Zostań członkiem

Otrzymuj najlepsze oferty i aktualizacje dotyczące Magazynu LBQ.

― Reklama ―

spot_img

Upały topią zyski firm. Ekstremalne temperatury zmniejszają ich skłonność do inwestowania

Fale upałów nie są wyłącznie problemem pogodowym, ale stają się istotnym ryzykiem biznesowym. Wysokie temperatury mogą obniżać wydajność pracy i zwiększać koszty operacyjne, co...
Strona głównaWywiadyJoanna Draniak-Kicińska: Najważniejsze jest zaufanie

Joanna Draniak-Kicińska: Najważniejsze jest zaufanie

Kiedy w wieku 26 lat przejęła stery rodzinnej firmy, musiała zmierzyć się nie tylko z wyzwaniami biznesowymi, ale także z naturalnym konfliktem pokoleń. Dziś BANDI Cosmetics to marka łącząca niemal 40-letnie doświadczenie z nowoczesną technologią, nauką i odpowiedzialnym podejściem do biznesu. Joanna Draniak-Kicińska opowiada o dziedzictwie swojej mamy, przełomowych decyzjach, budowaniu zespołu opartego na zaufaniu oraz o tym, że prawdziwy sukces zaczyna się od wartości.

 

 

 

BANDI Cosmetics to marka z niemal 40-letnią tradycją. Jak wyglądało przejęcie sterów rodzinnej firmy i jakie emocje towarzyszyły Pani w momencie, gdy stanęła Pani na czele przedsiębiorstwa stworzonego przez mamę?

– Emocje, które mi wtedy towarzyszyły, to przede wszystkim ogromny entuzjazm. Miałam zaledwie 26 lat, głowę pełną pomysłów i nieograniczoną energię do działania. Chciałam wszystko zmieniać, unowocześniać, rozwijać firmę w nowym kierunku. Ale, jak to często bywa w rodzinnych biznesach, pojawił się też konflikt pokoleń. Mama – zresztą zupełnie naturalnie – nie była gotowa w pełni oddać sterów, bo przecież stworzyła tę firmę od podstaw, włożyła w nią całe serce i ogrom pracy.

Dla mnie to był czas intensywnej nauki – nie tylko zarządzania firmą, ale też budowania mostów między dwoma pokoleniami. Z dzisiejszej perspektywy widzę, że ten proces, choć momentami trudny, był niezwykle wartościowy. Dzięki niemu wiele nauczyłam się o sobie.

W jakim stopniu rodzinne wartości i podejście Pani mamy – Bogdy Draniak – nadal kształtują filozofię marki BANDI?

Dla mojej mamy najważniejsza była zawsze był jakość produktu. Mama jest chemikiem z prawdziwego powołania, absolutnie zafascynowana procesem tworzenia. Nigdy nie interesował jej marketing, legislacja, rachunkowość czy sprzedaż – to nie były jej światy. Ale produkt? To była jej pasja, jej miłość. Uwielbiała tworzyć, dopracowywać formuły, czuwać nad jakością każdego szczegółu.

I ta pasja zdecydowanie w nas pozostała. Myślę, że to właśnie dzięki niej dziś jesteśmy firmą, która ma chyba największą liczbę surowców w bieżącym użyciu. Każdy nasz kosmetyk jest inny – wyjątkowy, dopracowany, przemyślany od pierwszej do ostatniej kropli. Każda receptura to małe dzieło sztuki – efekt pasji, wiedzy i ogromnego szacunku do jakości.

Pierwszy duży przełom po Pani objęciu sterów to rebranding w 2006 roku. Jakie zmiany były wówczas kluczowe i jak z dzisiejszej perspektywy ocenia Pani tę decyzję?

– Jedną z pierwszych decyzji, które wtedy podjęłam, była zmiana wizerunku marki – nowe opakowania, nowoczesna identyfikacja, świeże spojrzenie. Postanowiłam całkowicie zrezygnować ze słoiczków, które w tamtym czasie były bardzo popularne i powszechnie stosowane w branży. Zamiast nich wprowadziłam opakowania z system airless, czyli specjalne opakowania z ruchomym dnem z bardzo ograniczonym dostępem powietrza  – znacznie droższe, ale dużo bardziej higieniczne i nowoczesne. Co ciekawe, do dziś kupujemy je w tej samej firmie!

