Zostań członkiem

Otrzymuj najlepsze oferty i aktualizacje dotyczące Magazynu LBQ.

― Reklama ―

spot_img

Upały topią zyski firm. Ekstremalne temperatury zmniejszają ich skłonność do inwestowania

Fale upałów nie są wyłącznie problemem pogodowym, ale stają się istotnym ryzykiem biznesowym. Wysokie temperatury mogą obniżać wydajność pracy i zwiększać koszty operacyjne, co...
Strona głównaRozmaitościInspiracjeBartłomiej Brzozowski: Kiedy system zawodzi, rodzi się misja

Bartłomiej Brzozowski: Kiedy system zawodzi, rodzi się misja

Nie planowałem tworzyć autorskiego systemu rehabilitacji po rekonstrukcji ACL i artroskopii kolana. Nie planowałem również pomagać setkom osób wrócić do pełnej sprawności. Wszystko zaczęło się od własnego bólu, rozczarowania i decyzji, że nie pozwolę, aby ktoś inny decydował o granicach mojego życia.

 

W 2017 roku przeszedłem pierwszą rekonstrukcję więzadła krzyżowego przedniego (ACL). Jak wielu pacjentów wierzyłem, że najtrudniejszy etap mam już za sobą. Operacja się udała, więc pozostało tylko wrócić do zdrowia. Rzeczywistość okazała się jednak zupełnie inna.

Po zabiegu otrzymałem jedynie podstawowe zalecenia: odpoczynek, uniesienie nogi i cierpliwość. Gdy szukałem pomocy u kolejnych specjalistów, nikt nie potrafił odpowiedzieć na najważniejsze pytanie: co dalej? Otrzymywałem pojedyncze ćwiczenia wykonywane podczas wizyty, ale brakowało czegoś znacznie ważniejszego – kompleksowego planu prowadzącego krok po kroku do pełnej sprawności.

Po sześciu miesiącach wróciłem do zawodowej służby wojskowej. Nie dlatego, że byłem w pełni gotowy, lecz dlatego, że wydawało mi się, iż rehabilitacja dobiegła końca. Dziś wiem, że był to dopiero początek problemów.

Zaledwie osiem miesięcy później moje kolano było w tak złym stanie, że konieczna była kolejna operacja.

To właśnie wtedy usłyszałem słowa, które zmieniły całe moje życie.

Usłyszałem, że nie powinienem spodziewać się już pełnego powrotu do sprawności. Że powinienem pogodzić się z ograniczeniami i najlepiej wykonywać pracę siedzącą. Dla wielu osób byłaby to zapewne trudna, ale ostateczna diagnoza.

Dla mnie była to iskra.

Przez lata byłem żołnierzem zawodowym. Regularnie maszerowałem, biegałem, zdawałem egzaminy sprawnościowe i prowadziłem zajęcia z walki wręcz dla innych żołnierzy. Poza służbą od osiemnastego roku życia trenowałem sporty walki. Setki godzin spędzonych na matach i salach treningowych, seminaria z najlepszymi zawodnikami świata, starty w zawodach rangi mistrzostw Polski i Europy nauczyły mnie jednego – człowiek jest zdolny do znacznie większego wysiłku, niż początkowo sądzi.

Nie potrafiłem zaakceptować, że całe moje dotychczasowe życie ma zakończyć się dlatego, że ktoś uważa powrót do pełnej sprawności za niemożliwy.

Podjąłem decyzję. Bez względu na koszt, czas i wysiłek wrócę do zdrowia.

Po drugiej operacji w 2018 roku rehabilitacja stała się moją obsesją. Nie szukałem już najbliższych rozwiązań. Szukałem najlepszych.

Dopiero w renomowanej klinice rehabilitacyjnej, oddalonej o kilkaset kilometrów od mojego domu, znalazłem specjalistów, którzy prowadzili mnie we właściwym kierunku. Raz w tygodniu pokonywałem trasę ze Stalowej Woli pod Katowice. Dojazdy, konsultacje i zabiegi kosztowały mnie około dwudziestu tysięcy złotych w ciągu kilku miesięcy.

Ale pieniądze były tylko częścią ceny. Drugą stanowił czas. Trzecią – ogromna determinacja.

Każdą wolną chwilę poświęcałem na naukę. Korzystałem głównie z anglojęzycznych kursów i materiałów naukowych, analizując nowoczesne podejścia do rehabilitacji i stopniowo wdrażając je do własnego procesu powrotu do zdrowia. Z każdym kolejnym miesiącem coraz bardziej utwierdzałem się w przekonaniu, że skuteczna rehabilitacja nie jest kwestią przypadku. Jest efektem odpowiedniego planu, właściwej kolejności działań i konsekwencji.

