Ewa Pohlke: Ojczyznę i dom nosimy w swoich sercach


Kultura żydowska to nie jest moja fascynacja, to temat, który był w jakiś sposób obecny w moim życiu, sercu, duszy, od kiedy pamiętam. – mówi Ewa Pohlke, artystka galerii Be-Art exclusive.

kotel 80x60
W jednym z wywiadów powiedziałaś: Malarstwo jest dla mnie koniecznością i powołaniem. Mimo to sztuka nie jest moją religią. Najpierw jestem człowiekiem, potem malarzem…

– Malarstwo jest rzeczywiście moją wielką miłością i trudno byłoby mi wyobrazić sobie moje życie bez twórczości. JESTEM ZAKOCHANA W KOLORACH i MUZYCE! Patrzę na otaczający mnie świat, przyrodę, z pokorą i podziwem. Jak małe dziecko zachwycam się barwami, światłem, dźwiękiem, zapachem i fakturą, fascynują mnie niebo i chmury, drzewa skały. Mam wewnętrzną potrzebę, wręcz konieczność, aby utrwalić na płótnie to co widzę, czuję i kocham. Gdybym była muzykiem, komponowałabym symfonie, ale jestem tylko malarką więc farby zastępują mi nuty, a płótno to moja pięciolinia.

Czy można to nazwać powołaniem?

– Na pewno tak – przecież nie każdy człowiek czuje taką potrzebę -nie znaczy to jednak, że malarz jest lepszy czy gorszy od innych ludzi, ma po prostu inną wrażliwość, inaczej patrzy, widzi, czuje i inaczej to okazuje. Im dłużej żyję tym większą czerpię radość z codzienności. Mam też świadomość, że nie każdemu jest to dane. ŻYJĘ, ODDYCHAM, WIDZĘ, CHODZĘ, ROBIĘ TO CO KOCHAM. Każdego dnia dziękuję Dawcy Życia – bo czuję się wyróżniona i bardzo szczęśliwa.

Moim życiowym mottem są słowa Korczaka: NIE WOLNO ZOSTAWIAĆ ŚWIATA, JAKIM JEST. Sztuka jest moim życiem, ale moje życie to nie tylko sztuka. Sztuka nie jest też moją religią. Moje życie wypełnia MIŁOŚĆ do Boga, ludzi, zwierząt. MIŁOŚĆ- tak, z całą pewnością ona jest najważniejsza. Ona też jest moją inspiracją, siłą, natchnieniem. Żyję, kocham, maluję – więc jestem.

Twoja ostatnia wystawa pt Litewski Tałes to cykl obrazów i kolaży, które powstały podczas Twojego dwuletniego pobytu na Litwie. Prace nawiązują bezpośrednio do historii litewskich Żydów, opowiadają o żydowskiej wierze i tradycji, o ich kilkusetletniej obecności i miłości do litewskiej ziemi oraz tragicznym losie tych, którzy zostali zamordowani podczas zagłady. Skąd taka tematyka, skąd Twoja fascynacja kulturą i tradycją żydowską?

Kultura żydowska to nie jest moja fascynacja, to temat, który był w jakiś sposób obecny w moim życiu, sercu, duszy, od kiedy pamiętam. Jako dziecko nie rozumiałam tego i chyba nawet nie starałam się zrozumieć. Dopiero jako dorosły człowiek zaczęłam zadawać sobie pytania i szukać odpowiedzi. Sporo odkryłam, zrozumiałam: ślady, domysły, sugestie, strzępki wspomnień i opowiadania moich krewnych powoli zaczęły układać się w logiczną całość. Wiem już o wiele więcej, ale o niektórych faktach być może nigdy się nie dowiem. Odeszły w niepamięć wraz ze śmiercią moich przodków. Urodziłam się w rodzinie wielonarodowej, moi rodzice pochodzili z pozornie obcych, przeciwległych światów, kultur, religii, rozmawiali w różnych językach. Kochali się i szanowali i nigdy ich pochodzenie nie było pretekstem do wzajemnych sprzeczek czy złośliwości.

