Jarosław Wałęsa: Polityka jest dla mnie wyzwaniem


Za nami wybory do Parlamentu Europejskiego 2014. Drugi mandat dla Platformy Obywatelskiej na Pomorzu to bardzo duży sukces. Gratuluję!

– Dziękuję za gratulacje. Korzystając z okazji, chciałbym podziękować mojemu zespołowi oraz wyborcom, którzy kolejny raz mi zaufali.

Jak się Pan czuje, jako Poseł do Parlamentu Europejskiego i jak ocenia Pan same wyniki, jeśli chodzi o partie, które uzyskały przewagę? Wiele kontrowersji wywołał wynik Janusza Korwin-Mikkego. Wielu twierdzi po prostu, że to wstyd. A jak Pan się do tego ustosunkuje?

– Należy wyraźnie podkreślić, że polska demokracja szwankuje, gdy do urn idzie niespełna 23% Polaków. Być może jest to wina ordynacji wyborczej. I tu zachęcam moich kolegów i koleżanki z Sejmu do jej zmiany. A może należy skonstruować prawo tak, by stworzyć system zachęt bądź kar za niegłosowanie? Mam tu na myśli chociażby udzielanie zniżek podatkowych dla uczestniczących w wyborach. Wynik wyborczy nie może być wstydem, bo jest to wola wyborców. Należy wyciągnąć wnioski, dlaczego tak się dzieje i co to tak naprawdę sygnalizuje. Trzeba się zastanowić, czy jest to jednorazowy wyraz niezadowolenia z klasy politycznej, czy porażka całego systemu.

Co w najbliższych planach nowego rozdziału, który się właśnie rozpoczął dla pana jako polityka?

– Chciałbym kontynuować pracę w Komisji Rybołówstwa i przede wszystkim skupić się na pracy nad „Wielogatunkowym planem zarządzania zasobami w Morzu Bałtyckim”. Ciągłe interakcje pomiędzy populacjami dorsza, śledzia i szprota sprawiły, że Komisja Europejska zaczęła opracowywać pierwszy wielogatunkowy plan, który ma pozwolić zachować równowagę pomiędzy potrzebami tych trzech gatunków ryb oraz człowieka. Chciałbym dopilnować, by kształt tego rozporządzenia był możliwie najbardziej korzystny dla polskich rybaków. Myślę również o kontynuowaniu pracy w Komisji Handlu Zagranicznego. Przed nami praca nad bardzo ważną umową o wolnym handlu ze Stanami Zjednoczonymi. Nie zapominam również o pracy w Komisji Petycji, która jest głosem obywateli UE w Parlamencie Europejskim.

Czy może Pan przybliżyć, na czym polega praca Posła do Parlamentu Europejskiego?

– Praca w Parlamencie Europejskim jest dla mnie szczególnym wyróżnieniem, świadczącym o zaufaniu wyborców. Moje obecne życie skoncentrowane jest głównie w trzech miejscach: Brukseli, Gdańsku oraz Strasburgu. W Brukseli biorę udział w spotkaniach komisji oraz grup politycznych, a w Strasburgu raz w miesiącu odbywają się sesje plenarne. Najbardziej cieszy mnie możliwość powrotów do Gdańska, który jest w moim okręgu wyborczym i zarazem prawdziwym domem. Jako eurodeputowany bardzo dużo podróżuję. Obliczyłem kiedyś, że w skali roku są to około 2 tygodnie spędzone w powietrzu! Wyjazdy te są jednak niezwykle ważne ze względu na rzetelne sprawowanie mandatu.

Co w tym momencie jest najważniejsze dla naszego państwa z punktu widzenia nie tylko tematyki europejskiej?

– Przede wszystkim uproszczenie systemu podatkowego w Polsce, a na arenie międzynarodowej objęcie ważnych stanowisk w Parlamencie Europejskim i Komisji Europejskiej.

Gdańsk to miejsce, które wiąże się zapewne z sentymentem, ze wspomnieniami, z dzieciństwem. Do których gdańskich miejsc mógłby Pan zawsze powracać z uśmiechem na twarzy?

– Lubię plażę w Brzeźnie i kocham Główne Miasto.

Stany Zjednoczone to miejsce, gdzie rozwijała się Pańska kariera. Zapewne bywało trudno. Który etap wspomina Pan jako najcięższy, ale z czasem nadający największy sens?

– Pierwsze 6 miesięcy, czyli ostatni semestr liceum. Wiązało się to z porzuceniem szkoły i przyjaciół w Polsce, ale przede wszystkim sprawdzeniem swoich umiejętności językowych i tworzeniem nowych relacji w innej kulturze.

Czy o Lechu zechce Pan porozmawiać? Zapytam o to, jakim jest lub był ojcem? Dawał wolność czy krytykował? Chwalił, czy był powściągliwy?

– Jeżeli chce Pani mówić o protoplaście naszego narodu – to nie ma problemu. Jeżeli pyta Pani o mojego ojca – to jest niesamowitym człowiekiem, który uczył zasad, a jednocześnie nigdy nie mówił, co mam robić i kim mam być. Mój ojciec nie chwali. On gratuluje sukcesów.

W 2002 roku powrócił Pan do Polski spoza granic i trafił Pan wtedy do gdańskiego Biura Lecha Wałęsy. Jak się pracowało? Ważne jest zachowanie zdrowego dystansu w takich sytuacjach?

– Zachowałem dystans na tyle, że zwracałem się do mojego ojca: „Panie Prezydencie”. Było to świetne doświadczenie, które pozwoliło mi na odkrycie drogi życiowej. Ale była to również praca ciężka i stresująca.

Jak Pan myśli, co trzeba zmienić, żeby w Polsce żyło się lepiej, łatwiej, dostatniej? Aby ludzie mniej oceniali, mniej krytykowali i zaczęli cieszyć się cudzymi sukcesami?

– Wydaje mi się, że to już następuje i że coraz częściej cieszymy się z tego, co mamy. Wyzbywamy się naszej narodowej cechy charakteru, czyli narzekania. Aby żyło się lepiej, łatwiej, dostatniej – trzeba inwestować w młodych ludzi, tworzyć dla nich miejsca pracy, kształcić i zachęcać do rozwoju. Takie działania zaowocują zmianami i reformami w kraju, przeprowadzonymi przez ludzi kompetentnych i świetnie przygotowanych do rządzenia Polską.

O czym marzy Jarek jako mężczyzna prywatnie i zawodowo?

– Zawodowo marzę o dobrych sprawozdaniach w moich komisjach, a prywatnie o córeczce.

Polityka jest dla Pana?

– Wyzwaniem. Chcę dobrze wykonywać swoje obowiązki, jednocześnie nie zatracając samego siebie. Najważniejsze – to bym mógł każdego ranka spojrzeć sobie w lustrze w twarz.

Panie Jarosławie, dziękuję za rozmowę i życzę wielu sukcesów!

 

Rozmawiała: Marzena Lipowska

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *