Perły Boga , to historie, które bolą, świadectwa, które budzą sumienie. Autorka oddaje głos tym, których nikt nie chce słuchać: bezdomnym, upadłym, ale nieprzegranym. W tej książce nie ma fikcji, to prawdziwe dramaty i prawdziwe odrodzenia. To opowieść o ludziach, którzy jak perły powstają z cierpienia, a odnalezieni przez Boga odzyskują godność, nadzieję i sens życia.
Co było dla Ciebie wewnętrznym impulsem do napisania „Pereł Boga” – czy była to jedna konkretna historia, czy raczej długotrwały proces dojrzewania do tej książki?
Książka „Perły Boga” to nie impuls. Jest to temat przemyślany, poprzedzony licznymi badaniami, wywiadami i obserwacją. Od lat moją misją jest zwrócenie uwagi społeczeństwa na ludzi wykluczonych. „Perły Boga”, to apel społeczny. Oddając głos tym, których nikt nie chce słuchać, próbuję wymazać krążące stereotypy. Wszystko zaczęło się od pierwszej publikacji – „Kwiaty Boga”. Książka zawiera poruszające historie samotnych matek – ofiar przemocy, które przeszły przez piekło własnego domu, doznały opuszczenia, przemocy i niezrozumienia. Po dwóch latach poszłam dalej. Dotarłam do jednego z cięższych więzień w Polsce. Chciałam zrozumieć i poznać genezę tego podłego losu. Znalazłam odpowiedź. Każdy ją znajdzie kto przeczyta „Łzy Boga”. Przychodzą mi na myśl słowa Jeana Jacquesa Rousseau „ Człowiek jest z natury dobry, tylko cywilizacja jest zła – to ona zniszczyła podstawową dobroć w człowieku”. Kiedy zanurzałam się w tych ponurych dramatach, odkryłam, że oni – tzn. więźniowie, właśnie tu, w zamknięciu, odnaleźli wolność. Wolność tę przyniosła im wiara w Boga.
Oddajesz głos osobom bezdomnym z dużą delikatnością i szacunkiem. Jak budowałaś zaufanie bohaterów, by zechcieli otworzyć się i opowiedzieć swoje najbardziej bolesne doświadczenia?
Człowiek, który doświadczył tak wiele złego jest niechętny i niedostępny. Zanim się otworzy, musi nabrać zaufania. Dlatego nad „Perłami Boga” pracowałam cztery lata. Jedni z moich respondentów, byli odważni. Widziałam jak wyrzucają z siebie cały ten szlam bólu i niepowodzeń. Traktowali ten wywiad jak formę terapeutycznego oczyszczenia. Inni, nieufni, w połowie przerywali. Często musiałam nasze rozmowy podzielić na kilka etapów. Czekałam, aż dojrzeją. Trudno czasem jest przejść ponownie przez ten koszmar życia .
W książce wyraźnie pokazujesz, że bezdomność nie jest wyborem, lecz dramatem. Jakie stereotypy na temat osób bezdomnych najbardziej chciałaś przełamać tą publikacją?
Wszyscy moi respondenci, to osoby, które na ulicy znalazły się nie z własnej woli. To tacy sami ludzie jak my. Kiedyś mieli domy, rodziny, ale zbyt niedoskonałe, aby czuć się w nich bezpiecznie. Brak miłości, odrzucenie, strach i bezradność, właśnie to ich klasyfikuje. Dlatego pragnę zwrócić naszą uwagę na genezę bezdomności, ale nie definicję, tylko dramat człowieka. Zgadzam się,że są niejednokrotnie brudni, cuchnący, pod wpływem alkoholu, ale to są ludzie, którzy tak jak my odczuwają głód, zimno, gorąco, ból i mają marzenia. Problem bezdomności w naszym państwie nasila się. Niestety system zawodzi. Ale gdy system zawodzi, znajdują się ludzie dobrej woli, którzy z oddanym sercem niosą pomoc. Pomoc to nie tylko ubrania czy posiłek. Bardziej chodzi o słowne wsparcie, to dodaje otuchy.
Tytułowe „Perły Boga” sugerują wartość ukrytą pod warstwą cierpienia i odrzucenia. Jak Ty sama rozumiesz metaforę perły w kontekście ludzkiego losu i wiary?