Dla mnie było to rzeczą naturalną i dzięki tym doświadczeniom z dzieciństwa nie dzielę ludzi według ich rasy czy narodowości. Najważniejsze dla mnie jest zawsze: jakim kto jest człowiekiem. Czy idziemy w tym samym kierunku? Może w tym samym choć innymi ścieżkami? Czy mamy ze sobą płaszczyznę porozumienia? Czy to człowiek, który chce coś budować czy raczej niszczyć i burzyć? Kim jestem? Dokąd zmierzam, po co żyję? To ważne pytania, które stawia sobie każdy z nas. Czuję się człowiekiem, kobietą, malarzem, o swojej tożsamości narodowej myślę naprawdę rzadko. Na szczęście żyjemy w czasach pokoju i nie musimy się opowiadać, ani nikomu tłumaczyć czy udowadniać, że mamy prawo do życia.

Wszędzie czuję się u siebie, nie mam kompleksów, nie potrzebuję poczucia dumy narodowej, bo zawsze czuję się wolnym człowiekiem. Staram się więc nie przywiązywać do miejsc i zawsze jestem gotowa do wędrówki. Myślę, że ojczyzna to nie geograficzne granice, bo ojczyznę i dom nosimy w swoich sercach.

Nazywając swój projekt Litewski tałes poprzez wybór tematu nie tylko dotykasz sfery sacrum, ale też wracasz do bolesnej, tragicznej historii, której ani nie sposób, ani też nie wolno zapomnieć. Czy Twoje obrazy można zatem nazwać hołdem dla tych wszystkich, którzy odeszli?

błękitny szofar 80x50

– Tak, na pewno, malując moje prace myślałam o tym, co wydarzyło się tutaj podczas wojny, myślałam o tych wszystkich, którzy odeszli, bo zostali zamordowani tylko dlatego, że byli Żydami. Ale myślałam też o tych, którzy przeżyli, przetrwali, ZOSTALI OCALENI, także po to, aby złożyć świadectwo. Ponieważ wierzę, że śmierć nie musi i nie jest końcem wszystkiego, to moja wystawa jest przede wszystkim hołdem złożonym samemu cudowi ŻYCIA, jego tajemnicy, kruchości, znikomości, ale też jego sile i pięknie! Bo sensem życia jest samo życie i ono ma najwyższą wartość, a ratowanie życia jest największym dobrem.

Czym dla Ciebie jako autorki wystawy jest tałes?

Tałes jest dla mnie nie tylko materialnym przedmiotem, kawałkiem płótna, które służy jako modlitewny szal. To coś o wiele, wiele więcej. Po pierwsze, bardzo niezwykły i czytelny symbol wierności Bożemu prawu, kontynuowania żydowskiej tradycji, ufności i zawierzenia Bogu i pod tym względem jest dla mnie przedmiotem świętym. Z drugiej strony, dla mnie jako malarki, jest pięknym i niezwykle harmonijnym obiektem plastycznym, ogromną inspiracją artystyczną. Od dziecka, patrząc na otaczający świat dostrzegałam podziały w formie linii i pasów: na polach, łące, na niebie, jasne i ciemne, gładkie i szorstkie, ciepłe i zimne. Dostrzegałam w nich logikę, porządek i harmonię. Dlatego też w moich obrazach tałes opowiada nie tylko o wewnętrznych podziałach, o sferze sacrum i profanum, o dobru i złu, odwiecznych wyborach człowieka, ale też staje się ścieżką do domu, płotem, drabiną, smugą światła, drogą wśród pól, widokiem płynącego w dolinie Niemna, fragmentem zachmurzonego nieba, pejzażem, przestrzenią realną, nierealną pomiędzy ziemią a niebem.

Skąd czerpiesz inspiracje do swoich prac?

– Największą inspiracją jest… samo życie, otaczający mnie świat, ludzie, historia, przyroda, literatura, poezja, filozofia, muzyka. Niezwykle ważna jest dla mnie Biblia i historie w niej zawarte. Są tak uniwersalne i ponadczasowe, że wciąż znajduję tam nowe, niewyczerpane i niezwykle barwne źródło inspiracji.

Jako artysta idziesz własną drogą, czy wzorujesz się na kimś? Jacy malarze i jakie kierunki malarskie miały istotny wpływ na Twoją twórczość?

