerzać swoje kompetencje. Jeżeli AI pozwala wykonać dotychczasowe obowiązki w cztery godziny zamiast ośmiu, pozostały czas powinien zostać przeznaczony na nowe zadania, a nie bierne oczekiwanie.
– Jeśli dzisiaj pracownik, który kiedyś miał na zadania osiem godzin, teraz to samo wykonuje w cztery, a za chwilę w dwie godziny, i nic z tym nie robi, to dane stanowisko jest faktycznie zagrożone. Nie chodzi o to, aby mieć więcej czasu na lenistwo. Szefostwo to zauważy. Zyskany czas dobrze przeznaczyć na rozwój, doszkalanie się w kwestiach AI, tak, aby móc to wykorzystać, aby nie zostać w tyle. Pracodawca widzi wówczas, że ktoś faktycznie staje się specjalistą w nowych dziedzinach, wówczas z takiego pracownika nie zrezygnuje – mówi Damian Abramowicz.
To oznacza rosnące znaczenie pracowników wielozadaniowych, potrafiących współpracować z AI, ale jednocześnie rozumiejących biznes i potrafiących ocenić efekt pracy algorytmu.
Największe ryzyko? Nie sama AI, lecz masowe bezrobocie
W ocenie przedsiębiorcy największe wyzwanie może pojawić się na poziomie całej gospodarki. Jeżeli jedna osoba wspierana przez AI będzie wykonywała pracę wcześniej realizowaną przez dziesięciu ludzi, część etatów naturalnie zniknie.
To z kolei może stworzyć paradoks: firmy obniżą koszty i zwiększą produktywność, ale jednocześnie część społeczeństwa straci dochody potrzebne do kupowania produktów i usług.
– Jeśli skala bezrobocia dosięgnie jakichś bardzo przerażających liczb, to ci sami ludzie, którzy będą na bezrobociu, nie kupią produktów wytwarzanych przez tę firmę. Zatoczymy takie koło, w którym nagle dojdzie do bardzo głębokiego kryzysu – ostrzega Damian Abramowicz.
Dlatego właśnie już dziś potrzebna jest dyskusja o tym, jak państwo powinno reagować na skutki automatyzacji – od systemów przekwalifikowania po potencjalne mechanizmy wsparcia osób, których stanowiska zostaną zastąpione przez technologię. Obecnie za mało się o tym mówi lub wręcz problem traktowany jest marginalnie.
AI jako narzędzie, nie substytut myślenia
Damian Abramowicz dostrzega również mniej oczywiste zagrożenie, mianowicie uzależnienie od AI w codziennym życiu. Jeśli algorytm zaczyna decydować za człowieka nawet w najprostszych sprawach, może dojść do stopniowego zaniku samodzielnego myślenia i podstawowych umiejętności.
– To jest chyba jedyny element AI, którego najbardziej się obawiam, że społeczeństwo będzie coraz bardziej, nie boję się użyć tego słowa, ogłupione. Już pojawia się problem, że młodsze pokolenia, urodzone w erze internetu, nie potrafią skupić się na czynnościach wymagających czasu i cierpliwości. Nie chcą czytać książek, wolą streszczenia. Nie potrafią pisać wypracowań, niektórzy studenci mają problem z napisaniem maila służbowego. Wystarczy zapytać nauczycieli lub pracowników zatrudniających stażystów. Poleganie jedynie na tym, co nam powie AI, brak myślenia krytycznego, analitycznego, to największe zagrożenie dla ludzi – tłumaczy Damian Abramowicz.
Nie chodzi oczywiście o to, aby przyszłość widzieć jedynie w czarnych barwach. Wraz z masową automatyzacją może wzrosnąć wartość tego, co autentycznie ludzkie, czyli rzemiosła, sztuki, bezpośrednich relacji czy pracy wymagającej indywidualnego doświadczenia. To zostanie z nami jeszcze długo.
AI może więc nie tyle zakończyć epokę pracy, ile zmienić jej definicję. Kluczowe nie będzie pytanie, czy sztuczna inteligencja zastąpi człowieka, ale czy człowiek nauczy się wykorzystywać ją tak, aby jego własne kompetencje stały się dzięki niej bardziej wartościowe.
Damian Abramowicz – mówca motywacyjny, mentor biznesowy, szkoleniowiec, doświadczony przedsiębiorca. Zawodowo pomaga firmom i doradza biznesowo. Współtworzy projekty Kuna System i Happy Business. Działa na rzecz zdrowia psychicznego młodzieży i dorosłych. Prywatnie pasjonuje się podróżami oraz skokami ze spadochronem, których wykonał ponad 400.


