O tym, co jest najważniejsze w pracy i w życiu prywatnym, o trudnych sprawach rodzinnych, pracy nad sobą i odpoczynku opowiada Karolina Rzeczkowska, doktor nauk prawnych, radca prawny specjalizujący się w prawie rodzinnym.
Pani Karolino, osiągnęła Pani bardzo wiele w młodym wieku – tytuł doktora nauk prawnych, uprawnienia radcy prawnego i własna kancelaria. Co było dla Pani największym motywatorem w drodze do tych sukcesów?
Motywatorem była moja silna potrzeba wolności i niezależności na wszystkich życiowych płaszczyznach. Niezależność finansowa – od zawsze chciałam samodzielnie opłacać moje życie, nawet jeśli na skromnym poziomie. Niezależność intelektualna – podobała mi się w innych umiejętność krytycznego myślenia i samodzielnego podejmowania decyzji. Niezależność społeczna – odkąd pamiętam, bardzo lubiłam ludzi i to mi zostało do dziś, utrzymuję bliskie relacje z rodziną i przyjaciółmi, ale jednocześnie zawsze miałam poczucie indywidualności, chciałam zachować moją własną tożsamość, autonomię i cechy odróżniające mnie od innych. I najważniejsza dla mnie, niezależność emocjonalna – długo budowałam poczucie własnej wartości w taki sposób, aby mieć ją wewnątrz, zamiast polegać na opiniach i aprobatach innych ludzi. Dziś czuję wolność i niezależność we wszystkich czterech obszarach: finansowym, intelektualnym, społecznym i emocjonalnym.
Specjalizuje się Pani w prawie rodzinnym – jednej z najbardziej delikatnych i emocjonalnie wymagających dziedzin prawa. Co sprawiło, że właśnie ten obszar stał się Pani zawodowym powołaniem?
Dotychczas byłam przekonana, że to przypadek. Chciałam być prokuratorem i zajmować się prawem karnym. Kiedy jednak ostatecznie wybrałam pracę w kancelarii, przydzielono mnie do spraw rodzinnych. Otrzymałam porządne, rzetelne, merytoryczne przeszkolenie do wykonywania zawodu tzw. prawnika rodzinnego. Ale dopiero kilka miesięcy temu zdałam sobie sprawę, że najlepsze przygotowanie do tej pracy otrzymałam w domu. Moi rodzice mają w tym roku 40. rocznicę ślubu. W moim domu nie było awantur, zdrad, uzależnień. To, że ludzie żyją w ten sposób, odkryłam dopiero w dorosłym życiu. Prywatnym i zawodowym. Na szczęście jako dziecko doświadczyłam spokoju. Ten spokój do mnie wrócił. To właśnie z tym spokojem i wdzięcznością przychodzę codziennie do pracy, aby dbać o ochronę prawną dzieci znajdujących się w ogniu walki rozstających się rodziców.
Wspomina Pani, że podczas rozstań priorytetem są dla Pani dzieci i ich spokój. Jak wygląda w praktyce łączenie aspektów prawnych z psychologicznym wsparciem rodzin?
Uważnie słucham. Rozmawiam. Staram się nie oceniać. Staram się zrozumieć. A kiedy już zrozumiem, przedstawiam nie tylko skutki prawne, ale też możliwe konsekwencje psychologiczne, przede wszystkim dla dzieci. Często odsyłam na konsultacje psychologiczne do specjalisty, dzięki czemu zapewniam podejście holistyczne i kompleksowe. Zawsze bierzemy pod uwagę kilka wariantów. Potrafię przewidzieć wiele scenariuszy. Mając tak rozległą świadomość skutków prawnych i psychologicznych, klient podejmuje decyzję, jaką drogę chce wybrać.
Ugoda zamiast wojny sądowej – to podejście wymaga nie tylko wiedzy, ale i dużej empatii. Czy może Pani podzielić się przykładem sytuacji, w której udało się osiągnąć porozumienie dzięki takiemu podejściu?
Bez sekundy zawahania pomyślałam o mojej najtrudniejszej do tej pory sprawie. Kiedy przypominam sobie ten przypadek, utwierdzam się w przekonaniu, że użyte w pytaniu sformułowanie „wojna” nie jest hiperboliczne. Kiedy jednak uświadamiam sobie, że po krwawej wojnie nastał pokój i dziecko ma ponownie oboje rodziców, czuję ulgę. Z uwagi na tajemnicę zawodową, nie mogę ujawnić szczegółów, zwłaszcza, że jest to sprawa tak charakterystyczna, że lokalna palestra, służby i wymiar sprawiedliwości, zidentyfikowaliby, o jaką sprawę chodzi. Ale jeśli na emeryturze napiszę książkę o sprawach rodzinnych, to będzie tam o tej sprawie w wątkach zarówno obyczajowych, jak i kryminalno-sensacyjnych.
