Brak decyzji w biznesie rzadko jest neutralny. Najczęściej ma swoją cenę i to znacznie wyższą, niż wielu przedsiębiorców zakłada. O ile inwestycje, rozwój czy sprzedaż są naturalnym elementem prowadzenia firmy, o tyle temat zabezpieczenia finansowego wciąż bywa odkładany „na później”. Do momentu, gdy to „później” zamienia się w bardzo konkretny koszt. Bo prawda jest prosta: firma może przetrwać spadek sprzedaży, trudny miesiąc czy gorszy kwartał. Znacznie trudniej przetrwać sytuację, w której przychód znika z dnia na dzień, a zobowiązania zostają. Jeszcze trudniej, gdy problem dotyczy samego właściciela, od którego zależy całe funkcjonowanie biznesu.
Czy brak ubezpieczenia to realne ryzyko, czy tylko teoretyczny scenariusz? Ile tak naprawdę kosztuje odkładanie tej decyzji i dlaczego wielu przedsiębiorców uświadamia sobie swój błąd dopiero w kryzysie? O tym, ile kosztuje brak zabezpieczenia i dlaczego w biznesie najdroższe są decyzje, których nie podejmujemy wcale rozmawiam z Teresą Wojaczek, ekspertką od ubezpieczeń i właścicielką agencji, która na co dzień widzi, jak wygląda zderzenie teorii z rzeczywistością.
Ilona Adamska: W jakich sytuacjach przedsiębiorcy najczęściej uświadamiają sobie, że brak ubezpieczenia był kosztownym błędem?
Teresa Wojaczek: Najczęściej dopiero wtedy, gdy wydarzy się coś, co realnie zatrzymuje ich biznes. To może być zalanie lokalu, pożar czy awaria sprzętu, ale z mojego doświadczenia wynika, że równie często są to mniej spektakularne sytuacje: przestój w działalności, nagła utrata przychodu albo roszczenie klienta wynikające z błędu. W takich momentach przedsiębiorca widzi bardzo wyraźnie, że firma nie zarabia, a koszty nie znikają. Trzeba zapłacić pracownikom, ZUS-owi, kontrahentom. I wtedy okazuje się, że brak ubezpieczenia nie był oszczędnością, tylko odłożonym w czasie kosztem, który właśnie wraca często w najmniej odpowiednim momencie.
Czy z Pani doświadczenia wynika, że przedsiębiorcy w Polsce traktują ubezpieczenia jako element strategii biznesowej czy raczej jako niepotrzebny koszt?
Przez wiele lat zdecydowanie dominowało podejście, że ubezpieczenie to koszt coś, co nie generuje przychodu, więc łatwo to przesunąć na później. Przedsiębiorcy koncentrują się na inwestycjach, rozwoju, bieżących zobowiązaniach i to jest zrozumiałe. Problem w tym, że w tym myśleniu często brakuje miejsca na ciągłość działania firmy. Natomiast na szczęście widzę wyraźną zmianę. Coraz więcej przedsiębiorców zaczyna traktować ubezpieczenia jako element strategii i świadomego zarządzania ryzykiem. Szczególnie po doświadczeniach ostatnich lat pandemii, niepewności gospodarczej rośnie świadomość, że stabilność firmy to nie przypadek, tylko efekt decyzji podjętych wcześniej.
Jakie sytuacje w firmach najczęściej pokazują, że brak zabezpieczenia finansowego może zagrozić dalszemu funkcjonowaniu biznesu?
Najbardziej niebezpieczne są sytuacje, które powodują przerwę w działaniu firmy. Wiele osób myśli o dużych katastrofach, a tymczasem często wystarczy miesiąc bez możliwości pracy, by pojawił się poważny problem z płynnością. Do tego dochodzą sytuacje związane z odpowiedzialnością wobec klientów błędy, niedopatrzenia, szkody, które trzeba pokryć z własnych środków. W małych firmach bardzo dużym ryzykiem jest też uzależnienie działalności od jednej osoby, czyli właściciela. Jeśli on nie może pracować, biznes w praktyce staje. To są realne, codzienne scenariusze, które pokazują, jak kruche potrafi być funkcjonowanie firmy bez zabezpieczenia.
Czy są branże, które szczególnie często bagatelizują ryzyko i rezygnują z ubezpieczeń?
Najczęściej są to małe firmy, jednoosobowe działalności gospodarcze oraz branże usługowe. Tam bardzo często pojawia się przekonanie, że skoro nie ma dużego majątku, magazynów czy produkcji, to ryzyko jest niewielkie. Tymczasem ono po prostu ma inny charakter dotyczy odpowiedzialności wobec klientów, błędów w pracy czy przerwy w świadczeniu usług. Paradoks polega na tym, że to właśnie te firmy mają najmniejszą poduszkę finansową i najmniej przestrzeni na pomyłkę. Jeden poważniejszy problem może zachwiać ich stabilnością dużo szybciej niż w dużej organizacji.