– Czy tego chcemy czy nie chcemy, nie żyjemy przecież w próżni. Myślę, że każdy artysta, każdy malarz ma swego mistrza bądź mistrzów, którzy są dla niego wzorem, którego podziwiają, a czasem i naśladują. Gdybym miała wymienić tych, których podziwiam, to musiałabym wymienić dziesiątki nazwisk. Od każdego z wielkich artystów można się czegoś nauczyć, ale jest oczywiście kilku, których szczególnie cenię i bardzo kocham ich obrazy: Marc Chagall, Vincent Van Gogh, Matisse. Kierunki malarskie? Z żadnym nie potrafiłabym się chyba utożsamić, choć pewnie ekspresjonizm byłby najbliższy mojemu temperamentowi. Artysta nie może żyć i tworzyć w oderwaniu od świata. Nie może też koncentrować się wyłącznie na sobie, bo wówczas jego obrazy zamieniają się w próżne, narcystyczne ołtarze. Oczywiście, patrzymy na świat własnymi oczyma, przekazujemy swoje uczucia i emocje oraz swoją wiedzę, ale ja chcę poprzez swoje obrazy opowiadać o ważnych, istotnych sprawach, dotyczących nas wszystkich, a nie tylko snuć barwne opowieści o swoim życiu.

Każdy prawdziwy artysta powinien iść własną drogą, szukać własnych rozwiązań, nawet gdy wydaje mu się, że już potrafi, że znalazł -powinien szukać i uczyć się dalej, każdego dnia na nowo. Jakby ten świat zobaczył po raz pierwszy, jakby dopiero zaczynał malować. Na kursie malarstwa powtarzałam swoim uczniom, aby nie malowali mechanicznie, rutynowo, ale by malowali to, co kochają, to co ich porusza, zachwyca. Aby nie udawali i nie myśleli o tym, czy ich obraz się komuś spodoba, lecz by w to, co robią, wkładali swoje serce. Bo choć słowo SZTUKA sugeruje SZTUCZNOŚĆ to zawsze powinna być prawdziwa, inaczej nie ma w ogóle sensu się nią zajmować.

w milczeniu  40x30

Gdybyś miała określić swoje malarstwo w kilku zdaniach…

Bardzo trudne zadanie. Malując już i tak bardzo się odsłaniam, w jakiś sposób pokazuję swoje wnętrze, swój duchowy świat, nawet gdy namaluję skrawek łąki czy nieba. Trudno mówić obiektywnie o swoim malarstwie. Na pewno najważniejsze dla mnie jest by malować dobrze i prawdziwie. Ogromnie ważna jest empatia, bo przecież opowiadam nie tylko o sobie, przede wszystkim opowiadam o życiu i historii innych ludzi. Nie chcę by moje obrazy były tylko kolorową dekoracją ściany, nie chcę też by budziły szok, wstręt czy odrazę, ponieważ nie chcę reklamować zła. Nawet opowiadając o bolesnych i trudnych tematach staram się zawrzeć w swoich pracach jakieś pozytywne, optymistyczne przesłanie, pobudzić do refleksji, zadumy i dać odbiorcy nadzieję. Oczywiście, najbardziej chciałabym aby moje prace były radosne, ale nie zawsze się to udaje. Bo życie to różnobarwna wstążka i tak jak w malarstwie, kolor najpiękniej lśni gdy pojawia się światło. BEZ ŚWIATŁA NIE MA ANI ŻYCIA ANI MALARSTWA.

Co jest kluczem do zrozumienia Twojej niebanalnej i niezwykłej twórczości?

Nie, chyba nie ma żadnego tajemnego klucza, wystarczy wrażliwość. Chociaż mój bliski kolega, który jest muzykiem i poetą twierdzi, że w moich obrazach jest dużo muzyki. Rzeczywiście, malując zazwyczaj słucham muzyki. Najczęściej klasyki i jazzu. Pewnie więc mój kolega ma rację i może do odczytania moich prac potrzebny jest… klucz wiolinowy?

droga 40x50

Twoje obrazy to niewysłowiona wirtuozeria i mimo pozornego chaosu odznaczają się jednak one uporządkowaniem i rygorem.