Oczywiście ta decyzja nie spotkała się z entuzjazmem mojej mamy (śmiech). Nie mogła zrozumieć, jak można inwestować w tak drogie opakowania i dlaczego klient ma nie widzieć kremu przed użyciem. Dla niej to był zupełny absurd – coś, co z pewnością się nie przyjmie.

Z perspektywy czasu okazało się jednak, że to był strzał w dziesiątkę. Te opakowania nie tylko zapewniają wyjątkową czystość i bezpieczeństwo mikrobiologiczne, ale też stały się standardem w całej branży. Dziś korzystają z nich niemal wszystkie marki kosmetyczne, a my wciąż jesteśmy wierni temu samemu rozwiązaniu.

Branża kosmetyczna jest niezwykle dynamiczna. Jak udaje się Pani łączyć innowacje technologiczne i naukowe z zachowaniem autentyczności i zaufania, jakie wypracowała marka przez lata?

– Myślę, że kluczem jest to, że trudno nas nabrać na tzw. marketingowe trendy. W branży kosmetycznej co chwilę pojawia się „nowy cudowny składnik”, ale my nigdy nie opieramy się wyłącznie na tym, co napiszą w broszurach dostawcy surowców. Zawsze zadajemy trudne, dociekliwe pytania, sięgamy głębiej – do badań klinicznych, publikacji naukowych, do realnych dowodów skuteczności.

Dlatego nie jesteśmy marką, która wprowadza każdą nowinkę tylko po to, żeby być „na czasie”. Sięgamy po innowacje tylko wtedy, gdy naprawdę widzimy w nich wartość – gdy wiemy, że mogą przynieść naszym klientkom realny efekt i korzyść dla skóry. Bardzo dbamy też o rzetelne stężenia składników aktywnych. Zawsze używamy takich, które zostały potwierdzone badaniami i rekomendacjami producentów surowców. Nigdy nie dodajemy składników w ilościach „śladowych”, tylko po to, by ładnie wyglądały w składzie. To nie w naszym stylu.

W wywiadach podkreśla Pani, że firma to przede wszystkim ludzie. Jakie wartości są dla Pani najważniejsze w budowaniu zespołu i kultury organizacyjnej w BANDI?

– To rzeczywiście trudne pytanie, bo tych wartości jest wiele. Ale jeśli miałabym wskazać jedną najważniejszą, byłoby to zaufanie. W firmie takiej jak nasza bez zaufania nie da się zbudować ani dobrej atmosfery, ani trwałego zespołu, ani – co najważniejsze – dobrych produktów.

Zaufanie jest podstawą wszystkiego: współpracy, komunikacji, odpowiedzialności. Wierzę, że nasi pracownicy czują, że im ufam – i dzięki temu chcą dawać z siebie więcej. Myślę też, że to zaufanie przenosi się dalej, do naszych klientek. One powierzają nam swoją skórę, swoje codzienne rytuały pielęgnacyjne, więc mamy ogromną świadomość, jak wielka to odpowiedzialność.

Dlatego nie możemy tego zaufania zawieść. Jeśli raz zostałoby utracone, odbudowanie go byłoby niezwykle trudne – a może nawet niemożliwe. To właśnie ta świadomość sprawia, że każdego dnia staramy się być absolutnie rzetelni, transparentni i wierni naszym wartościom.

CSR w BANDI to realne działania, a nie tylko deklaracje. Które projekty społeczne są Pani szczególnie bliskie i dlaczego?

– To prawda, że działania CSR są dla mnie nieodłączną częścią działalności firmy. Myślę, że to też kwestia doświadczenia – kiedy pracuje się w jednej organizacji przez tyle lat, naturalne staje się poszukiwanie nowych, niebranżowych projektów, które wnoszą coś dobrego nie tylko dla firmy, ale i dla świata. To daje ogromną satysfakcję i poczucie sensu.

Mam też takie wewnętrzne przekonanie, że skoro życie obdarowało mnie tyloma dobrymi rzeczami, moim obowiązkiem jest oddać światu jeszcze więcej dobra. Jednym z projektów, który jest mi szczególnie bliski, jest inicjatywa budowy domu dla nieletnich mam. Rozpoczęła się w 2017 roku i od początku chciałam, by była czymś więcej niż tylko przekazaniem pieniędzy na szczytny cel. Chciałam pokazać, że pomysłem, energią, kontaktami i współpracą można wygenerować znacznie większą wartość niż samą darowizną.

