Zostań członkiem

Otrzymuj najlepsze oferty i aktualizacje dotyczące Magazynu LBQ.

― Reklama ―

spot_img

System kaucyjny między deklaracją a praktyką. Wygoda zdecyduje o jego skuteczności

Choć 84% Polaków deklaruje gotowość do udziału w systemie kaucyjnym, dane pokazują, że sama akceptacja idei nie wystarczy, by system realnie zadziałał. Z raportu...
Strona głównaRozmaitościGdy spada dron na polski dom – kto odpowiada za szkody?

Gdy spada dron na polski dom – kto odpowiada za szkody?

W nocy z 9 na 10 września w malowniczej miejscowości Wyryki na Lubelszczyźnie wydarzyło się coś, co jeszcze niedawno wydawałoby się scenariuszem z filmu wojennego, a nie realnym dramatem zwykłych ludzi: rosyjski dron spadł na dach domu oraz uszkodził zaparkowany przed nim samochód. Na szczęście nikomu nic się nie stało, ale ogromny niepokój i pytania – zarówno o bezpieczeństwo, jak i odpowiedzialność – pozostały. W tej chwili cisza prawna i społeczna, przeszyta pytaniem: kto zapłaci za szkody?

 

 

Pierwszą reakcją właścicieli nieruchomości w Wyrykach powinno być sprawdzenie polis ubezpieczeniowych, które chronią domy od pożaru, wichury, zalania czy – co rzadsze – upadku statku powietrznego. Dron spadający z nieba wpisuje się w tę definicję, brzmi zrozumiale. Tyle że dla ubezpieczyciela istotne staje się, jaka jest charakterystyka tego zdarzenia. Jeżeli przyczyną szkody jest akt wojenny, polisy typowo przewidują wyłączenie odpowiedzialności. Dron bojowy wleciał w przestrzeń cywilną w trakcie trwającej agresji – utożsamiany z działaniem wojennym i formalnie nieobjęty ochroną ubezpieczeniową. W efekcie poszkodowany usłyszy od ubezpieczyciela: „Przykro nam, lecz nie mamy podstaw do odszkodowania”.

Czy to koniec? Niezupełnie. W prawie ubezpieczeniowym istnieję subtelna, a w takich przypadkach wyjątkowo istotna zasada kulancji – czyli dobrowolnej wypłaty odszkodowania przez ubezpieczyciela pomimo braku takiego obowiązku. W sytuacjach mediach głośnych i społecznie wyrazistych, odmowa wypłaty może być strategicznym błędem wizerunkowym. Kulancja, czyli gest dobrej woli, może więc stać się mostem między formalnym brakiem podstaw prawnych a moralnym obowiązkiem pomocy. Choć dron bojowy jest formalnie wyłączony z ochrony, ubezpieczyciele mogą uznać, że w takich ekstremalnych momentach warto wypłacić pomoc – by nie stracić zaufania klientów i wizerunku.

Dodatkowo Polska Izba Ubezpieczeń – mimo że architektura jej działania opiera się na dobrowolnych rekomendacjach, a nie obowiązującym prawie – może odegrać rolę moralnego motywatora dla branży. Pięć lat temu, w pierwszym roku pandemii COVID-19, PIU opracowała zestaw 14 rekomendacji proklienckich, które umożliwiały ubezpieczycielom np. zawieszenie składek przy jednoczesnym utrzymaniu ochrony, uproszczenie procedur, zdalny obieg dokumentów, i inne działania pomocowe. Taki precedens pokazuje, że w skrajnych kryzysach PIU potrafi wytyczać standardy moralne i praktyczne. Gdyby więc Izba wystąpiła z apelem, by ubezpieczyciele zastosowali zasadę kulancji i wsparli poszkodowanego w Wyrykach – mogłoby to przechylić szalę w kierunku realnego wsparcia, nawet gdyby formalnie nie było do tego zobowiązania.

A co z państwem? Polska, konstytucyjnie zobowiązana do ochrony obywateli, pozostaje w tej sytuacji w cieniu. U podstaw prawa cywilnego leży zasada, że poszkodowany musi wykazać zaniechanie lub błąd państwa – np. obrony powietrznej – które doprowadziły do szkody. Taka wykładnia jawiłaby się jako bardzo trudna do udowodnienia. Obrona powietrzna miała ograniczone zasoby, atak był niespodziewany, a państwo zrealizowało swoje podstawowe obowiązki – trudno zatem mówić o odpowiedzialności cywilnej.

W praktyce dochodzi więc do modelu solidarnościowego. Państwo może uruchomić fundusze celowe, pomoc administracyjną, dotacje lub wsparcie finansowe dla poszkodowanych. Bez przesądzania odpowiedzialności, ale z ukierunkowaną pomocą – podobnie jak w przypadku klęsk żywiołowych.

Na gruncie prawa międzynarodowego odpowiedzialność jest teoretycznie jasna – Federacja Rosyjska jako państwo agresor odpowiada za szkody wyrządzone w innym kraju. Jednak praktyka jest brutalna: Rosja nie uzna winy, a droga sądowa przez trybunały międzynarodowe trwa latami i nie gwarantuje indywidualnej rekompensaty. Dla właściciela domu z Wyryk pozostaje to prawie iluzją.

Co więc jest realne? Analiza OWU może ujawnić niespodziewane rozszerzenia – np. ochrona w przypadku aktów terroru lub bezzałogowców – choć w 90 % przypadków takie zapisy nie obejmują działań wojennych. Równie istotne będzie złożenie wniosku o pomoc do lokalnych i centralnych instytucji – oglądając nowe formy wsparcia administracyjnego. Ale krytyczne pozostaje jedno – nacisk społeczny i medialny. To one mogą wymusić, by ubezpieczyciel sięgnął po kulancję, a PIU wystąpiła z rekomendacjami. To one mogą spowodować, że zarówno sektor prywatny, jak i państwowy, skierują ku poszkodowanemu pomoc, zamiast formalnych barier.

Ten dron, który spadł w Wyrykach, to symbol nowej epoki – epoki asymetrycznych zagrożeń, gdzie prawo pisane na potrzeby huraganu czy pożaru zostaje postawione przed zupełnie innym wyzwaniem. Czy ubezpieczenia, państwo i instytucje branżowe nadążą za tą rzeczywistością? Stoimy przed testem, czy potrafimy zmienić reguły i odpowiedzieć na nieprzewidywalne w duchu odpowiedzialności i solidarności. Bo jeśli nie teraz, to kiedy?

Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.