Czy inwestowanie bez podjęcia ryzyka jest możliwe?

Niczym odkrywczym będzie stwierdzenie, że sektor usług finansowych w Polsce nie cieszy się zbytnim zaufaniem Polaków. Na pewno nie na tyle, aby z chęcią lokowali tam swoje oszczędności. Wbrew powszechnej opinii pieniądze wolimy przechowywać w przysłowiowej skarpecie, podczas gdy mogłyby one pracować na właścicieli i przynosić wymierny zysk.

 

 

 

 

 

Według najnowszych danych oszczędności w Polsce posiada co drugi Polak. W ciągu roku zwiększyły się one o ponad 50 mld zł (wzrost o prawie 4 proc. ). W porównaniu do poprzedniego roku największy procentowy wzrost zanotowały środki w gotówce i depozyty bieżące oraz obligacje. Niewiele jednak z tego korzyści, biorąc pod uwagę mało atrakcyjne z perspektywy inwestorów propozycje inwestycyjne banków. Wynika to między innymi z dość asekuracyjnej polityki banków.

Można oczywiście zaryzykować trochę bardziej niż otwarcie konta oszczędnościowego czy założenie lokaty, a mianowicie zagrać na agresywnych funduszach. Zwykle jednak obiecywany szybki zysk w ramach funduszy – poparty poważnym, finansowym, międzynarodowym autorytetem – kończy się utratą pieniędzy. Może być to wynikiem braku komunikacji ze strony opiekuna klienta, który zobowiązuje się do pilnowania ruchów na rynkach i w razie zawirowań, informowania, aby w porę interweniować. Często jednak teoria znacznie odbiega od praktyki.  Istnieją oczywiście skrajne przykłady związane z inwestowaniem, jak na przykład afera Amber Gold. Można także zainwestować w rynek nieruchomości ze stopą zwrotu pod koniec wieku produkcyjnego.

Z podejmowaniem ryzyka bywa u Polaków różnie. Ponad połowa, czyli 55 proc. deklaruje, że nie akceptuje żadnego ryzyka, a za najbardziej ryzykowny produkt uważa fundusze inwestycyjne. Tak wynika z najnowszego badania Kantaru na zlecenie UOKiK. Nieco mniej, bo 42 proc. badanych byłoby w stanie zaakceptować małe lub średnie ryzyko, jeśli istniałaby pewność, że odzyskają całość lub większość zainwestowanych pieniędzy. Z tym też bywa jednak różnie. Co więc zrobić, żeby nie dać inflacji przejeść swoich oszczędności? Można oczywiście czekać, aż coś drgnie w gospodarce. Jest jednak alternatywna droga, nie tak agresywna jak fundusz. Słyszeliście kiedyś o startupach?

Stopa zwrotu sięgająca nawet kilkuset procent

Jak pokazują wyniki badań, przeciętny właściciel startupu to 38-letni mężczyzna z wyższym wykształceniem, z czteroosobowej rodziny, który ma ciekawy pomysł na biznes i chce wykorzystać doświadczenie zdobyte w dotychczasowej pracy. Jego głównym motywem podjęcia działalności biznesowej jest chęć uzyskania niezależności i zwiększenia dochodów osobistych. Tyle z teorii.  Według raportu „Startup Poland 2016” cztery lata temu w bazie Fundacji Startup Poland było zarejestrowanych 2,7 tys. startupów. Na świecie najwięcej startupów funkcjonuje w Dolinie Krzemowej (12,7–15,6 tys.), Nowym Jorku (6,3–7,8 tys.), Londynie (4,3–5,9 tys.), Pekinie (4,8–7,2 tys.), Tel Avivie (2,2–2,7 tys.) oraz Berlinie (1,8–2,4 tys.). Biorąc pod uwagę powyższe dane na temat liczby startupów w lokalnych ekosystemach, można przyjąć, że wartość dla Polski (z głównymi miastami Warszawą i Łodzią) znajduje się w przedziale 3–6 tys. firm w zależności od przyjętej definicji startupu.

Te wszystkie dane dają nam w miarę spójny obraz rynku starupów, choć od czasu publikacji raportu minęło już trochę czasu, a rynek starupowy cały czas się rozwija. To, co wyróżnia go na tle standardowych i znanych Polakom rozwiązań, to zysk, który potrafi wypracować. W dodatku w bardzo krótkim – jak na nasze warunki – czasie. Jak wynika z ostatniego badania Fundacji Startup Poland, przeprowadzonego na grupie ponad 760 młodych innowacyjnych spółek, aż 17 proc. z nich rośnie w tempie przekraczającym 50 proc. miesięcznie. Jednak żeby startupy przynosiły faktyczne zyski inwestorom, warto aby wspierali oni nie jeden, a wiele takich organizacji. W tym tkwi siła inwestowania w startupy: w różnorodności i wielowymiarowości.

Stołeczna grupa Assay rozłożyła swój portfel startupów na trzy główne branże: software, elektromobilność  i stacjonarną. Aby jednak firmy mogły się w pełni rozwijać, potrzebują wsparcia finansowego inwestorów. Nie muszą to być od razu gigantyczne pieniądze. Warto podkreślić, że wymierną korzyścią po stronie inwestora jest stopa zwrotu o wiele większa niż w przypadku tradycyjnych inwestycji, która sięgać może nawet kilkuset procent.

Kryzys może zadziałać motywująco

Może więc warto przyjrzeć się temu rozwiązaniu, zwłaszcza w tych niepewnych czasach. Paradoksalnie to właśnie dziś jest najlepszy czas do tego, aby przekonać się o możliwościach, jakie tkwią w tych małych, nowatorskich przedsiębiorstwach. W chwili, kiedy startupy przebiją się do szerszej świadomości, zdecydowanie wyhamują dynamikę swoich zysków. Jednak obecnie w Polsce wciąż pozostają awangardą na rynku finansowym, choć zapewne mają dużo bardziej demokratyczne ambicje. Swoją drogą, to musi być bardzo pozytywne odczucie, kiedy inwestuje się w projekt, w który samemu nie miało się śmiałości wejść za młodu, albo nie wpadło się nań wystarczająco szybko, a dziś ktoś to robi za nas i dla nas. Trochę jak George Lucas, który kręcił swoje epizody „Gwiezdnych Wojem” nie po kolei, bo czekał, aż technika na tyle się rozwinie, żeby jego wizje miały szanse być zrealizowane i nakręcone jak trzeba.

 

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *