Doda: Ja jestem równa babka

Nie wszystkim w czubek trafisz, dlatego trzeba robić swoje i nie przejmować się hejtem, żyć w zgodzie ze sobą” – o miłości do babci, szacunku do osób starszych, pomocy słabszym, hejcie, show-biznesie, koncertach, widowiskach i najnowszej płycie rozmawiamy z Dorotą Rabczewską.

 

 

W finale programu The Voice of Poland zaprezentowałaś bardzo osobisty utwór (zapowiadający długo oczekiwany album) pt.: „Nie wolno płakać”. Czy mogłabyś powiedzieć coś więcej na temat tego singla?

Dorota Rabczewska: Muzykę napisał Tomasz Lubert, tekst Marek Dutkiewicz, który jest odpowiedzialny za teksty, które już wpisały się w historię muzyki, np. „Aleją gwiazd”, „Jolka, Jolka”. Z Markiem znamy się bardzo dobrze, a na utwór „Nie wolno płakać” wpadłam dosyć spontanicznie, gdy już wiedziałam, że sama tego nie napiszę. Niosło to dla mnie zbyt duży wysiłek emocjonalny. Na szczęście Marek temu sprostał, wyciągając mi prosto z serca ten tekst. Jeśli chodzi o aranż, to wyszedł sam, po śmierci mojej babci. Babcia, kiedy jeszcze żyła, obejrzała mój występ w Opolu, podczas którego wraz z orkiestrą wykonywałam utwór pt.: „Niech żyje bal”. Była zauroczona tym wykonaniem i powiedziała mi, że muszę wydać płytę nagraną z orkiestrą. Oczywiście nie potraktowałam tego poważnie, bo na tamtym etapie nie sądziłam, że kiedykolwiek wezmę się za tak duży projekt. Po śmierci babci postanowiłam jednak daną babci obietnicę spełnić. Zamknęłam się z orkiestrą w studio i nagrałam płytę. Dlatego również ten utwór jest w aranżacji orkiestrowej. Jest on ku pamięci mojej babci, chociaż utożsamiać się z nim możne każdy.

Nowy album składa się w większości z coverów. Tylko dwa utwory są autorskie. Czy szufladkujesz jakoś odbiorców nowej płyty? Do kogo ją kierujesz?

Jeśli wpływanie na czyjąś wrażliwość można nazwać szufladkowaniem, to tak, szufladkuję. Ani wiek, płeć czy dojrzałość emocjonalna nie jest wyznacznikiem tego, czy płyta się komuś spodoba. Paradoksalnie moim fanom wcale ta płyta nie musi przypaść do gustu, bo ja na niej zupełnie inaczej, niż dotychczas, śpiewam. Może być trudno rozpoznać na niej mój głos. Gdy puściłam koledze z wydawnictwa drugi singiel, nie dowierzał, że to ja śpiewam. Płyta może być więc zaskoczeniem dla wielu jej odbiorców, ale mnie życie też zaskoczyło, więc dlaczego ja nie mam zaskakiwać innych.

Myślę, że w życiu każdego artysty przychodzi taki moment, aby zrobić coś innego. Pewna odmienność w twórczości, od tej, z jakiej był znany i kojarzony do tej pory…

Po występie w Opolu, kiedy dostałam więcej wiadomości niż na urodziny, to pomyślałam: „kurczę, to chyba nie jest dobra oznaka, że po 20 latach mojego zapieprzania w show biznesie ludzie są w szoku, że umiem śpiewać!”. To niefajne, ale z drugiej strony powód do radości. Pomyślałam, że może to, że ludzie nie wiedzą o mojej innej barwie głosu, jest konsekwencją pewnej mojej maniery, z jaką do tej pory śpiewałam.

Tak naprawdę tylu, ilu jest ludzi, tyle sposobów na życie. Niektóre babcie są bardziej tradycyjne, inne szalone, nowoczesne… A jaka była twoja babcia?

Babcia była tradycyjna i nowoczesna. Babcia nie lubiła, gdy ktoś przeklinał, a ja przecież lubię przeklinać. Kiedy mi się to zdarzało przy niej, za karę dostawałam w dupsko i słyszałam: „pierniczona, dziobana, nie odzywaj się tak brzydko!”. Babcia do 90. roku życia jeździła samochodem. Kiedyś uczestniczyła w wypadku drogowym, ale stwierdziła, że nie chce ślęczeć przy nim, tylko idzie na imieniny. Otrzepała się i poszła na imprezę. Muszę przyznać, że była bezkonfliktowa i łagodna. Była bardzo dyplomatyczna.

Mówi się, że nie istnieje żaden powód do miłości, kocha się za nic. Ale, gdybyś mogła powiedzieć, za co kochałaś babcię, to co by to było?