Dokładnie tak, to wartość ukryta. Perła rodzi się w brudzie. Wystarczy, że do małża dostanie się zanieczyszczenie, np. ziarenko piasku, a po pewnym czasie powstaje perła, jeden z najdrogocenniejszych klejnotów. I takim klejnotem jest CZŁOWIEK. Właśnie ten bezdomny, który poprzez cierpienie, walkę, upór wychodzi z „zanieczyszczonego małża”, zmieniając swoje życie , stając się , nie boję się powiedzieć – klejnotem społeczeństwa. Bagaż doświadczeń czyni go życiowo mądrzejszym i odpornym, inaczej spoglądającym na świat. Pod warunkiem, że damy mu szansę. Dodam jeszcze, że bohaterowie mojej książki, to ludzie walczący, chcący wyjść z kryzysu bezdomności. Niektórzy zapewne już wyszli na prostą. Nie z wszystkimi mam kontakt.
Obecność Boga w tych historiach nie jest nachalna, lecz bardzo subtelna i prawdziwa. Jak odnajdywałaś równowagę między świadectwem wiary a szacunkiem dla wolności i różnej duchowej drogi bohaterów?
Target moich respondentów nie zawężał się do ludzi wierzących. Choć wielu z nich się nawróciło. Odnaleźli w modlitwie ukojenie. Może dlatego, że wiele pomocowych instytucji jest po linii chrześcijańskiej, a może już tylko pozostał Bóg? Są również ludzie niewierzący i obojętni, ale żaden z moich bohaterów nie wypowiadał się negatywnie na temat wiary w Boga. Raczej mówili, że z „Panem Bogiem mi nie po drodze”, albo „Modlę się, ale do kościoła nie chodzę”, „Boga nie ma”itp. Każdy ma wybór. Bóg i tak ich już odnalazł. Teraz kwestia czy oni Go odnajdą.
Która z opisanych historii była dla Ciebie emocjonalnie najtrudniejsza i dlaczego – czy zdarzały się momenty, w których musiałaś przerwać pracę nad książką?
Wszystkie historie są dla mnie traumatyczne, ale jest jedna, nad którą już płakałam podczas wywiadu. To historia kobiety, która została zgwałcona przez ojca, a gdy matka zorientowała się, że córka jest w ciąży, wyrzuciła ją z domu w towarzystwie niewybrednych epitetów. Historia tej kobiety jest bardzo długa i pełna dramatycznych chwil. Żaden scenariusz by tego nie wymyślił. Również historia adoptowanego chłopca, którego matka adopcyjna wyrzuciła z domu zaraz po śmierci jej męża, komunikując, że to ojciec chciał syna, ona nie. Przeżył w tym domu dwadzieścia lat i nagle stał się niepotrzebny, niekochany…
Jako pedagog i działaczka społeczna od lat pracujesz z ludźmi wykluczonymi. W jaki sposób praca nad „Perłami Boga” wpłynęła na Ciebie osobiście – czy zmieniła coś w Twoim spojrzeniu na człowieka lub Boga?
