O dochodzeniu do odpowiedzi we własnym sercu, wychodzeniu z ról, akceptacji i zrozumieniu – opowiada w wywiadzie dla Law Business Quality Justyna Szyc-Nagłowska, dziennikarka, autorka i producentka podcastów, felietonistka i autorka książki „Nagłowska na głosy dwa. Autobiografia emocji”.
Skąd zrodził się pomysł na napisanie książki „Nagłowska na głosy dwa. Autobiografia emocji”?
Pomysł przyszedł od ludzi. Przez parę lat mojej działalności podcastowej dostawałam dużo wiadomości od słuchaczek, że w moich podcastach, oprócz rozmów, które prowadzę z zaproszonymi gośćmi, bardzo cenią sobie moje felietony, którymi rozpoczynam każdy odcinek. Padały pomysły: „Pani Justyno, super by było przeczytać Pani książkę”. Rozmyślałam o tym długo, aż w końcu zaczęłam pisać.
Co symbolizują tytułowe dwa głosy?
Pierwszy głos jest moim głosem, którym opowiadam czytelniczce swoją historię. Przechodzę przez różne momenty mojego życia od pięknych po trudne, przez ekscytujące i te całkiem zwykłe. To rodzaj intymniej rozmowy, w której drugim głosem jest właśnie moja czytelniczka. Zostawiam jej miejsce na notatki, na zapisanie jej słów obok moich. To dopełnienie tej książki, bez drugiego głosu ta książka jest niekompletna.
Do kogo w szczególności kieruje Pani tę książkę?
Do każdej z nas. Do kobiet, które chcą poznać się lepiej, odpowiedzieć sobie na pytania, których nikt im wcześniej nie zadawał. Do mnie i do Ciebie, bo chociaż czasem się różnimy, okazuje się, że wszystkie jesteśmy zaskakująco podobne. Tylko, żeby się o tym przekonać, trzeba dotrzeć to jednego miejsca, które skrywa wiele odpowiedzi. Do serca. I ta książka jest pisana od serca dla serca.
Pisze Pani o wychodzeniu z ról narzuconych przez społeczeństwo, wychowanie czy związki. Które z tych ról były dla Pani najtrudniejsze do porzucenia – i dlaczego?
Chyba każde, bo nie były moje. To były role, które naśladowałam na podstawie tego, co mnie otaczało, kto mnie otaczał. Szukałam siebie i swojego indywidualnego głosu. Myślałam, że muszę pasować do którejś szuflady. Dziś wiem, że mogę być w paru szufladach jednocześnie, a czasem w żadnej.

Wspomina Pani, że droga do bycia sobą nie była łatwa ani szybka. Co było największym wyzwaniem na tej drodze?
Wydaje mi się, że zaakceptowanie siebie takiej, jaka jestem. Uznanie wszystkich słabości i powiedzenie o nich na głos. To się może wydawać zwykłą rzeczą – stanąć w prawdzie o sobie – ale to jest duży krok. Niezwykle uwalniający. Potem już można zacząć pracować nad tymi cechami, które nam przeszkadzają, utrudniają funkcjonowanie. Jednak wraz z akceptacją przychodzi wiele dobrego. Oczywiście wszystko, co mówię, mówię na podstawie własnych doświadczeń.
Czy był moment, w którym chciała Pani z niej zawrócić?
To nie jest tak, że pewnego dnia zdecydowałam, że idę inną niż do tej pory drogą. To suma moich wyborów, decyzji, które podejmowałam przez lata. To nie trasa od punktu A do punktu B po wytyczonym szklaku. Parę razy zawracałam, podejmując złe decyzje. Jestem osobą, która wyciąga wnioski i jestem zdania, że naprawdę wiele można zmienić. Dlatego często sprawdzam jakieś rozwiązania i jeśli ich nie czuję, idę inną trasą.
Jaką rolę w tej transformacji odegrały emocje? Czy ich akceptacja i zrozumienie stały się kluczem do odzyskania siebie?
Zdecydowanie tak. Jak mówiłam wcześniej i sporo o tym piszę w mojej książce, że akceptacja to moja wspaniała towarzyszka. Lubimy się. Emocje rozpoznane stają się nasze, emocje uznane przestają nami tak miotać. Ja nadal wszystko czuję, to, co miłe, i to, co trudne, uczę się tym zarządzać w dojrzały, dorosły sposób. Kiedy mi się nie uda – przepraszam i staram się naprawić.
W dobie kultu sukcesu i perfekcyjnego wizerunku w mediach społecznościowych – jak nauczyć się nie udawać i nie przepraszać za bycie „za bardzo”?
Po prostu być sobą i mówić prawdę. Nikt nas wtedy na niczym nie przyłapie i nie zawstydzi nas, bo kiedy mówimy i robimy to, co czujemy, to jesteśmy z tym spójni. Oczywiście media społecznościowe to miejsce, w którym kreujemy nasze wizerunki. Nikt nie pokazuje wszystkiego. Paradoksalnie ludzie by chcieli wiedzieć wszystko, ale też chcieliby dostać wraz z publikacją prawo do oceny każdego zachowania, każdego wyglądu, każdej emocji. Dlatego ludzie udają, bo tak jest bezpieczniej.

Jakie codzienne praktyki, rytuały czy nawyki pomagają Pani dziś żyć w zgodzie ze sobą i swoimi emocjami?
Uważność. Na siebie, na ludzi wokoło. Ale też mądre wybieranie. Kim się otaczam, jakie informacje do siebie zapraszam, jakie oglądam profile, jakie strony, jakie newsy czytam. Nie jestem zdania, że trzeba wiedzieć wszystko, co się dzieje na świecie. Żaden układ nerwowy nie jest w stanie tego unieść. Nie oglądam przemocy nawet w kinie. Staram się otaczać tym, co niesie dobry przekaz. Inaczej narasta we mnie lęk, który rzutuje na to, jak się czuję i jak funkcjonuję. Medytuję, kiedy czuję, że się od siebie oddaliłam, za bardzo rozproszyłam w inne rejony, bo w takim pędzie, w jakim obecnie żyjemy, bardzo łatwo zgubić siebie i połączenie ze sobą.
Czy w procesie zmian miała Pani swoje mentorki, książki, autorytety lub źródła, które szczególnie Panią inspirowały?
Książki i podcasty Joanny Flis – wspaniała dawka wiedzy psychologicznej, która jest przystępna dla każdego człowieka, wiele się od niej nauczyłam i wprowadziłam w życie. Także każdy nagrany przeze mnie podcast był również kolejnym krokiem na ścieżce zmiany. Wiele się nauczyłam dzięki mojej pracy. Przechodzę tę samą drogę, którą przechodzą moje słuchaczki, jedynie z tą różnicą, że idę pierwsza.
Jeśli miałaby Pani zostawić czytelniczki z jednym zdaniem, przesłaniem z książki – takim, które warto zapamiętać – co by to było?
Twój głos jest ważny, mów odważnie o tym, co czujesz i czego pragniesz. Jeśli tego nie wypowiesz, nikt się o tym nie dowie…
Rozmawiała: Ilona Adamska