– Obrazy i ich struktura są jak życie, pozorny chaos, a w tle spokój i harmonia. Człowiek to skomplikowana istota – teoretycznie pragnie spokoju i bezpieczeństwa, a często sam sobie, poprzez nie do końca przemyślane decyzje, wybory, stwarza nieustanną huśtawkę emocji, swego rodzaju życiowy bałagan i chaos. Ja stale i świadomie dążę do harmonii. Był w moim życiu też etap chaosu, burzenia i ucieczki, i pewnie był mi potrzebny, bo tamten trudny czas pozwolił mi na nowo odnaleźć siebie i swoje powołanie, dzięki temu co przeżyłam zrozumiałam, co jest najważniejsze i najcenniejsze w moim życiu! Kto zna mnie dłużej i bliżej ten wie, że jestem bardzo żywiołowa, emocjonalna, ruchliwa, robię kilka rzeczy naraz, mam południowy temperament, a jednocześnie wewnątrz jestem wyciszona i pogodna, zaś w prawdziwie trudnych chwilach zachowuję całkowity spokój. To tylko pozorna sprzeczność ponieważ to, co najważniejsze nosimy w swoich sercach. Towarzyszy mi więc poczucie wewnętrznego pokoju -owego SZALOM, którego stale sobie życzymy i którego tak pragniemy. Ten POKÓJ jest dla mnie ogromnie ważny, wręcz niezbędny w relacjach z innymi ludźmi, w moich codziennych obowiązkach, a także podczas pracy twórczej. Kiedy więc maluję i opowiadam o życiu, otaczającym świecie to oczywiste, że w moich obrazach zawsze pojawia się temat POKOJU.

Zwykle maluję strukturalne prace, złożone z wielu warstw, czasem punktem wyjścia jest fragment pejzażu, który podczas pracy przeobraża się w jakąś barwną, rytmiczną strukturę lub czystą metaforę. Do pracy najczęściej używam farb olejnych lub akrylowych, bo te drugie szybko schną, a ja dużo i dynamicznie pracuję, uwielbiam eksperymentować i łączyć różne techniki. Bardzo lubię też monotypię i kolaż. Monotypia wymaga ode mnie szybkich, spontanicznych decyzji, nie mogę do końca przewidzieć efektu, maluję na szkle lub kawałku blachy, a po odbiciu pracy wiele namalowanych, delikatnych subtelności czasem ulega zniszczeniu. To bywa irytujące, ale jednocześnie jest bardzo pociągające, bo uczy cierpliwości i uporu. Kolaż natomiast wręcz wycisza i uspokaja, bo pozwala na sprawdzenie wielu możliwości bez pośpiechu i stresu, jest atrakcyjny i nieograniczony jako technika i bardzo wzbogaca język plastyczny. Pracuję codziennie, wykorzystuję czas, jeśli nie maluję to szkicuję, jeśli nie szkicuję, fotografuję lub tworzę i analizuję obrazy w mojej wyobraźni. To chyba nałóg?

Jak się mieszka i tworzy na Litwie? Skąd w ogóle pomysł na wyjazd w tamte strony?

Rodzina mego Taty pochodziła ze wschodu. Podobno mój dziadek urodził się w Grodnie. Wschód pod każdym względem był mi zawsze bliższy i od dzieciństwa pragnęłam zobaczyć Litwę i Białoruś, więc gdy tylko pojawiła się taka możliwość i otrzymałam zaproszenie na plener organizowany na Litwie -pojechałam z radością. Cóż, mówiąc najprościej pokochałam Litwę i Litwinów. Żyję i tworzę tutaj już od dwóch lat. Mieszkam w Kaunas, ale jeżdżę i szukam inspiracji w całym kraju. Litwini są serdeczni i gościnni, nigdy nie spotkałam się z wrogością czy nieufnością. Wręcz przeciwnie. Mam tu prawdziwych przyjaciół, na których mogę polegać. Chciałabym nauczyć się litewskiego, ale mam z tym ogromne problemy. Życie na Litwie jest trudne i wielu ludzi walczy o przetrwanie z powodu wysokich cen i bardzo niskich zarobków. Młodzi ludzie masowo emigrują na zachód. Teraz na Litwie żyje ok. 3 mln mieszkańców. O pracę bardzo trudno, a o dobrą pracę jeszcze trudniej. Nie mam tu większych szans na zatrudnienie, zwłaszcza w Kaunas. W Wilnie na pewno miałabym większe możliwości. Staram się utrzymywać z malarstwa i rękodzieła. Redukuję do minimum codzienne wydatki, nie chodzę do fryzjera, nie kupuję nowych ubrań, oszczędzam energię, muszę jednak zarobić na życie i materiały do pracy. Posiadanie internetu jest moim największym luksusem, zapewniającym mi kontakt z całym światem. Od czasu do czasu sprzedaję jakiś obraz i czuję się wtedy milionerką. Moje koty, które urodziły się w sadzie za oknem i postanowiły mnie oswoić, otrzymują wtedy lepszą karmę, a ja kupuję sobie nowe pędzle, farby i… ulubione czekoladki! Mimo skromnych warunków życia czuję się szczęśliwa i wciąż jestem optymistką, bo dopóki żyjemy, każdy dzień jest świętem.

