Zostań członkiem

Otrzymuj najlepsze oferty i aktualizacje dotyczące Magazynu LBQ.

― Reklama ―

spot_img

Sama transformacja energetyczna nie wystarczy. Bez ochrony przyrody nie uda się ograniczyć skutków zmiany klimatu

Rosnące inwestycje w odnawialne źródła energii to jeden z najważniejszych elementów globalnej odpowiedzi na kryzys klimatyczny. Naukowcy zwracają jednak uwagę, że równie istotne staje się wzmacnianie naturalnych...
Strona głównaRozmaitościRozwój osobistyMasz firmę? A może to firma ma Ciebie? Dlaczego przedsiębiorcy wpadają w...

Masz firmę? A może to firma ma Ciebie? Dlaczego przedsiębiorcy wpadają w pułapkę swoich oczekiwań?

Jest piątek, 21:30. Tomek parkuje pod domem, gasi silnik, ale nie wysiada. Siedzi w ciemnym aucie i od dwudziestu minut bezmyślnie scrolluje.  W firmie wszystko teoretycznie spina się w Excelu. Zespół rośnie, zyski są na plusie. A jednak Tomek ma zaciśniętą szczękę, płytki oddech i czuje, że jeśli zaraz odbierze jeszcze jeden telefon z „drobnym problemem operacyjnym”, to po prostu wybuchnie.

Kiedyś rozwiązywał kryzysy przy porannej kawie. Dzisiaj byle potknięcie pracownika traktuje jak osobisty atak. Zbudował firmę, która miała mu dać wolność, pozycję i pieniądze, a obudził się jako najlepiej opłacany zakładnik własnego biznesu. Sukces, który wypracował, smakuje jak popiół, a on sam jedzie wyłącznie na oparach stresu i wkurwienia.

Rodzina mówi: „Weź urlop, odpocznij”. Zespół schodzi mu z drogi. A Tomek myśli sobie – wy serio myślicie, że na Bali odpocznę? Przecież tak wiele zależy ode mnie. Jeszcze tylko rok czy dwa – to klasyczna iluzja budowana w głowach wielu moich klientów.

Anatomia zderzenia: Kiedy mapa mija się z terytorium

To, co dzieje się teraz w głowie Tomka, to klasyczny błąd w oprogramowaniu, z którym mierzy się większość decydentów. Z perspektywy psychologii stresu i działania mózgu pod presją widać tu bardzo konkretny mechanizm: rozjazd między mapą a terytorium, czyli między tym, jak według lidera firma powinna działać, a tym, jak działa naprawdę.

W jego głowie istnieje mapa: „firma w tym punkcie miała już działać sama”, „ludzie powinni być samodzielni”, „miałem mieć czas na strategię i dla rodziny”. Tymczasem terytorium (rzeczywistość) wygląda inaczej: chaos, gaszenie pożarów, ciągła presja i pracownicy pytający o każdą pierdołę.

Kiedy nie wiesz jak z tym pracować, nie masz narzędzi mentalnych i nie utylizujesz tego napięcia, prosisz się kryzys.

Kryzys, w którym wszystko co dotychczas było łatwe, staje się trudne. W którym wydaje się nie być wyjścia bo stoi się 20 cm od ściany i  z tej perspektywy niewiele widać. W którym przez emocje które przeżywasz doświadczasz jakby odcięcia od części logicznej.

Odpala się biologiczny mechanizm obronny. Tryb „walcz albo uciekaj”. Zamiast zarządzać kryzysem i podejmować chłodne decyzje w oparciu o to, jak jest, Tomek spala resztki decyzyjnej energii na walkę z tym, jak powinno być. Frustracja rośnie, sprawność decyzyjna spada, o wewnętrznym spokoju i optymizmie już dawno można zapomnieć.

Motywacja i „dam sobie radę” tu nie zadziałają

Kiedy układ nerwowy utknie w trybie awaryjnym, nie potrzebujesz motywacyjnych haseł o wychodzeniu ze strefy komfortu. Ty już dawno z niej wyszedłeś i stoisz w samym środku pożaru. Nie potrzebujesz też miesięcy na kozetce, by analizować swoje dzieciństwo. Jako przedsiębiorca potrzebujesz twardego resetu i konkretnych narzędzi mentalnych, żeby odzyskać sterowność.

