Bez dialogu nie ma dialogu. O sile słów


O tym, że słowami możemy wiele zdziałać, zapewne wiecie. Słowa mają ogromną moc – potrafią ranić, unieszczęśliwić, wpędzić w kompleksy na długie lata, ale też wznosić nas i motywować do działania. Mamy ogromną moc wpływania na innych ludzi…pod warunkiem, że w ogóle mówimy. Choć brak komunikatu również jest komunikatem zdecydowanie jestem zwolenniczką komunikacji werbalnej, bezpośredniej, wprost, bez podtekstów i drugiego dna. Bez dialogu nie ma dialogu.

 

Kiedy słyszę, jak porozumiewają się uczestnicy moich szkoleń, zawsze na początku uderza mnie, jak łatwo w oparciu o warstwę językową określić, czy osoba czuje odpowiedzialność za swoje życie, czy nie. Zauważmy, jak często opowiadając o swoich potrzebach, mówimy bezosobowo „człowiek chciałby….”. Na przykład „człowiek chciałby odpocząć”; „człowiek to słaby jest”; „ludzie tak robią”. Otóż nie, to nie ludzie i nie człowiek tylko JA. Gdybyśmy się nieco bardziej wnikliwie przyjrzeli swoim emocjom, okazałoby się, że wszystko zwroty z „człowiekiem” w roli głównej dotyczą nas. Mówiąc o innych, odsuwamy od siebie odpowiedzialność za swoje funkcjonowanie w świecie. To inni lubią być leniwi (my nigdy), to inni mają słabości, inni chcą odpoczywać. Choć zabrzmi to paradoksalnie, używanie komunikatu JA może być początkiem wzięcia za siebie odpowiedzialności.

Jak zatem mówić w zgodzie ze sobą i „od siebie”? Zacznijmy od uświadomienia sobie swoich uczuć, pragnień i potrzeb, a później je nazwijmy. „Jestem dziś zmęczona i potrzebuję odpoczynku” zamiast: „człowiek kiedyś musi odpocząć”. „Podoba mi się to, co napisałaś. Przeczytałam z przyjemnością” zamiast: „Nieźle nawet. Postarałaś się”. „Czy mogłabyś przyciszyć muzykę? Trudno mi się skupić”, a nie: „Czy to radio musi grać tak głośno?”.

Zachęcam też do zadawania pytań wprost i udzielania odpowiedzi również wprost. Uczestnikom moich szkoleń z komunikacji zawsze przypominam, że Polska leży w strefie kultury kontekstowej. Oznacza to, że od dzieciństwa konsekwentnie jesteśmy uczeni dawania do zrozumienia, sygnalizowania, okazywania i sugerowania, zamiast otwarcie wyrazić swoją opinię. Nie mówimy, co nam się podoba (bo będzie to traktowane jako egoizm, skupianie się na sobie), nie mówimy, co nam się nie podoba (bo nie wypada, bo możemy komuś sprawić przykrość, nie znajdujemy odpowiednich słów). Dlatego tkwimy w dyskomforcie, dając coraz dosadniejsze sygnały i irytując się, że druga osoba ich nie odczytuje.

W końcu wybuchamy gniewem, wylewając na delikwenta swoją złość. Albo zaczynamy plotkować, aby odreagować frustrację wynikającą z bezsilności. Zachęcam was zatem do zmiany swojego sposobu komunikowania się – od dziś spróbujcie mówić wprost i sprawdźcie, jaki będzie odbiór. Zapewniam, że życie stanie się prostsze a wasze relacje z bliskimi i współpracownikami o wiele milsze.

Zadbajmy też, aby nasze wypowiedzi pozbawione były zbędnych wypełniaczy i ozdobników, które poza zabieraniem przestrzeni nie wnoszą nic, a dodatkowo zaśmiecają przekaz. Są to wszystkie dodatki typu „znaczy”, „jakby”, „w sumie” „właśnie”, „prawda” i bardzo rozpowszechnione „tak?” na końcu zdania, które wydaje się elegantszą formą cwaniackiego „co nie?”. Poza usprawnieniem komunikacji z innymi pomyślmy o oszczędności czasu.

Dzięki słowom mamy możliwość zadbać o swoją przestrzeń – zwiększymy możliwość zrealizowania swoich potrzeb, uchronimy się przed niepożądanymi sytuacjami. Słowa mają też jedną „magiczną” moc, mianowicie potrafią zaczarować rzeczywistość. Mów komplementy, zachwycaj się, chwal i doceniaj. Przestaw swój język na przekaz pozytywny. Unikaj rozpoczynania zdania od słowa „nie” i innych negatywnych określeń. „Nie chce mi się dzisiaj pracować” zamień na „Chętnie popracowałabym dzisiaj mniej”. To język kreuje nasz świat i naszą rzeczywistość, dlatego szukaj pozytywów. Niech w twoim słowniku pojawią się takie zwroty jak: „dam sobie z tym radę”; „jestem dzielna”; „zasłużyłam na nagrodę”; „dziękuję ci za pomoc, jesteś nieoceniona”; „lubię z tobą spędzać czas”; „jakie cudowne popołudnie, jestem szczęśliwa”; „to ważne, że jesteś tu ze mną”; „wierzę w was i wiem, że razem sobie poradzimy”.

Zaobserwowałam, że z pozytywnymi zwrotami jest jak z uśmiechem. Jeżeli po porannej kawie humor mi nie dopisuje, to wtedy nieco na siłę przywołuję na twarz uśmiech. Najpierw jest trudno, przyznaję. Czuję się dziwnie, stojąc przed lustrem i wykrzywiając twarz – tym bardziej że oczy wciąż pozostają poważne. Ale kilka chwil kontemplowania swoich wysiłków wystarczy, żebym poczuła wesołość (myślę wtedy: „co ty kobieto wyrabiasz, jak ty wyglądasz, przecież to ŚMIESZNE!). Zaczynam się podśmiewać, najpierw nieśmiało (przecież ja dziś cierpię, nie jest mi do śmiechu), później z coraz większym zaangażowaniem (zwariowałam chyba), aż do nieskrępowanego, głośnego śmiechu (uff, nareszcie. Jestem sobą). Mój mózg uznaje, że skoro się śmieję, to widocznie mam powody do radości, więc obdarza mnie dodatkową dawką endorfiny. Tak samo dzieje się ze słowami.

Myślisz tak jak mówisz, dlatego staraj się myśleć „na plusie”. Nawet jeśli początki będą trudne – nie poddawaj się. Efekty pojawią się szybciej, niż się spodziewasz.

 

Anna Kazakow – trenerka i coach. Od ponad ośmiu lat zajmuje się prowadzeniem szkoleń z zakresu komunikacji, asertywności, przywództwa itp. Współzałożycielka Instytutu Efektywnej Komunikacji. Pracuje głównie z biznesem, ale od kilku lat z wielką pasją oddaje się pracy z kobietami. Prowadzi warsztaty rozwojowe, podczas których uczestniczki odkrywają swój potencjał i swoje mocne strony. Motywuje i inspiruje kobiety, ucząc się od najlepszych. Jej mentorami są Ruben Gonzalez, Tony Robbins i Brian Tracy. Prywatnie pasjonatka motocykli, owczarków niemieckich i kotów.

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Akceptuję zasady Polityki prywatności