Tak powstał projekt Czytamy dla mamy oraz książka „Dowód dojrzałości” – zainicjowana przez Sylwię Chutnik, która napisała pierwszy rozdział. Kolejne blogerki dopisywały następne, dzięki czemu powstała fascynująca, niesamowita opowieść. Książka ukazała się również jako audiobook, w reżyserii Małgosi Lewińskiej, która zaangażowała do projektu znanych aktorów, którzy pracowali pro bono.

Sprzedaż książek i audiobooków w formie cegiełek w całości zasiliła fundację budującą dom. Ale największą wartością okazało się coś więcej niż pieniądze – to była fala dobra, zainteresowania i zaangażowania innych firm, które dołączyły do projektu. Dzięki temu dom dla nieletnich mam na warszawskim Ursynowie wreszcie został ukończony. Jego otwarcie odbędzie się już w styczniu 2026 i nie mogę się tego momentu doczekać. To będzie miejsce, w którym młode dziewczyny – często z domów dziecka lub trudnych rodzin – będą mogły nauczyć się rodzicielstwa, odpowiedzialności i samodzielności. To dla mnie niezwykle ważne, bo wiem, że wartości, które ja otrzymałam w swoim domu, nie są dane każdemu. Ten projekt to mój sposób, by się nimi podzielić i wiem że nie ma lepszej organizacji jak fundacja po drugie, która będzie ten dom prowadziła.

Dbałość o środowisko staje się coraz bardziej istotna dla konsumentów. Jak BANDI odpowiada na wyzwania związane ze zrównoważonym rozwojem i ekologią?

– To prawda – ekologia jest dla nas bardzo ważnym aspektem, choć my sami często nawet nie używamy tego słowa. Dla nas to po prostu racjonalność i odpowiedzialność. Uważamy, że troska o środowisko nie powinna być chwilowym trendem, ale naturalnym sposobem myślenia. Przecież musimy dbać o świat, w którym będą żyły nasze dzieci i wnuki. Nie możemy patrzeć krótkowzrocznie – liczy się to, jaki ślad pozostawimy po sobie dla przyszłych pokoleń.

Dlatego od zawsze, jeszcze zanim ekologia stała się modna, wprowadzaliśmy rozwiązania, które dziś określilibyśmy jako zrównoważone. To proste, codzienne rzeczy – oszczędzanie papieru, energii, wody, świadome planowanie zużycia surowców. W firmie naprawdę zastanawiamy się nad każdym detalem – od tego, kiedy zapalamy światło, po sposób pakowania i transportu produktów.

Już wiele lat temu zaczęliśmy stosować opakowania przyjazne środowisku, z możliwością recyklingu, a także system airless, który pozwala nie tylko na higieniczne użytkowanie, ale też minimalizuje ilość odpadów i marnowanie produktu. Współpracujemy z dostawcami, którzy mają certyfikaty zrównoważonej produkcji surowców i dbają o etyczne pozyskiwanie składników.

Dbamy również o redukcję emisji CO₂ – inwestujemy w nowoczesne technologie produkcyjne, które pozwalają ograniczyć zużycie energii, a w biurze i laboratorium korzystamy z rozwiązań umożliwiających segregację i ponowne wykorzystanie materiałów.

Wszystko to nie wynika z mody czy presji rynku. To po prostu nasz sposób działania – racjonalny, odpowiedzialny i pełen szacunku dla świata, z którego czerpiemy.

Współpracujecie z kosmetologami i dermatologami – jak wygląda proces tworzenia nowego produktu od pierwszej inspiracji aż po finalny kosmetyk, który trafia na półki?

– Tak, zdecydowanie – proces powstawania nowego produktu w BANDI potrafi być naprawdę różnorodny. Nie mamy jednej, sztywnej ścieżki, bo inspiracje pojawiają się z wielu stron. Czasami to kosmetyczki lub dermatolodzy, z którymi współpracujemy, zgłaszają nam konkretne potrzeby swoich pacjentów – zauważają, że na rynku brakuje produktu o określonych właściwościach albo że dany problem skórny wymaga innego podejścia. Wtedy wspólnie zastanawiamy się, jaki kosmetyk mógłby rzeczywiście pomóc i w jaki sposób najlepiej go zaprojektować.