Dobra wiadomość jest taka, że da się do zrobić, często dość szybko. Zła dla wielu mężczyzn jest taka, że nie uda się samemu.

Ten męski paradygmat, że trzeba dawać radę bez proszenia o pomoc to przyczyna wielu tragicznych w skutkach porażek.

Bo jeśli stoisz 20 cm od ściany twarzą do niej, czy jesteś w stanie dostrzec drzwi, które są 2 metry od Ciebie? Raczej nie. Potrzebujesz kogoś, kto Ci je pokaże.

Inaczej działasz jak mucha, która uparcie uderza w szybę mimo, że obok jest otwarte drugie okno.

Jak odzyskać sterowność?

Pierwszy krok nie polega na tym, żeby rzucić firmę, wyjechać w Bieszczady albo z dnia na dzień stać się spokojnym zen-przedsiębiorcą. To tak nie działa. Firma nadal będzie generować problemy. Ludzie nadal będą popełniać błędy. Klienci nadal będą zmieniać zdanie. Rzeczywistość nadal będzie miała irytujący zwyczaj niespełniania naszych oczekiwań.

Pytanie brzmi: czy będziesz dalej reagował na tę rzeczywistość z poziomu napięcia, czy zaczniesz ją w końcu widzieć taką, jaka jest? Bo od akceptacji tego co jest zaczyna się zmiana, bo właśnie tu zaczyna się odzyskiwanie kontroli.

Nie od motywacji.
Nie od kolejnego planera.
Nie od hasła „muszę bardziej się postarać”.

Tylko od zatrzymania automatu. Znajdź kogoś, kto na zimnej głowie, bez zaangażowania w Twoją Firmę spojrzy na to co robisz z innej perspektywy. Kto być może stojąc za Tobą zobaczy więcej, bo Przedsiębiorca w kryzysie bardzo często nie przegrywa z faktami. Przegrywa z interpretacją faktów. Pracownik zadaje pytanie, a głowa dopowiada: „oni są niesamodzielni”. Klient zgłasza problem, a głowa dopowiada: „znowu wszystko na mnie”. Projekt się opóźnia, a głowa dopowiada: „ta firma beze mnie nie istnieje”.

I w tym momencie lider nie reaguje już na sytuację. Reaguje na własną historię o tej sytuacji.

Dlatego pierwszym ćwiczeniem, które warto zrobić, jest brutalnie proste rozdzielenie:

Co jest faktem?
Co jest moją interpretacją?
Na co mam realny wpływ?
Co próbuję kontrolować, mimo że nie mam nad tym kontroli?
Jaki najmniejszy rozsądny ruch mogę wykonać teraz?

To nie brzmi spektakularnie. Nie nadaje się na motywacyjny plakat. Ale działa, bo przywraca kontakt z rzeczywistością. A lider, który traci kontakt z rzeczywistością, zaczyna zarządzać nie firmą, tylko własnym napięciem.

Elastyczna głowa to nie miękka głowa

Wielu przedsiębiorców myli elastyczność ze słabością. Wydaje im się, że jeśli odpuszczą kontrolę, to firma się rozsypie. Jeśli przyznają, że potrzebują pomocy, stracą autorytet. Jeśli pokażą, że nie mają już siły, ktoś wykorzysta ich słabość.

To błąd.

Elastyczność nie oznacza braku wymagań. Oznacza zdolność do zmiany strategii, kiedy stara strategia przestała działać.

Sztywna głowa mówi:
„Tak miało być, więc będę cisnął mocniej”.

Elastyczna głowa pyta:
„Co rzeczywiście się dzieje i jaka reakcja będzie teraz najbardziej skuteczna?”.

To ogromna różnica. Pierwsza postawa przepala energię. Druga odzyskuje sterowność.