Z czego wynika odkładanie decyzji o ubezpieczeniu firmy? Czy to częściej brak wiedzy, nadmierny optymizm czy przekonanie, że problem mnie nie dotyczy?
To jest mieszanka kilku czynników. Z jednej strony brak wiedzy wielu przedsiębiorców po prostu nie wie, jakie rozwiązania są dostępne i jak je dopasować do swojej sytuacji. Z drugiej strony działa naturalny optymizm: skoro do tej pory nic się nie wydarzyło, to pewnie tak będzie dalej. Jest też trzeci element, bardzo ludzki unikanie trudnych tematów. Nie chcemy myśleć o chorobie, wypadku czy poważnych problemach w firmie, więc odkładamy decyzję. To nie wynika z braku odpowiedzialności, tylko z mechanizmu, który ma nas chronić przed stresem. Niestety w biznesie takie odkładanie często okazuje się bardzo kosztowne.
Czy może Pani przywołać przykład sytuacji, w której decyzja o ubezpieczeniu uratowała firmę przed poważnymi konsekwencjami finansowymi?
Pamiętam przedsiębiorczynię prowadzącą niewielką firmę usługową, w której kluczową rolę odgrywała praca jej rąk. W wyniku wypadku na kilka miesięcy całkowicie wypadła z działania. W normalnej sytuacji oznaczałoby to brak przychodów przy jednoczesnym utrzymaniu kosztów. Dzięki dobrze dobranemu zabezpieczeniu miała jednak środki na pokrycie bieżących zobowiązań i utrzymanie firmy w tym czasie. To nie rozwiązało jej problemu zdrowotnego, ale dało jej czas i spokój, żeby wrócić do pracy bez presji zamykania działalności. W praktyce to właśnie ta decyzja podjęta wcześniej pozwoliła firmie przetrwać.
Jakie zdarzenia są dziś największym zagrożeniem dla przedsiębiorców? Czy są to pożary, wypadki, błędy pracowników, cyberataki czy może inne sytuacje?
Dziś największym zagrożeniem są przede wszystkim przerwy w działalności – niezależnie od tego, co je powoduje. Może to być awaria, problem organizacyjny, brak możliwości świadczenia usług czy sytuacja zdrowotna właściciela. Bardzo istotnym obszarem jest też odpowiedzialność cywilna, czyli szkody wyrządzone klientom. Coraz większego znaczenia nabierają, szczególnie w biznesach online, cyberzagrożenia, w tym wycieki danych. Utrata lub ujawnienie danych klientów to nie tylko problem technologiczny, ale też realne konsekwencje finansowe i wizerunkowe. W wielu przypadkach to właśnie takie sytuacje okazują się najbardziej dotkliwe.
W jaki sposób brak ubezpieczenia może wpłynąć nie tylko na finanse firmy, ale także na jej reputację oraz relacje z klientami i kontrahentami?
Brak zabezpieczenia bardzo szybko wychodzi poza sferę finansów. Jeśli firma nie jest w stanie wywiązać się ze swoich zobowiązań, pojawiają się opóźnienia, niedotrzymane umowy, brak rekompensaty dla klienta. A klient najczęściej nie analizuje przyczyn on po prostu traci zaufanie. Wybiera kogoś, kto daje mu poczucie bezpieczeństwa i przewidywalności. Podobnie reagują kontrahenci. W efekcie jedna trudna sytuacja może przełożyć się nie tylko na straty finansowe, ale też na utratę relacji, które buduje się latami.
Czy przedsiębiorcy częściej myślą o ubezpieczeniu majątku firmy niż o zabezpieczeniu siebie jako właściciela biznesu?
Zdecydowanie częściej chronią to, co materialne – sprzęt, lokal, samochody. To jest bardziej namacalne i łatwiejsze do wyobrażenia. Nierzadko jest to powiązane z zaciągniętym kredytem czy pobraną dotacją, które wymagają ubezpieczenia mienia. Natomiast znacznie rzadziej myślą o zabezpieczeniu siebie, czyli swojej zdolności do pracy i generowania dochodu. A w wielu przypadkach to właśnie właściciel jest najważniejszym elementem całego biznesu. Bez niego firma często nie jest w stanie funkcjonować. Można powiedzieć, że łatwiej ubezpieczyć komputer niż własną rolę w firmie, choć to ta druga jest kluczowa.
Co dzieje się z firmą, gdy jej właściciel nagle nie może pracować na przykład z powodu choroby lub wypadku?
W małych i średnich firmach bardzo szybko pojawia się efekt domina. Nie ma kto podjąć decyzji, więc przychody spadają, a koszty pozostają na tym samym poziomie. Firma nie ma trybu pauzy – zobowiązania trzeba regulować niezależnie od sytuacji właściciela. Jeśli taka sytuacja trwa dłużej, pojawiają się problemy z płynnością, lojalnością pracowników czy kontrahentów, a w konsekwencji ryzyko zamknięcia działalności. To pokazuje, jak duże znaczenie ma zabezpieczenie nie tylko samego biznesu, ale też osoby, która za nim stoi.