Opowiedz coś proszę o litewskich artystach, o litewskich wystawach. Tworzycie coś wspólnie?

O litewskich artystach nie da się opowiedzieć w kilku zdaniach, nie jestem też krytykiem sztuki aby wypowiadać jakieś artystyczne sądy. W Kaunas (Kowno) gdzie teraz mieszkam, do litewskiego związku artystów plastyków należy około 300 osób! Jest też wielu twórców tzw. wolnych, nie zrzeszonych, tak jak i ja. Bardzo różni to artyści, część z nich – zarówno malarze jak i rzeźbiarze kontynuuje nurt tradycyjnej sztuki litewskiej, która ma związek z dawną historią, tradycjami i pogańskimi wierzeniami. Litwini nie są Słowianami, ich bardzo trudny i piękny język jest najstarszym używanym do chwili obecnej językiem indoeuropejskim, a dawne wierzenia i kultura Bałtów bardzo ciekawe. Oczywiście, jest też obecny o wiele silniejszy nurt sztuki nowoczesnej, ekspresyjnej, a młodzi artyści często czerpią wzorce ze sztuki zachodniej, amerykańskiej. Warto na pewno wspomnieć w tym miejscu nazwisko jednego z najsławniejszych litewskich artystów, urodzonego właśnie w Kaunas – George Maciunas (właściwie Jurgis Mačiūnas, ur. 8 listopada 1931 w Kownie, zm. 9 maja 1978 roku w Bostonie) amerykański artysta litewskiego pochodzenia. Założyciel Fluxusu, związku aktorów, architektów i kompozytorów, którego członkami byli między innymi Yoko Ono, Joseph Beuys, Nam June Paik, Dick Higgins, Wolf Vostell, Charlotte Moorman i Allan Kaprow. twórcy grupy Fluxus. „Duch Maciunasa” jest tutaj stale obecny, a jego idee wywarły ogromny wpływ nie tylko na litewskich artystów. Świat artystyczny w Kaunas jest barwny, urozmaicony, pomysłowy i bardzo aktywny. Odbywa się tutaj bardzo wiele wystaw, happeningów oraz artystycznych festiwali. Największe imprezy to m.in. Biennale Szkła, Tkaniny, Festiwal Tańca, Festiwal Jazzu. We wszystkich tych imprezach biorą czynny udział także malarze, rzeźbiarze i graficy, bo festiwalom zawsze towarzyszą interesujące i aktualne wystawy.

Dobrze się tu czuję, bo jestem w swoim żywiole, wśród ludzi, dla których sztuka jest czymś ważnym i aktualnym, nie tylko sposobem zarobkowania, ale przede wszystkim tworzeniem przestrzeni kulturalnej i intelektualnej. Cieszy mnie też, że na tutejsze wystawy przychodzą tłumy ludzi, to zawsze podnosi na duchu i dopinguje do dalszej pracy. Poznałam tutaj wielu kowieńskich artystów i z wieloma działamy wspólnie. Jestem zapraszana do udziału w wystawach, plenerach i innych artystycznych projektach. Staram się też działać na rzecz dialogu polsko–litewskiego, a moją obecność tutaj postrzegam jako ogromną szansę, by stworzyć płaszczyznę do spotkań, wymiany myśli i doświadczeń artystów polskich i litewskich. Mimo różnic językowych mamy podobną wrażliwość, bo artyści na całym świecie mają swój własny uniwersalny, choć nie werbalny język, komunikujemy się przecież poprzez nasze prace.

Jak oceniasz polski rynek sztuki w porównaniu z litewskim?