Czasem trzeba postawić ostrzejszą granicę. Czasem trzeba oddelegować coś, czego od dawna nie powinno się trzymać w swoich rękach. Czasem trzeba odbyć trudną rozmowę z pracownikiem. Czasem trzeba przyznać, że model działania, który doprowadził firmę do obecnego poziomu, nie nadaje się do kolejnego etapu.

Bo bardzo często największym problemem przedsiębiorcy nie jest to, że nie potrafi działać. Problemem jest to, że dalej działa metodą, która kiedyś go uratowała, a dziś go niszczy.

Firma nie może być właścicielem Twojego układu nerwowego

Każdy biznes ma momenty napięcia. To normalne. Problem zaczyna się wtedy, kiedy firma uzyskuje stały dostęp do Twojej głowy, ciała, oddechu, snu, relacji i poczucia wartości.

Wtedy nie prowadzisz już firmy. Wtedy firma prowadzi Ciebie.

I nie chodzi o to, żeby udawać, że przedsiębiorczość może być lekka, łatwa i zawsze przyjemna. Nie może. Prowadzenie firmy wymaga odporności, decyzyjności i gotowości do mierzenia się z niepewnością.

Ale odporność psychiczna nie polega na tym, że coraz dłużej wytrzymujesz w przeciążeniu. To tylko elegancka nazwa na powolne spalanie bezpieczników.

Prawdziwa odporność zaczyna się wtedy, kiedy potrafisz zauważyć, że system wchodzi w tryb awaryjny, zanim zaczniesz krzyczeć, kontrolować, uciekać, zamykać się albo podejmować decyzje z poziomu wkurwienia.

To moment, w którym zamiast pytać:
„Jak mam to wszystko jeszcze bardziej docisnąć?”
zaczynasz pytać:
„Co trzeba zmienić w systemie, żeby nie musieć tego codziennie przepychać siłą?”.

Najtrudniejsze pytanie przedsiębiorcy

Być może najważniejsze pytanie nie brzmi: „Jak rozwinąć firmę?”.

Być może brzmi:

Czy sposób, w jaki prowadzę firmę, pozwala mi jeszcze żyć?

Bo jeśli odpowiedź brzmi „nie”, to nie jest drobny problem organizacyjny. To sygnał ostrzegawczy.

Możesz mieć świetne wyniki, rosnący zespół i zyski na plusie, a jednocześnie budować system, który po cichu zabiera Ci zdrowie, relacje, spokój i zdolność jasnego myślenia. Excel może się zgadzać, a człowiek może się rozpadać.

I właśnie dlatego warto czasem zatrzymać się wcześniej. Nie wtedy, kiedy ciało odmówi posłuszeństwa. Nie wtedy, kiedy relacje będą już tylko formalnością. Nie wtedy, kiedy firma urośnie do rozmiaru klatki. I nie wtedy, kiedy reset będzie oznaczał topienie smutku w alkoholu.

Wcześniej.

W momencie, w którym jeszcze można przestać walić głową w szybę i zobaczyć, że dwa metry obok naprawdę jest otwarte okno.

Bo firma miała być narzędziem do świetnego życia.
Nie dowodem na to, ile jesteś w stanie znieść.

Jeśli czujesz, że Twój system operacyjny jest pełny i za chwilę chłodzenie procesora przestanie działać… i szukasz kogoś, kto z boku, na chłodno pomoże Ci odzyskać sterowność – napisz do mnie. Robię to na co dzień.

Mateusz Brol – mąż, ojciec i przedsiębiorca. Psycholog kliniczny, trener mentalny i biznesu. Zna życie bez znieczulenia – zaliczył bankructwo i wygrał walkę z uzależnieniem, dlatego w swojej pracy omija tani coaching na rzecz twardych faktów. Jest twórcą męskich kręgów. Na co dzień pomaga mężczyznom zdiagnozować, co w ich życiu „nie działa”, uczy jak budować żelazną odporność psychiczną i prawdziwy dobrostan. A przy okazji… pomaga zrozumieć, jak myślą kobiety.

kontakt@mateuszbrol.pl