Za to, że była moim trzecim rodzicem. Za to, że usypiała mnie do snu (i dzięki Bogu, bo matka ani ojciec nie umieją śpiewać i gdyby to oni mnie usypiali, miałabym koszmary). Za to, że szyła mi pierwsze kostiumy sceniczne, poddając się mojemu kiczowatemu gustowi. Tak, te moje pierwsze kostiumy to festiwal braku mojego gustu, ale cóż, wnuczka chciała takie, to babcia szyła. Kocham babcię też za to, że gdy teraz gotuję jakąś zupę, to łapię się na tym, że, tak jak ona, dodaję do niej trochę masła. Za takie drobnostki ją kocham.

W mikołajki odbyło się wyjątkowe spotkanie z seniorami ze Stowarzyszenia Mali Bracia Ubogich. Zdecydowałaś się to Stowarzyszenie wesprzeć, przekazując m.in. 10 000 zł na zakup lekarstw i innych potrzebnych rzeczy. Zdecydowałaś się pomóc osobom starszym, seniorom. Dlaczego? Czy to ma coś wspólnego z babcią, płytą?

Zawsze wspierałam seniorów. Mam słabość do starszych ludzi od dziecka. Może dlatego właśnie, że mieszkałam z babcią, odkąd pamiętam i była dla mnie rodzicem. Dogadywałam się z nią świetnie. Mam słabość do starszych ludzi i serce dla zwierząt. Ale wykorzystywałam też swoją popularność do pomocy również dzieciom. Bardzo często bywam na oddziałach onkologicznych. Ale, skoro napisałam piosenkę dla babci, mam premierę teledysku, to wykorzystam to, by zwrócić uwagę na problem ludzi w jej wieku. Na ludzi, którzy być może Wigilię będą spędzać sami, przy chlebie i wodzie, bo nikt o nich nie pamięta. Czytałam ostatnio artykuł opisujący, jak oddaje się babcie, dziadka na święta do szpitala czy innego ośrodka. Rodzina przed świętami symuluje złe samopoczucie starszej osoby, wzywa karetkę pogotowia, mimo że lekarz nie widzi takiej potrzeby. Naciskają, aby zabrać babcię na badania. Karetka zabiera starszą osobę na oddział ratunkowy i po serii badań okazuje się, że nic niebezpiecznego jej nie dolega, możne wrócić do domu. Ale nikt z rodziny nie chce babci odebrać, specjalnie nie odbierają telefonów. Jeśli już, to odwlekają odebranie, mówiąc, że zrobią to po świętach. To tragiczne i podmiotowe traktowanie starszego człowieka, jakim przecież stanie się każdy z nas.

Traktujemy ludzi starszych tak, jakbyśmy sami nigdy nie mieli wejść w fazę starości…

Zawsze słyszałam, że starość to straszna rzecz, dlatego jest dla mnie ważne, by pomóc jakkolwiek chociaż części starszych ludzi, by godnie przeżyli swój ostatni spacer po ziemi, spotkanie ze śmiercią, bo to przecież spotka każdego z nas. Dlatego przy okazji swojej premiery chcę zwrócić uwagę na problem. A Stowarzyszenie Mali Bracia Ubogich zbiera datki właśnie dla osób starszych, by organizować wszystkim samotnym staruszkom Wigilię, tak by nie siedzieli sami. I udało się.

A czy uważasz, że bacie i dziadkowie nadal odgrywają ważną rolę w życiu młodych ludzi? Czy dziadkowie cieszą się jeszcze autorytetem wśród młodzieży?

Jestem przekonana, że oni nie rozumieją tego, że nawet jeśli dla nich dziadkowie nie są autorytetem, to ważne, by mieli do nich szacunek. Mimo że uważana jestem za skandalistkę, zawsze najważniejsze było dla mnie przekazywanie moim fanom, że rodzina jest najważniejsza, żeby szanować swoich rodziców i nie wstydzić się tego. Bo to nie jest powód do obciachu, kiedy ustąpisz miejsce w tramwaju starszej osobie, albo dołożysz kilka złotych osobie, która w aptece nie ma za co wykupić leku, albo poniesiesz babci zakupy, która ledwie idzie. To wszystko świadczy o tym, czy jesteś dobrym człowiekiem. A nie wypniesz się przy kolegach na swoją babcię, bo ci głupio odebrać od niej telefon. Przeciwnie. Ważne, by ludzie zrozumieli, że nie byłoby ich, gdyby nie filar i podstawa seniorów.

W 2010 roku, gdy przeprowadzałam z Tobą telefonicznie wywiad, zatytułowany „Jestem ikoną popkultury”, powiedziałaś o sobie, że jesteś magicznym zjawiskiem i wszystkim, co najlepsze. Czy dziś, po 8 latach od tego wywiadu, podpisujesz się pod tymi słowami?