Zdarza się też, że pomysł na nowy produkt rodzi się wewnątrz firmy – od naszych pracowników, którzy na co dzień nie mają nic wspólnego z marketingiem czy laboratorium. Czasami ktoś przyjdzie z inspiracją po rozmowie z koleżanką, po wyjeździe, albo po prostu dlatego, że odkrył nietypowe zastosowanie istniejącego kosmetyku. Uwielbiam takie sytuacje, bo pokazują, jak dużo pasji i zaangażowania jest w naszym zespole.

Każdy pomysł przechodzi później długi proces – od badań nad surowcami, przez opracowanie formuły w laboratorium, po testy skuteczności i bezpieczeństwa. Dopiero kiedy mamy pewność, że produkt działa dokładnie tak, jak deklarujemy na opakowaniu, trafia on na rynek. To droga wymagająca, ale niezwykle satysfakcjonująca – zwłaszcza wtedy, gdy widzimy, że nasze produkty naprawdę działają i dają kobietom realne efekty.

Ekspansja zagraniczna to kolejny krok w rozwoju firmy. Jakie różnice kulturowe i rynkowe zauważa Pani między klientami w Polsce a tymi na rynkach międzynarodowych, np. w Stanach Zjednoczonych?

– Każdy rynek ma swoją specyfikę, a potrzeby konsumentów potrafią się diametralnie różnić. Polska jest pod tym względem wyjątkowa – nasze klientki to osoby naprawdę świadome. Mają ogromną wiedzę o kosmetykach, potrafią czytać składy, rozumieją działanie substancji aktywnych i wiedzą, czego oczekują od produktu. To nie są konsumentki, które kierują się wyłącznie reklamą czy ładnym opakowaniem – one chcą wiedzieć, dlaczego coś działa. To grupa niezwykle wymagająca, ale właśnie dzięki temu dla nas bardzo cenna.

W Stanach Zjednoczonych sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Tam zaczynaliśmy od zera, bez historii i wcześniejszej obecności na niszowym rynku (kosmetyki profesjonalnej). Wybraliśmy drogę przez e-commerce, głównie przez platformę Amazon, aby w ogóle zaistnieć w świadomości konsumentów. Oczywiście współpracowaliśmy również z influencerami, starannie dobierając osoby, które mogłyby zostać ambasadorami marki, ale szybko przekonaliśmy się, że tamtejszy rynek funkcjonuje zupełnie inaczej. Współpraca z influencerami jest o wiele bardziej komercyjna, a sam rynek – niesamowicie konkurencyjny.

Amerykańscy konsumenci są też, moim zdaniem, mniej lojalni wobec marek. Wynika to zapewne z ogromnego wyboru i liczby produktów dostępnych na rynku. Często decyzje zakupowe podejmują pod wpływem promocji, a cena odgrywa znacznie większą rolę niż w Polsce. Muszę przyznać, że byłam zaskoczona np. skalą wykorzystywania kuponów rabatowych – to naprawdę codzienność, nie tylko filmowy stereotyp!

W Polsce natomiast wciąż dominuje zaufanie do marki i do jakości produktu, co dla nas, jako firmy o długiej tradycji i silnych wartościach, jest niezwykle budujące.

Prywatnie jest Pani mamą dwóch córek i pasjonatką sportu. Jak udaje się Pani łączyć wymagające obowiązki zawodowe z życiem rodzinnym i pasjami? Czy sport pomaga Pani w prowadzeniu biznesu?

– Nie jest to proste (śmiech). Ale w pewnym momencie zrozumiałam, że nie da się być idealną mamą, szefową, żoną i jednocześnie perfekcyjnie realizować wszystkie swoje pasje. Kiedy to do mnie dotarło, poczułam ogromną ulgę. Uświadomiłam sobie, że moim sposobem na życie jest kompromis – zdrowy, rozsądny kompromis, w którym w zależności od momentu i potrzeb różne sfery życia wysuwają się na pierwszy plan.

Czasem to rodzina wymaga większej uwagi, czasem firma, a czasem – choć niestety ostatnio najrzadziej – sport. Aktualnie sport ma w mojej hierarchii najniższy priorytet, co pewnie nie jest najlepsze dla zdrowia, ale mam nadzieję, że to się wkrótce zmieni. Zbliża się zima, więc najwyższa pora rozpocząć przygotowania do sezonu narciarskiego.

Rozmawiała: Ilona Adamska