Zostań członkiem

Otrzymuj najlepsze oferty i aktualizacje dotyczące Magazynu LBQ.

― Reklama ―

spot_img

Sama transformacja energetyczna nie wystarczy. Bez ochrony przyrody nie uda się ograniczyć skutków zmiany klimatu

Rosnące inwestycje w odnawialne źródła energii to jeden z najważniejszych elementów globalnej odpowiedzi na kryzys klimatyczny. Naukowcy zwracają jednak uwagę, że równie istotne staje się wzmacnianie naturalnych...
Strona głównaRozmaitościKatarzyna Gajowy: Dlaczego mężczyźni milczą? O nowym języku męskiej odwagi

Katarzyna Gajowy: Dlaczego mężczyźni milczą? O nowym języku męskiej odwagi

„Nie płacz”, „nie przesadzaj”, „bądź twardy”, „weź się w garść”, „daj spokój, napijmy się wód­ki”. To nie są zwykłe słowa. To kody kulturowe, które przez dekady uczyły chłopców i męż­czyzn tłumić emocje, zaciskać szczękę i milczeć – aż do momentu, w którym ciało zaczyna mówić za nich. Pracuję z klientami z Polski, Anglii, USA i Bliskiego Wschodu i niezależnie od języka widzę ten sam mechanizm: mężczyzna wytrzymuje aż do chwili, gdy już nie może.

 

 

W Polsce przez lata nie istniała żadna przestrzeń pomiędzy codziennością a szpitalem psychiatrycznym. W latach 70. i 80. dostęp do psychoterapii był minimalny; jeśli ktoś przeżywał kryzys, naturalną drogą była hospitalizacja, często daleko od domu i w przepeł­nionych placówkach. Brakowało języ­ka emocji, wiedzy o regulacji napię­cia, edukacji psychicznej i bezpiecznej przestrzeni do rozmowy. Wielu męż­czyzn radziło sobie alkoholem, a dziś coraz częściej pracą, używkami, stymu­lacją i przeciążeniem bodźcami.

W tym świecie mężczyzna miał być twar­dy, samowystarczalny, odporny. Emocje tłumaczono somatyką, alkoholem lub agresją. Pójście do terapeuty kojarzo­no z „wariactwem”, a przyznanie się do cierpienia z utratą męskości. Dlatego większość mężczyzn trafiała po po­moc dopiero wtedy, gdy sytuacja była dramatyczna: rozpad relacji, epizody depresyjne z ryzykiem samobójczym, przemoc, ostra psychoza. Strach przed psychiatrią utrwalił się na pokolenia.

Warto w tym miejscu wspomnieć o ar­tykule Johna Parkera, który na moją prośbę opisał swoją osobistą historię. Znamy się z wielu wydarzeń w Anglii, a jego opowieść za każdym razem przy­pomina mi, jak niewiele wiemy o dru­gim człowieku, dopóki naprawdę go nie usłyszymy. Jego doświadczenia są dowodem na to, że nie warto oceniać „książki po okładce”.

Dlaczego milczenie zamienia się w agresję?

Kiedy nie potrafimy nazwać emocji, opuszczają one ciało inaczej: napię­ciem, drażliwością, bezsennością, poczuciem utraty kontroli. Milczenie staje się grubsze, twardsze, bardziej samotne. Pracując z mężczyznami z wielu kultur, obserwuję to samo – brak języka emocji prowadzi do prze­ciążenia, a przeciążenie do złości lub wycofania.

Dobrą wiadomością jest to, że coraz więcej mężczyzn zaczyna rozumieć, czym naprawdę jest inteligencja emo­cjonalna. Jedni nazywają to rozwojem osobistym, inni mental coachingiem, inni pracą nad sobą. Nazwa nie ma znaczenia, ważne, że zaczynają pytać, szukać, konfrontować się ze sobą. To powrót do mądrości starożytnych: Sokratesa, Marka Aureliusza i filo­zofów, którzy również mieli swoich counsellorów.

Co mężczyźni najczęściej mylą?

„Idę na coaching, bo to brzmi lepiej niż terapia.”„Coaching jest okej, terapia jest dla ludzi z problemami.”

Coaching pomaga iść naprzód. Psycho­terapia pomaga zobaczyć siebie. Zrozu­mieć impulsy, lęki, reakcje. Zatrzymać się. Zobaczyć prawdę. I dlatego ta róż­nica zmienia życie. Moi Klienci podej­mują lepsze decyzje, budują głębsze relacje, tworzą prawdziwe więzi z part­nerami i dziećmi, odzyskują jasność, balans i spójność. Zarabiają więcej, bo nie działają już z chaosu. Stają się obecni, spokojni, autentyczni. I co nie­zwykle istotne – chorują mniej. Gdy umysł znajduje ulgę, ciało przestaje wołać o pomoc.