Tak. Podpisuję się pod tym w 100 procentach. I powiem ci, że wtedy musiałam tak mówić, tak się programować, bo inaczej inni by mnie zjedli i wycisnęli jak cytrynę. Stawianie granic jest bardzo ważne, nawet jeśli ktoś mnie uzna za wariatkę. Jeśli tak, to może i dobrze, bo będzie się wtedy trzymać ode mnie z daleka. A ja nie miałam wtedy żadnej bariery ochronnej. Wyprowadziłam się z domu, gdy miałam 14 lat. Byłam zdana tylko na siebie i musiałam przepychać się wszystkim, nie tylko łokciami. Jak siebie odbierasz, tak widzą cię inni. Mamy to, o czym myślimy sami. Nasze myśli się materializują.

Czy na scenie można się kreować, czy trzeba pozostać sobą?

Urodziłam się zwariowaną artystką, więc, na szczęście, pozostaję na scenie sobą. To wystarcza, abym była odbierana jako dzika dzikuska. Uważam, że scena rządzi się swoimi prawami, musi być na niej więcej, mocniej, wszystko przerysowane jak w teatrze. Mając 13 lat, zaczęłam pracować w musicalach i teatrach. Nauczyłam się tego przerysowania. I to jest mój styl. Niektórzy stawiają na statyw, T-shirt i smutne śpiewanie do mikrofonu. Ja jestem z innej szkoły.

Czy jest coś w twoim życiu, czego dziś żałujesz?

Bardzo wielu rzeczy żałuję, wielu błędów. Ale jestem urodzoną optymistką i traktuję błędy jako rodzaj lekcji, coś, co należy zaakceptować i nie rozpamiętywać. Uważam, że złe jest roztrząsanie błędów, bo życia nie cofniesz. Wyciągaj więc z nich lekcję i idź dalej!

Gdybyś mogła dziś spojrzeć na kobiety, współczesne Polki, jaki osąd byś o nich wydała. Czy są pewne siebie, trendy, przedsiębiorcze?

Uważam, że zrobiliśmy wielki postęp. Jestem od 20 lat w show biznesie. Obserwuję wszystko z boku. Widzę różnicę między tym, co było jeszcze 10 lat temu, jaka była u nas zaściankowość, złośliwość, brak wsparcia. Dziewczyny, które chwaliły się nawzajem, dowartościowywały się, były wtedy w mniejszości. Teraz to się zmienia. Ale dam przykład. Po trzydziestce uznałam, że nie muszę się malować i takie też zdjęcia siebie wrzucałam do sieci. Stwierdziłam, że skóra mi się za to odwdzięczy, że za jakiś czas, jeśli się nie będę malować, będę wyglądać coraz lepiej. Namawiam do tego też innych, bo to tylko kwestia przełamania się. Nakładam więc tylko krem i idę „w miasto”. Potem wrzucam swoje zdjęcia bez makijażu. I 30 procent komentarzy brzmi, że super, daj namiar, jaki to krem, podziel się informacjami, ale 70 procent oskarża mnie, że kłamię, że jestem pomalowana, że mam tysiąc operacji plastycznych („też bym tak wyglądała, gdyby…”). I teraz sobie tak myślę, że dziewczyny, które tyle energii wkładają w hejtowanie, mogłyby przekierować tę energię na samodyscyplinę albo na to, by dowiedzieć się czegoś ode mnie. Ja jestem równa babka, podzieliłabym się swoją wiedzą. Z resztą na tym polega rozwój, tak powstawały cywilizacje, bo czerpały od siebie wzajem, wymieniały się doświadczeniami. Gdybyśmy się wymieniły swoimi doświadczeniami, one też mogłyby wyglądać fajnie. Ale zamiast tego wolą hejtować. Cóż, nie wszystkim w czubek trafisz, dlatego trzeba robić swoje i nie przejmować się hejtem, żyć w zgodzie ze sobą. Na szczęście coraz więcej jest normalnych dziewczyn. Kiedy widzę ładną dziewczynę, ładniejszą ode mnie, młodszą, to nie myślę o niej „ile ona ma botoksu” tylko zapytam, co robi że tak ładnie wygląda, może da mi jakiś patent.

Plany na rok 2019?

Zaraz po wydaniu płyty, 25 stycznia, wyruszamy w trasę. Pierwszy widowiskowy koncert będzie w hali na Torwarze. I to nie przesada z tą nazwą, że będą to widowiska, nie koncerty, bo odbywać się będą w największych halach widowiskowych, z dwiema ogromnymi scenami, multimediami, pirotechniką, wizualizacjami. To będzie coś niesamowitego, czego nigdy jeszcze nie grałam. Czekają już dla mnie długie, eleganckie suknie, bez cekinowego streamu. To najważniejszy mój plan zaraz po wydaniu płyty.

Trzymam mocno kciuki za wszystkie Twoje projekty.

Rozmawiała: Ilona Adamska

fot. Dawid Klepadło

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Akceptuję zasady Polityki prywatności