Jakie błędy przedsiębiorcy najczęściej popełniają przy wyborze ubezpieczenia?
Najczęstszy błąd to kierowanie się wyłącznie ceną i wybór najtańszego rozwiązania. Drugim problemem jest brak dopasowania – polisa istnieje, ale nie obejmuje realnych ryzyk, z jakimi przedsiębiorca może się zmierzyć. Kolejny problem to brak aktualizacji polisy – wznawiamy bez sprawdzenia, czy ubezpieczenie pokryje ewentualne szkody, czy nie pojawiło się na rynku lepsze rozwiązanie. Najwięcej takich historii jest w przypadku polis grupowych na życie dla pracowników. Często spotykam się też z kopiowaniem rozwiązań od innych, bez analizy własnej sytuacji. Tymczasem każda firma działa inaczej i ma inne zagrożenia. Ubezpieczenie nie jest produktem uniwersalnym, tylko narzędziem, które powinno być dobrze przemyślane.
Czy można powiedzieć, że brak ubezpieczenia w praktyce oznacza przeniesienie całego ryzyka na własny majątek przedsiębiorcy?
W wielu przypadkach dokładnie tak to wygląda. Przedsiębiorca odpowiada za zobowiązania firmy często całym swoim majątkiem, szczególnie w przypadku jednoosobowej działalności. Brak ubezpieczenia oznacza, że nie ma żadnego bufora bezpieczeństwa – każda trudna sytuacja finansowa uderza bezpośrednio w niego. To ryzyko jest często niedoceniane, dopóki nie pojawi się realny problem.
Jak zmienia się podejście przedsiębiorców do zabezpieczenia biznesu po kryzysach gospodarczych lub dużych zdarzeniach losowych?
Po kryzysach zawsze widać większą refleksję i gotowość do działania. Przedsiębiorcy zaczynają zadawać pytania, analizować swoje zabezpieczenia, szukać rozwiązań. Problem polega na tym, że z czasem ta świadomość słabnie. Kiedy sytuacja się stabilizuje, wraca przekonanie, że „już będzie dobrze” i decyzje znowu są odkładane. Dlatego tak ważne jest, żeby podejść do tematu nie pod wpływem emocji, tylko jako do stałego elementu prowadzenia biznesu. Tak samo jak co jakiś czas sprawdzamy poziom kosztów czy robimy oceny okresowe pracownikom, sprawdźmy również nasze ubezpieczenia. A najlepiej zrobić to z doświadczonym doradcą, który podpowie, na co zwrócić uwagę.
Od czego przedsiębiorca powinna zacząć, jeśli chce świadomie podejść do zarządzania ryzykiem w swojej firmie?
Najlepiej zacząć od prostych, konkretnych pytań. Co się stanie, jeśli przez miesiąc nie będę mogła pracować? Co się stanie, jeśli firma przestanie generować przychód? Jakie mam zobowiązania wobec klientów i co się wydarzy, jeśli nie będę w stanie ich zrealizować? Ile wynoszą stałe koszty mojej działalności? Bez czego mogę się obejść w sytuacji kryzysowej, a kto jest moim kluczowym pracownikiem? Dopiero odpowiedzi na te pytania pokazują, gdzie są realne ryzyka. I dopiero wtedy ma sens szukanie konkretnych rozwiązań. Najpierw świadomość, potem decyzje.
Gdyby miała Pani wskazać jedną rzecz, o której przedsiębiorcy powinni pomyśleć wcześniej, zanim wydarzy się kryzys, co by to było?
Żeby pomyśleli o tym, co stanie się z firmą, jeśli oni sami przez jakiś czas nie będą mogli pracować. Czy biznes jest na to gotowy, czy wszystko zatrzyma się razem z nimi. To jest jeden z tych tematów, które najczęściej odkładamy na później. A prawda jest taka, że brak decyzji też jest decyzją i bardzo często najdroższą z możliwych.
Rozmawiała: Ilona Adamska

Teresa Wojaczek
Właścicielka agencji ubezpieczeniowej, ekspertka od ubezpieczeń na życie i w niespodziewanych sytuacjach. Przynosi pieniądze wtedy, kiedy najbardziej ich potrzebujesz. Swoje usługi kieruje przede wszystkim do solo przedsiębiorców i ich rodzin. Od 2011 roku pracuje z klientem, od 2019 roku w branży ubezpieczeń, co przekłada na indywidualne podejście i personalizację rozwiązań.
Przedsiębiorczyni, która dzieli się swoją wiedzą i doświadczeniem, ucząc inne agentki, jak prowadzić dochodowe agencje i osiągać sukces w branży.