Terapia nie jest leczeniem. Terapia jest higieną i balansem

Wciąż wiele osób postrzega terapię jako „miejsce naprawy problemów”, tymczasem jej współczesna rola jest znacznie głębsza. Psychoterapia stała się przestrzenią profilaktyki, codzien­nej higieny emocjonalnej i mentalnego oczyszczenia – momentem, w którym można zdjąć z głowy ciężar całego dnia. W XXI wieku, w którym tempo życia wy­przedza możliwości układu nerwowe­go, terapia daje coś, czego nie oferuje już żadna inna sfera życia: zatrzymanie.

To zatrzymanie wymaga jednak wie­dzy o układzie nerwowym, o somatyce stresu, o tym, jak ciało reaguje na lęk, przeciążenie i napięcie. Wymaga ro­zumienia, kiedy człowiek potrzebuje regulacji, kiedy spowolnienia, a kiedy bezpiecznej konfrontacji z własnym wnętrzem. Cotygodniowa rozmowa działa jak precyzyjna regulacja: zapo­biega przeciążeniu, chroni przed wy­paleniem, porządkuje chaos, uspokaja ciało i przywraca balans – jedną z klu­czowych kompetencji współczesności.

A jednak… wiele firm wciąż nie ma na to budżetu

W Anglii realne wsparcie mentalne jest już standardem BHP. Firmy są zobowią­zane prawem, aby dbać o dobrostan pracowników, w tym o ich zdrowie psy­chiczne. Tymczasem w Polsce i wielu krajach Europy Środkowej często nadal udaje się „wsparcie mentalne”, kupując e-learning, PDF-y czy automatyczne kwestionariusze. To nie jest troska. To nie jest profilaktyka. To zaledwie iluzja. A człowiek potrzebuje człowieka.

Somatyka sukcesu – gdy ciało mówi zamiast Ciebie

Mężczyzna, który nie mówi, śpi z na­piętą szczęką, budzi się zmęczony, czuje ucisk w klatce i ma podwyższo­ne ciśnienie. Lekarz powie: „proszę się mniej stresować”. Ale jak, jeśli całe ży­cie słyszał „nie przesadzaj”? Somatyka sukcesu stała się epidemią – zawały, wypalenie, uzależnienia od pracy, ekra­nów, a nawet siłowni. Rozmowa na­prawdę odciąża serce. Przywraca rytm, oddech i tlen.

Dlaczego mężczyźni przychodzą prywatnie?

Bo chcą być naprawdę zauważeni. Chcą rozmowy, w której ktoś widzi, słyszy i rozumie nie tylko słowa, ale także to, czego jeszcze nie potrafią na­zwać. Chcą kontaktu z człowiekiem, nie z systemem. Chcą wsparcia, które nie jest zdigitalizowane. Chcą anonimo­wości, bezpieczeństwa i autentycznej obecności.

Moja praca opiera się na tym, co najstarsze i najbardziej skuteczne: uważnej rozmowie, refleksji, mądrości i obecności, człowieku „tu i teraz”.

Terapia online jest skuteczna i dla wielu moich klientów równie war­tościowa, jak praca na żywo, ale są osoby, które potrzebują przestrze­ni fizycznej, ruchu, natury i realnej obecności. Dlatego moja praktyka jest niestandardowa. Tworzę przestrzeń, która oddycha: sesje Walk & Talk nad morzem w Liverpoolu, Therapy in Na­ture w górach i nad jeziorami, Elite Mentoring dla liderów pracujących na styku emocji i biznesu, On-site Sup­port w kraju klienta, a także sesje dźwiękoterapii z użyciem gongów i mis tybetańskich, hipnoterapii i medytacji to nowoczesne i niezwykle skuteczne metody regulacji układu nerwowego, które przywracają wewnętrzny balans i pomagają ciału wyjść ze stanu chro­nicznego napięcia.

To nie jest standard. To styl życia. To przyszłość psychoterapii, łącząca mądrość starożytnych myślicieli z no­woczesną wiedzą o człowieku. Praca z organizacjami w Anglii nauczyła mnie, co działa naprawdę, a co ju ż nie działa. Ludzie są zmęczeni systemami, które ich nie widzą. Szukają wsparcia, które jest ludzkie, obecne i autentyczne.

Jeśli choć jeden akapit poruszył w Tobie jakąś strunę, Twój proces już się zaczął. W Elite Mentoring pracuję z mężczy­znami, liderami i przedsiębiorcami, którzy niosą ciężar dwóch światów i są gotowi go wreszcie odłożyć.

Napisz do mnie. Zacznijmy rozmowę, która zmieni sposób, w jaki żyjesz, pra­cujesz i kochasz. Odwaga zaczyna się w chwili, gdy postanawiasz usłyszeć własny głos.

www.elitementoring.co.uk

„Człowiek, który milczy o sobie, niesie ciężar dwóch światów: tego, który przeżywa, i tego, którego nie wypowiada.” (helleńskie przysłowie)

KATARZYNA GAJOWY

Terapeutka i psychoterapeutka poznawczo-behawioralna. Ukończyła 5-letnią edukację w kierunku Personal Centered (terapia skoncentrowana na osobie) i terapia poznawczo-behawioralna w Education Centre Rasa in Liverpool z rejestracją w BACP w Anglii. Pracuje jako terapeuta i mentor mentalny w Anglii.