To doświadczenie zmieniło moje spojrzenie na cały proces leczenia.

W pewnym momencie, na prośbę mojego ówczesnego dowódcy, wróciłem do służby wcześniej, niż planowałem. Otrzymałem zapewnienie, że do czasu pełnego powrotu do zdrowia będę wykonywał wyłącznie obowiązki niewymagające wysiłku fizycznego.

Rzeczywistość okazała się jednak inna. Już po kilku dniach otrzymałem rozkaz udziału w pięciokilometrowym biegu w pełnym umundurowaniu z bronią. Wiedziałem, że moje kolano nie jest jeszcze gotowe na taki wysiłek. Ryzyko ponownego urazu było ogromne.

Stanąłem przed prostym wyborem. Poświęcić własne zdrowie albo postawić granicę. Wybrałem zdrowie.

Przeszedłem trasę spokojnym marszem, chroniąc kolano najlepiej, jak potrafiłem. Następnego dnia złożyłem wypowiedzenie ze służby.

Była to jedna z najtrudniejszych decyzji w moim życiu. Dzisiaj wiem jednak, że była również jedną z najlepszych.

Po odejściu z wojska mogłem w pełni skoncentrować się na własnym powrocie do sprawności. Kilka miesięcy później znów trenowałem. Biegałem. Ćwiczyłem na siłowni. Jeździłem na rowerze. Wróciłem do sportów walki, a zwieńczeniem tej drogi był złoty medal Grand Prix Polski w brazylijskim jiu-jitsu w mojej kategorii wiekowej.

Osiągnąłem coś, co jeszcze niedawno miało być niemożliwe. To właśnie wtedy zrozumiałem, że moje doświadczenie nie może pozostać wyłącznie moją historią.

Rozpocząłem pracę jako trener personalny, prowadząc zajęcia z boksu, boksu tajskiego i walki wręcz. Z czasem zauważyłem, że wielu moich podopiecznych zmaga się z przewlekłymi problemami kolan. Naturalnie zacząłem wykorzystywać wiedzę, którą zdobyłem podczas własnej rehabilitacji.

Najpierw pomogłem kilku osobom. Później oni zaczęli polecać mnie kolejnym.

Po kilku miesiącach liczba osób zgłaszających się po pomoc rosła lawinowo. Nie dlatego, że prowadziłem intensywny marketing. Trafiali do mnie dzięki rekomendacjom ludzi, którzy odzyskali sprawność i chcieli, aby inni również dostali szansę.

W pewnym momencie uświadomiłem sobie coś bardzo ważnego. To, co początkowo było próbą rozwiązania mojego własnego problemu, przerodziło się w spójny, skuteczny system pracy z pacjentem. System, który pozwalał wracać do zdrowia szybciej, pewniej i z jasno określonym planem działania.

Nie wiedziałem jeszcze wtedy, że właśnie ten moment stanie się początkiem projektu, który w kolejnych latach odmieni życie setek osób po rekonstrukcji ACL i artroskopii kolana. I właśnie o tym będzie druga część tej historii.

Kiedy własny problem staje się rozwiązaniem dla setek innych

Moja historia mogła zakończyć się dokładnie tak, jak przewidywali to specjaliści – rezygnacją ze sportu, pogodzeniem się z ograniczeniami i przekonaniem, że „tak już będzie”.

Stało się jednak coś zupełnie odwrotnego. Im głębiej poznawałem proces rehabilitacji, tym wyraźniej dostrzegałem, że problemem bardzo często nie jest brak determinacji pacjentów. Problemem jest brak systemu, który przeprowadzi ich przez cały proces – od pierwszych dni po operacji aż do momentu pełnego powrotu do sprawności.

Przez kolejne lata pracowałem jako trener personalny, prowadząc zajęcia z boksu, boksu tajskiego i sportów walki. Coraz częściej trafiały do mnie osoby po rekonstrukcji ACL oraz artroskopii kolana. Początkowo pomagałem jedynie swoim podopiecznym. Później zaczęli polecać mnie znajomym. Następnie kolejnym znajomym.

W pewnym momencie uświadomiłem sobie, że wszyscy opowiadają praktycznie tę samą historię.

Po operacji zostali pozostawieni sami sobie.

Mieli ogromną motywację, ale brakowało im jasnego planu działania. Nie wiedzieli, jakie ćwiczenia wykonywać, kiedy zwiększać obciążenia, czego unikać i po czym poznać, że rehabilitacja przebiega prawidłowo. Pomiędzy kolejnymi wizytami u specjalistów pozostawali sami z własnymi wątpliwościami, a każda pomyłka mogła oznaczać tygodnie opóźnienia lub nawet konieczność ponownej operacji.