W swojej pracy często styka się Pani z ludzkim bólem, konfliktem i bezradnością. Jak dba Pani o własną równowagę psychiczną i emocjonalną, by pomagać innym, nie tracąc energii i empatii?
Nauczyłam się, że moja wewnętrzna bateria musi być pełna. Tak jak bateria w telefonie. Bez naładowanej baterii nie będę w stanie pomóc innym. Nie chodzę do pracy przemęczona. Jeśli mam maraton rozpraw, muszę odespać. Moi klienci wiedzą, że lepiej poczekać na moją wiadomość kilka dni, aniżeli miałabym – w przepracowaniu – podjąć nieprawidłową decyzję, skutkującą na całe ich życie. Dzięki temu unikam błędów, a unikając błędów, nie jestem sfrustrowana. Regularnie korzystam z superwizji, w czasie której konsultuję z psychologiem mój prywatny stosunek do prowadzonych spraw, dzięki temu zachowuję obiektywizm, profesjonalizm i umiar. Wyzwalające też okazało się zaakceptowanie, że: nie wszystkim będę w stanie pomóc, mam prawo powiedzieć „nie”, jeśli ktoś ma mnie pozbawić energii do pracy, może się zdarzyć, że ludzie będą niezadowoleni lub rozczarowani. Co jednak najważniejsze z perspektywy zachowania równowagi, umiem już rozdzielić powagę mojego zawodu i mój zawodowy perfekcjonizm, od życia prywatnego, w którym mogę sobie pozwolić na dystans, luz i spontaniczność. Dzięki tej dychotomii, mam dwie przestrzenie, między którymi się przemieszczam. Kiedy jestem zmęczona pracą, idę do przestrzeni prywatnej. A kiedy mam poczucie bezczynności, z radością i nową energią wracam realizować się w pracy.

Wspomniała Pani o trudności w zachowaniu balansu między życiem zawodowym a prywatnym. Jakie ma Pani sposoby na regenerację i oderwanie się od codziennych wyzwań zawodowych?
Wykonuję regularne, powtarzające się czynności relaksujące i regenerujące. Dwa razy w tygodniu uczęszczam na treningi siłowe, które na bieżąco wyzbywają mnie z negatywnych emocji i powodują, że odseparowuję myśli od pracy. Kilka razy w tygodniu spaceruję nad morzem. Długo i głęboko śpię. Czasem medytuję. Kocham ludzi, czerpię z nich inspirację. Utrzymuję bliskie relacje, co dostarcza mi wsparcia i troski. A jeśli mam kryzys, znikam. Wyjeżdżam na wieś lub do Włoch.
Książki i podróże do Włoch – to brzmi jak piękny sposób na oddech od prawniczej rzeczywistości. Czy ma Pani ulubione miejsce lub literacką inspirację, która szczególnie Panią ukształtowała?
W 2025 roku wzięłam udział w kilkudniowych warsztatach psychologicznych prowadzonych przez Natalię de Barbaro, autorkę „Czułej przewodniczki” i poczytuję te warsztaty jako moją największą zeszłoroczną inspirację. Punkt zwrotny i transformujący. Ważna jest też dla mnie „Biegnąca z wilkami”. Clarissa Estes pisała tę książkę 21 lat. Ja czytałam ją przez dwa lata. Jest to pozycja trudna i wymagająca. Ale jestem pewna, że każda kobieta odnajdzie w tej książce swoją historię, a co ważniejsze, dowie się, jaką należy wyciągnąć z tej historii lekcję. Jeśli chodzi o Włochy, nie mam ulubionego miejsca, ale wciąż mam jeszcze kilka nieodkrytych. Marzę, aby w 2026 roku zobaczyć we Florencji narodziny Wenus, która wyszła z wody, wejść na strych do studenckiej biblioteki z widokiem na Duomo i obejrzeć panoramiczny zachód słońca na Piazzale Michelangelo.
Jakie ma Pani plany zawodowe?
Kontynuować dokładnie to, co robię teraz. Powtarzalnie. Dzień za dniem. Te same czynności, które przy mojej specyfice pracy są codziennie czymś zupełnie innym. Szacuję, że w 3-letniej perspektywie dojrzeje we mnie mój kolejny zawodowy kierunek. Bez obsesyjnego planowania czegokolwiek i przede wszystkim bez pośpiechu, który towarzyszył mi przez te wszystkie lata. Teraz zmierzam powoli, z ciekawością, otwartością na zmiany i gotowością do adaptacji.
Rozmawiała: Ilona Adamska
fot. Łukasz Marciniak

Karolina Rzeczkowska
Przed 30. rokiem życia została doktorem nauk prawnych, ukończyła aplikację radcowską i otworzyła w Gdyni Kancelarię specjalizującą się w prawie rodzinnym i spadkowym. Pomaga klientom rozstawać się w świadomości prawno-psychologicznej ze szczególnym zwróceniem uwagi na poszanowanie praw dzieci.


