W biznesie wciąż pokutuje mit kobiety-terminatora. Niezależnie czy rządzisz w korporacji, czy ciągniesz na własnych barkach jednoosobową działalność gospodarczą (JDG) i robisz w niej wszystko od A do Z – zasady są te same. Zakładasz maskę twardzielki, na zewnątrz gasisz pożary z uśmiechem, a o 17:00… ukradkiem otwierasz laptopa we własnym salonie. Zżera cię stres.
Kiedyś mocno w to wierzyłam. Dziś, wchodząc w rolę Zewnętrznego Powiernika i Mentalnego Sparring Partnera dla kobiet, widzę to z innej strony. Widzę ukryte za sukcesem potężne, przerażające zmęczenie.
Zaczynałam z pułapu 680 złotych renty, wychodząc z rodziny zastępczej w wieku 18 lat. Nie miałam siatki bezpieczeństwa. Studiowałam dziennie, a wieczorami pracowałam w cukierni. Studiowałam dietetykę na której przytyłam ..chyba to nie była i nie jest moja przyszłość.
Potem były degustacje chleba – (no właśnie i jak tu schudnąć) w Biedronce o bardzo dźwięcznych nazwach „Bambo” i „Leo”. Chodząc po sklepie krzycząc Bambo Leo nie udało mi się zrobić dużej kariery. Zaliczyłam klasyczną szkołę życia na samym dole drabiny: sprzedawałam garnitury na rynku, byłam barmanką, kelnerką, rozdawałam ulotki. Potem punkt kredytowy w Opolu, stamtąd trafiłam do branży elektro, uczyłam się biznesu na żywym organizmie i budowałam zespoły, polegając na instynkcie do ludzi, awansowałam z doradcy po kierownika punktu obsługi klienta następnie na kierownika sklepu. Wtedy wydawało mi się, że jeśli będę twarda, nic mnie nie złamie. Ale życie lubi weryfikować naszą twardość.
Po 10 latach związku rozstałam się z partnerem. Zostawiłam mu dom i wyszłam, by budować swoje życie od nowa. Nowy kredyt hipoteczny, remont na własnej głowie, a to wszystko w czasie, gdy na pełnych obrotach dowodziłam zespołami. Byłam jak czołg. Ostatecznie awansowałam na Partnera ds. Sprzedaży w znanej firmie spożywczej Dostałam wszystko to, do czego dążymy: prestiż, świetne pieniądze, służbowe auto.
To, co przyszło w pakiecie, to ekstremalne przeciążenie. Nikt ci nie mówi, ile to kosztuje. Zobaczyłam, że jestem w trybie ciągłego czuwania, pod telefonem 24/7. Zrozumiałam wtedy, że żadne pieniądze nie są warte permanentnego stresu i udawania niezniszczalnej maszyny. Ze świadomością tego, co robię, odrzuciłam „złote kajdanki” i zeszłam ze stanowiska. Krok w tył? Dla mnie to było odzyskanie wolnej przestrzeni i tlenu. Znam grę zwaną biznesem z własnego doświadczenia, ale zeszłam z bieżni na swoich warunkach.
Dzisiaj dostrzegam to samo u wielu wykończonych kobiet. Szefowa na etacie czuje, że zespół widzi w niej drogowskaz i człowieka od rozwiązywania wszystkich problemów. Kobieta na JDG czuje, że klienci traktują ją jak całodobową maszynkę do wyrabiania terminów na wczoraj. Rodzina? Często to rola bankomatu. Jesteśmy dramatycznie samotne na tych szczytach, małych czy dużych.
Dlatego teraz weszłam w rolę Zewnętrznego Powiernika. Te kobiety nie potrzebują dzisiaj klasycznego „coachingu” i oceniania wskaźników zysku. One potrzebują kogoś z zewnątrz. Człowieka, przy którym mogą w końcu zrzucić maskę, usiąść w wyciągniętym dresie, przekląć i po prostu wygadać się komuś, kto autentycznie to rozumie bez oceniania. Na własnym przykładzie udowadniam dzisiaj dziewczynom w biznesie, że napinanie struny w nieskończoność prowadzi donikąd. Uczę je, jak stanowczo odciąć ten „syndrom otwartego laptopa” o godzinie 17:00, nie tracąc przy tym twardego stąpania po ziemi, ale odzyskując wreszcie własne życie.
Oto 3 zasady, od których radzę moim klientkom zacząć proces odzyskiwania siebie:
- Zdefiniuj swój twardy „Punkt Odcięcia”. Biznes wciąga jak odkurzacz, jeśli nie postawisz mu granicy. Wybierz konkretną godzinę (np. 17:00) i potraktuj ją jak świętość. Po tej godzinie laptop zostaje zamknięty. Na początku będziesz czuła potworne wyrzuty sumienia – to objaw odstawienia. Przetrwaj to. Świat się nie zawali. Pamiętaj aby zakomunikować zmianę – bez obaw , uwierz to buduje autorytet i daje Ci „tzw. czyste sumienie”
- Przestań być całodobowym strażakiem. Deleguj nie tylko zadania, ale i odpowiedzialność. Jeśli zespół uważa, że tylko Ty potrafisz podjąć decyzję w drobnej sprawie, to znak, że mogłaś wychować ludzi niesamodzielnych. Pozwól im popełniać błędy. Nie musisz gasić każdego pożaru osobiście.
- Znajdź swojego Zewnętrznego Powiernika. Nie zrzucaj swoich biznesowych stresów na męża, przyjaciółki czy, co gorsza, na zespół. Znajdź kogoś z zewnątrz biznesu, kto zna realia pracy na wysokich obrotach i przy kim będziesz mogła w 100% zrzucić maskę. Kogoś, kto potrząśnie Tobą, gdy znów zaczniesz biec w stronę ściany, i pomoże Ci bezpiecznie wcisnąć przycisk „OFF”.

Iza Jończyk (Pani Perspektywa) – Zewnętrzny Powiernik dla zmęczonych szefowych i liderek. Kiedyś sama działała jak korporacyjny czołg, pracując na najwyższych obrotach i wracając do domu z głową pełną nieswoich pożarów. Dziś uczy kobiety z korporacji i JDG, jak wyrzucić do kosza mit „niezniszczalnej szefowej”. Pomaga zrzucić maskę, odcinać służbowego laptopa w domu zanim zrobi to za nas nasze własne zdrowie.