Zrozumiałem wtedy, że większość osób nie potrzebuje kolejnej pojedynczej wizyty. Potrzebuje kogoś, kto przeprowadzi je przez cały proces.

To właśnie z tej potrzeby powstał autorski system „Stalowe Kolana”.

Nie jest to kolejny zestaw ćwiczeń ani internetowy kurs. To model kompleksowej opieki, który stworzyłem na podstawie własnych doświadczeń, lat nauki oraz pracy z setkami pacjentów.

Każda osoba rozpoczynająca współpracę otrzymuje indywidualny plan działania dostosowany do rodzaju zabiegu, aktualnego etapu rehabilitacji oraz celu, do którego chce wrócić. Program obejmuje nie tylko szczegółowy plan treningowy, ale również zalecenia dotyczące regeneracji i suplementacji, tworząc spójną strategię powrotu do zdrowia.

Integralną częścią systemu jest platforma edukacyjna z dokładnie pokazanymi ćwiczeniami, dzięki której pacjent dokładnie wie, co powinien robić każdego dnia i dlaczego właśnie ten etap jest tak istotny. Eliminuje to przypadkowość, która niestety bardzo często towarzyszy rehabilitacji.

Jednocześnie pacjent nigdy nie zostaje sam. Ma możliwość stałego kontaktu ze mną, dzięki czemu na bieżąco rozwiewane są wszystkie wątpliwości pojawiające się podczas rehabilitacji. Raz w tygodniu spotykamy się również na indywidualnej konsultacji, podczas której analizujemy postępy i – jeśli zachodzi taka potrzeba – modyfikujemy plan działania na kolejny tydzień.

To właśnie ten element sprawia, że proces rehabilitacji staje się dynamiczny i dopasowany do organizmu konkretnej osoby, a nie sztywnego schematu.

Od początku zależało mi również na czymś jeszcze. Na odpowiedzialności. Dlatego stworzyłem model współpracy, w którym nie kończę swojej pracy po kilku wizytach. Jeżeli pacjent sumiennie realizuje wszystkie zalecenia, a proces rehabilitacji wymaga więcej czasu niż zakładaliśmy, pozostaję z nim aż do osiągnięcia pełnej sprawności. Uważam, że prawdziwa opieka nie kończy się w dniu zakończenia programu. Kończy się dopiero wtedy, gdy człowiek odzyskuje zdrowie.

Dzisiaj system „Stalowe Kolana” pomógł już ponad 400 osobom wrócić do aktywności, z której wcześniej musiały zrezygnować.

Jedni ponownie wybiegli na boisko. Inni wrócili do sportów walki. Jeszcze inni mogli bez bólu wejść z dzieckiem na plac zabaw, wyjechać w góry czy po prostu normalnie funkcjonować każdego dnia.

Dla wielu osób są to zwykłe czynności. Dla kogoś po ciężkiej operacji kolana często oznaczają odzyskanie jakości życia.

Patrząc z perspektywy czasu, paradoksalnie jestem wdzięczny za wszystko, przez co musiałem przejść.

Za dwie operacje. Za miesiące bólu. Za tysiące kilometrów przejechanych na rehabilitację. Za godziny spędzone nad zagranicznymi publikacjami i szkoleniami. Za wszystkie chwile zwątpienia, które zmusiły mnie do szukania lepszych rozwiązań.

Gdyby nie tamte doświadczenia, prawdopodobnie nigdy nie stworzyłbym systemu, który każdego dnia pomaga innym odzyskiwać zdrowie.

Dziś wiem, że największą wartością w biznesie nie jest sam produkt ani usługa. Jest nią umiejętność zamienienia własnych doświadczeń – nawet tych najtrudniejszych – w rozwiązanie, które realnie zmienia życie innych ludzi.

Bo prawdziwy sukces nie polega wyłącznie na tym, co udało nam się osiągnąć. Polega na tym, ilu osobom pomogliśmy dojść tam, gdzie sami kiedyś tak bardzo chcieliśmy się znaleźć.

Bartłomiej Brzozowski

Twórca systemu „Stalowe Kolana”, przedsiębiorca i trener. Od 8 lat pracuje z osobami wracającymi do sprawności po rekonstrukcji ACL i artroskopii kolana. Dzięki autorskiemu modelowi kompleksowej opieki pomógł już ponad 400 osobom odzyskać pełną sprawność i wrócić do aktywnego życia.

„Największą wartością nie jest to, ile razy udało nam się podnieść po własnych trudnościach. Największą wartością jest to, ilu ludzi dzięki naszym doświadczeniom nie musi przechodzić tej samej drogi.”

http://instagram.com/prawdziwasila