Zdecydowanie tak. Nie ukrywam ,że pierwsze spotkania z bezdomnymi budziły we mnie lęk. Ale im bliżej nich byłam, rozmawiałam, zobaczyłam jak stawali się mili, uczynni a nawet dowcipni. To są tacy sami ludzie jak ja, Ty , oni…Ale bardziej wrażliwi. Zapewniam, że potrafią kochać, lubić, pomagać. Często zakładają maski, udając kogoś innego. Często to ludzie wykształceni. Nie wszyscy są złodziejami i alkoholikami, choć i tacy się zdarzają. Jedni piją, bo tak było w ich rodzinie, inni z zimna, a jeszcze inni, żeby zapomnieć. Z niektórymi mam kontakt, również telefoniczny. Pomagam im jak mogę. W Łodzi współpracuję z wyjątkowym człowiekiem, społecznikiem – Krzysztofem Szkudlarkiem. Nazywam go „Aniołem łódzkiej ulicy”. Krzysztof od lat karmi łódzkich bezdomnych m in. przy kościele Matki Boskiej Fatimskiej w Łodzi. Podczas mrozów wyjeżdża nocą na tzw. „Patrole Miłosierdzia”, z gorącą zupą i herbatą, szukając ludzi w pustostanach i krzakach. Mamy tego roku bardzo mroźną zimową aurę. Dzisiaj rozmawiałam z Krzysiem. Opowiadał jak ubiegłej nocy znalazł dwóch zamarzniętych, nieprzytomnych mężczyzn, w miejscu, gdzie przechodzą setki ludzi. Na szczęście pogotowie zabrało ich do szpitala, niemniej stan jest krytyczny. A gdyby Krzyśka nie było w tym miejscu? Byłby na drugim końcu miasta? Nawet nie chcę myśleć. Pamiętam jedną sobotę, bardzo mroźną. Spotkałam się z bezdomnym małżeństwem, które po spaleniu ich domu/niestety ,nie był ubezpieczony/od 4 lat żyją na ulicy. Po skończonym wywiadzie, zapytałam dokąd teraz pójdą? Odpowiedzieli ….”na klatkę schodową”. Po godzinie byłam w swoim ciepłym mieszkaniu i siedząc na sofie , pijąc ciepłą herbatę dotarło do mnie,że ta zwykła sytuacja domowa, która dla każdego z nas wydaje się naturalna , dla tych ludzi byłaby luksusem. Dlatego dziękujmy Bogu za to co mamy, za dom, za łazienkę za ścianą, za lodówkę, pralkę, za wodę w kranie itp.
.Jaką jedną myśl lub uczucie chciałabyś, aby czytelnik wyniósł z lektury tej książki i zabrał ze sobą w codzienne życie?
Celem tej książki jest złamanie stereotypów: bezdomny równa się bezwartościowy i wykorzystujący społeczeństwo. Nie ma skutku bez przyczyny. Jeżeli ktoś ocenia, powinien najpierw poznać historię danego człowieka. Wierzę, że moja książka obudzi sumienie potencjalnego czytelnika. Należy odrzucić obojętność, poszukać w sobie dobra, które na pewno tkwi na dnie każdego serca. Mój apel : Szczęśliwy Człowieku usłysz głuchy krzyk potrzebującego, nie odwracaj głowy. Jeżeli nie możesz czy nie chcesz pomóc, nic się nie stanie, tylko nie potępiaj!
Gdybyś dziś miała wskazać jedną „perłę” w swoim życiu – doświadczenie, które było trudne, a z perspektywy czasu okazało się darem – co by nią było?
Moją „perłą”jest stan od kiedy odnalazłam Boga. Wcześniej odnosiłam sukcesy w branży show businessu, ale odczuwałam pustkę, czegoś ciągle brakowało. Nagle straciłam to wszystko,drzwi się zamknęły. Wtedy Bóg wskazał mi drogę i otworzył następne drzwi, drzwi do pomocy innym. Każdy mój event, który organizuję, jest akcją charytatywną. Pomagałam ofiarom przemocy, dzieciom z autyzmem, dzieciom z domu dziecka, samotnym matkom, bezdomnym zwierzętom. Tantiemy ze sprzedaży książki „Perły Boga” przeznaczam na posiłek dla bezdomnych. Nawet tak mała rzecz jak pieczenie ciast na wigilię bezdomnym przynosi mi radość. Wiem, że nie jestem w stanie pomóc wszystkim, ale mój sukces ,to pomoc choćby jednemu człowiekowi.
O czym prywatnie marzy Małgorzata Maria Kotwica?
Moim marzeniem jest wydanie kolejnej książki. Teraz pragnę wejść w środowisko narkotyczne. Konkretnie do rodzin narkomanów. Chcę opowiedzieć co czują współuzależnieni rodzice, kiedy ich dziecko tonie w otchłani nałogu.
Drugie marzenie, to zasłużony po wielu latach urlop w doskonałym towarzystwie. Mam już bilety na samolot. A więc powoli to marzenie się spełnia.
Rozmawiała: Ilona Adamska

Małgorzata Kotwica-pedagog, społeczniczka, organizatorka wydarzeń artystycznych i charytatywnych. Właścicielka agencji Makana Art & Business. Laureatka m.in. tytułów „kobieta Kreuje”, „Ambasadorka Przedsiębiorczości Kobiet” i „Kobieta Niezwykła” Autorka poruszających zbiorów historii prawdziwych: „Kura salonowa, „Kwiaty Boga”, „Łzy Boga” oraz „Perły Boga”