Rynek sztuki tutaj jest bardzo różnorodny i atrakcyjny, nieco podobny pod względem ogólnych trendów czy nurtów w sztuce komercyjnej, ale też bardzo specyficzny pod względem liczby odbiorców. Litwa jest przecież bardzo małym krajem, a artystów jest naprawdę wielu. Kto chce mieć nazwisko musi wystawiać w Wilnie, być obecnym w tamtejszych galeriach, co oczywiście wcale nie znaczy, że najlepsi są artyści wileńscy. Bardzo ciekawe wystawy odbywają się też np. w Kłajpedzie czy nawet w małych miasteczkach, ale znacznie częściej słyszymy o tych w stolicy, co jest prostym medialnym mechanizmem, podobnym jak i w Polsce. Nawet przeciętna wystawa w Wilnie urasta do rangi artystycznego wydarzenia, bo relacje z wernisażu pokaże główny program telewizji z siedzibą w Wilnie. Stolica ma więcej funduszy, a przez to i więcej możliwości by zapraszać też międzynarodowe artystyczne sławy. Oczywiście, sama też jeżdżę do Wilna aby obejrzeć wystawy, pokazywane także w Berlinie, Mediolanie czy Nowym Jorku. Muszę jednak powiedzieć, że i do Kowna trafiają dosyć często wystawy znakomitych artystów współczesnych, a muzeum narodowe sprowadza tutaj także kolekcje z obrazami artystów światowej sławy, takich jak np. Chagall czy Picasso.

Kto więc dobrze sprzedaje swoje prace i gdzie?

Znów mechanizm podobny jak w Polsce – jak cię docenią za granicą, to i w kraju uwierzą w twój talent. Artyści – skandaliści tak jak i w Polsce będą szybciej dostrzeżeni i zapamiętani, ale czy na długo? Najbardziej cenieni są nadal malarze, którzy zdobywali swoją pozycję przez wiele lat i mają w swoim dorobku wiele poważnych wystaw. Mają też doskonały warsztat artystyczny i zasłużony szacunek u innych twórców. Nie podam żadnych współczesnych nazwisk, bo byłyby to tylko moje osobiste gusta i sympatie. Wymienię tylko jednego – nieżyjącego już artystę, urodzonego w Kaunas, wybitnego malarza litewskiego Antanasa Samuolisa. Jego malarstwo jest absolutnie zachwycające i prawdziwe.

Czy ze sztuki da się dziś wyżyć?

– ŻYĆ SZTUKĄ I WYŻYĆ ZE SZTUKI – byłoby cudownie gdyby także tutaj doszło do pełnej harmonii. Robić to, co się kocha i jeszcze dostawać za to pieniądze? RAJ… artystyczny raj! Są artyści, którzy utrzymują się ze sprzedaży swoich prac i szczerze im gratuluję. Czasem się to przecież udaje, często to nie tylko kwestia talentu, ale też szczęścia i mody, udaje się to nielicznym. Warto pamiętać, że wielu znakomitych artystów nie potrafiło wyżyć z malarstwa, niektórzy byli wręcz wyśmiani, a dziś są uwielbiani. Jednak to, że nikt nie chce kupić moich obrazów, nie oznacza jeszcze, że jestem geniuszem jak van Gogh. Malarz powinien wierzyć w swój talent, a jednocześnie zachować ogromną pokorę. Nie wolno też nigdy zwątpić w sens tego co się robi, o ile robi się to z pasją. Malując nie myślę czy ktoś kupi mój obraz. Malarstwo dla mnie znaczy więcej niż rzemiosło, dlatego trudno „zamówić” u mnie jakiś konkretny obraz. Można wybrać z tego, co namaluję, ale zamówić tak jak się zamawia sukienkę na miarę – to raczej nie.

To wielka radość dla mnie, gdy ktoś kupuje moją pracę bo ją polubił, bo chce z nią zamieszkać, a ja mam pieniądze na chleb, płótna i farby. Cieszy mnie gdy moje obrazy znajdują nowy dom, gdy trafią w dobre ręce. Sympatyczna i budująca jest myśl, że moje prace ,,zwiedziły’’ już więcej niż ja, że „żyją” teraz w wielu krajach na całym świecie: Polska, Rosja, Niemcy, Szwajcaria, Dania, Kanada, Tajlandia czy Australia. Mam nadzieję, że wciąż sprawiają radość ich nabywcom, ale nawet gdyby nikt ich nie kupował, to nie zmienia w żaden sposób ich wartości. Maluję je zawsze z taką samą radością, miłością i pasją. Dla mnie są bardzo cenne, bo to kawałek prawdziwego życia. Mam też świadomość, że malowanie i sprzedawanie obrazów to także wielka odpowiedzialność za to, co się maluje i co się przekazuje poprzez swoją twórczość. Jest np. wielu artystów, których cenię za talent i rzemiosło, ale nie chciałabym mieć w domu ich obrazów, bo emanują agresją i przemocą.

Czy jest jakiś szczególny obraz, który zajmuje honorowe miejsce w Twoim domu? A może wystawa, która zapadła na długo w Twojej pamięci?

– Owszem, mam kilka swoich ulubionych prac. To na pewno obraz, który namalował specjalnie dla mnie i podarował mi przed dwoma laty mój litewski przyjaciel oraz mały obrazek mego autorstwa z hebrajską literą „Szin”. To litera, która rozpoczyna piękne i ważne słowa: SZALOM, SZABAT, SZECHINĘ (obecność Stwórcy i Jego miłości). Nie traktuje go jako talizmanu, ale był moją prośbą i modlitwą, namalowałam go bowiem przed moją pierwszą podróżą do Izraela z pragnieniem, by moje stopy stanęły w Jerozolimie. Każda wystawa indywidualna była dla mnie niezwykle ważna i każdą wspominam ze wzruszeniem. Bardzo przeżyłam wystawę w Tykocinie – bo tego pragnął mój tata i o to się modlił, a zaproszenie do zorganizowania wystawy otrzymałam już po jego śmierci. Jemu więc zadedykowałam tamtą wystawę, której tytuł był fragmentem psalmu: „O Jeruzalem, jeśli zapomnę o Tobie…”. Tak samo ważny jest dla mnie mój obecny projekt „Litewski tałes” bo dotyka bezpośrednio świata, w którym żyję, w którym tworzę i który kocham. Mam też ogromne szczęście, że od chwili rozpoczęcia tego projektu spotykam na swojej drodze samych wspaniałych, życzliwych i wartościowych ludzi. To przecież dzięki osobistemu zaangażowaniu Jacka Kamińskiego i serdecznej gościnności Beaty Chomątowskiej moje obrazy trafiły właśnie do Stacji Muranów. Krzysztof Dariusz Szatrawski napisał piękny wstęp do katalogu wystawy, a Gintautas Vaicys – mój litewski kurator i wybitny malarz stale dopingował mnie do pracy nad tym projektem i naprawdę bardzo wiele mu zawdzięczam. Wernisaż w Warszawie na pewno będę zawsze wspominać z radością i wdzięcznością.

Niedawno nawiązałaś współpracę z galerią sztuki BE-ART exclusive. Opowiedz coś proszę o waszej współpracy i samej galerii.

Nasza współpraca dopiero się zaczyna, ale jestem pełna optymizmu. Dzięki wystawie w Warszawie mogłam osobiście poznać panią Lidię Bąk i od razu się polubiłyśmy, bo mamy płaszczyznę porozumienia i wiele wspólnych priorytetów. To jest dla mnie bardzo ważne ponieważ wiem, że gdy ludzie, którzy chcą razem coś budować i tworzyć, rozumieją się, szanują, cenią i lubią, to zawsze jest większa szansa na bardzo dobrą współpracę i wspólny sukces.

Plany na najbliższy rok?

Ponieważ wiele razy już się przekonałam, że planowanie nie ma wielkiego sensu w odniesieniu do mego życia, to wolę raczej mówić o życzeniach i marzeniach. Chciałabym więc przede wszystkim ŻYĆ, BYĆ ZDROWA, MÓC TWORZYĆ, KOCHAĆ I BYĆ KOCHANA, a jeśli chodzi o zamierzenia artystyczne: to już niedługo (17 kwietnia) „Litewski tałes’’ pokażę po raz pierwszy w Kaunas. Chciałabym też bardzo pobyć na Mazurach i pojechać do Izraela, za którym tęsknie nieustannie. Marzę też o wystawie w Izraelu, najlepiej w Jerozolimie. Tak, to chyba moje największe artystyczne marzenie, nie tylko na ten rok.

Rozmawiała: Ilona Adamska

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *