Zostań członkiem

Otrzymuj najlepsze oferty i aktualizacje dotyczące Magazynu LBQ.

― Reklama ―

spot_img
Strona głównaWywiadyTomasz Adam Labisch: Wieczne światło pamięci. Książki, które rodzą się w ciszy

Tomasz Adam Labisch: Wieczne światło pamięci. Książki, które rodzą się w ciszy

Nie każda książka ma prostą drogę do czytelnika. Są takie, które czekają dziesięciolecia – zamknięte w szufladach, kufrach, w pamięci rodzinnej. Tak było z rękopisem pułkownika inżyniera Jana Bieniesiewicza, żołnierza Armii Krajowej, zesłanego na Sybir. Dziś, dzięki jego synowi, Tomaszowi Labischowi, historia ta ujrzała światło dzienne. A wraz z nią – pamięć o przodkach, o sile przetrwania i słowie, którego nie dało się przemilczeć.

Opowieść zaczyna się nie w redakcji ani w księgarni, lecz w domu, w którym – jak mówi Tomasz – „książki pachną kurzem, a wspomnienia dymem z pie­ca”. W spadku po wujku Józefie Jaku­bowiczu otrzymał nie tylko rodzinne wydawnictwo „Or Tamid”, ale i coś wię­cej – moralny obowiązek. Obowiązek przywrócenia światu głosu człowieka, który przeszedł piekło Sybiru i wrócił, by świadczyć prawdę.

„Dziadek mnie usynowił i był dla mnie jak ojciec – zaczyna mój rozmówca, a w jego głosie wyczuwalna jest nuta refleksji i wzruszenia. – To jemu za­wdzięczam wychowanie, wykształcenie oraz umiejętności manualne praktycz­nie do wszystkiego. Nawet w przed­mowie do swojej książki wspomniał o mnie… ale to nie jest aż tak istotne.”

Choć przez całe życie zawodowo zwią­zany był z wojskiem, Labisch nie po­przestał na tej jednej drodze – zdobył tytuł doktora i został wydawcą. Podjął się publikacji manuskryptu swojego ojca nie z chłodnej kalkulacji, lecz z po­trzeby serca. „To był jego testament duchowy” – mówi.

Książka Bieniesiewicza to nie tylko wspomnienia z zesłania, lecz tak­że zapis myślenia o Polsce, honorze i wierze w człowieczeństwo. Tomasz opowiada o momencie, gdy pierwszy raz dotknął pożółkłych kartek – jak­by rozmawiał z przodkiem. Przyznaje, że decyzja o wydaniu książki nie była łatwa: trzeba było opracować tekst, odnaleźć kontekst historyczny, a także pogodzić emocje z odpowiedzialno­ścią za autentyczność wspomnień. „Or Tamid” znaczy w hebrajskim „wieczne światło” – i trudno o bardziej symboliczny tytuł dla wydawnictwa, które ocala pamięć. Dzięki Tomaszo­wi Labischowi słowa z Sybiru znowu świecą – nie jak płomień gniewu, lecz jak lampka pamięci…

Tomku, jak dowiedziałeś się o istnieniu rękopisu swojego ojca Jana Bieniesie­wicza? W jakich okolicznościach trafił on w twoje ręce? Czy był to przypadek, czy świadomy przekaz rodzinny?

Wiedziałem, że ojciec pisze swoje wspo­mnienia. Zaczął je spisywać w czasie Stanu Wojennego, po cichu i ukradkiem. W tamtym okresie ZOMO i UB często przeszukiwały nasz dom – wiedzie­li dokładnie, z kim mają do czynienia. Z akt, które dostali od „Wielkiego Brata” ze Związku Radzieckiego, wynikało, że ojciec przeżył przesłuchania i tortury NKWD, więc mieli świadomość, że nie jest człowiekiem, z którym łatwo się igra. Dlatego jego notatki powstawały w peł­nej konspiracji, po nocach.

Rękopis trafił do mnie po latach, jako świadomy przekaz rodzinny – coś, co miało przetrwać próbę czasu. Wiedzie­liśmy, że dla ojca te wspomnienia były czymś więcej niż tylko zapisem historii; były świadectwem, które chciał ocalić mimo ciągłego ryzyka.

Co czułeś, gdy po raz pierwszy prze­czytałeś te zapiski?

Podziw i dumę, ale też wyrozumiałość i zrozumienie dla wszystkich wymogów, jakie wtedy przede mną stawiał.

Czy wcześniej wiedziałeś, że ojciec pisał książkę, czy było to zupełne odkrycie?

Tak, wiedziałem. Nie dostałem tych zapisków wcześniej, nie czytałem ich. Ale w rodzinie widzieliśmy, że ojciec zapisuje wspomnienia.

Co zadecydowało o tym, że posta­nowiłeś opublikować książkę po tylu latach?

Głównie chciałem dotrzymać złożo­nej obietnicy. Obiecałem sobie, że kiedyś ją wydam. Dlatego po śmier­ci ojca w 2001 roku przewiozłem wszystkie oryginalne dokumenty, odznaczenia wojskowe, zdjęcia z Sy­berii, a także rękopis i maszynopis, w bezpieczne miejsce – do sejfu w naszym domu.

Czy była to bardziej powinność wo­bec rodziny, czy raczej wewnętrzna potrzeba?

Zdecydowanie wewnętrzna potrzeba. Ale też chęć wzięcia odpowiedzialno­ści za historię ojca. Przekonanie, że powinna ona ujrzeć światło dzienne.

Czy podczas pracy nad tekstem miałeś poczucie rozmowy z przodkiem?

Cały czas to odczuwam. Treść reda­gowanej książki wciąż żyje we mnie bardzo mocno.

Jakie emocje towarzyszyły Ci w tym procesie – duma, wzruszenie, może strach przed odpowiedzialnością?

Duma i wzruszenie. Nie bałem się od­powiedzialności – to dotyczy każdego człowieka. Czułem, że akurat to jest moją próbą. Trudno ująć w słowa pozostałe emocje, było ich wiele – w tym ekscytacja, współczucie dla ojca i ogromny podziw, jak wiele po­trafił przeżyć i zrozumieć.

Jakie wartości lub przesłania książki Bieniesiewicza uważasz za szczególnie aktualne dziś?

Kiedyś popularne było powiedze­nie: „ze Wschodu nigdy nawet dobry wiatr do Polski nie zawiał”. Myślę, że współcześni uważni obserwato­rzy sceny międzynarodowej mogliby dojść do podobnych wniosków także dziś.

Czy uważasz, że historia zesłańców Sybiru jest nadal niedostatecznie obecna w świadomości współczesnych Polaków?

Tak. Bo mało kto wie, dlaczego Sybiracy nie płaczą. Wiesz dlaczego? Bo zamar­zły im łzy…

Jak twoim zdaniem zareagują czytel­nicy na tę książkę – czy będzie to ra­czej spotkanie z historią, czy z ludzkim doświadczeniem cierpienia i nadziei?

Myślę, że czytelnicy otrzymają coś wię­cej niż tylko spotkanie z historią. To będzie przede wszystkim konfrontacja z ludzkim doświadczeniem – z cierpie­niem, ale i ogromną siłą, która pozwala przetrwać niewyobrażalne.

Mój wujek, Józef Jakubowicz, z którym założyłem Wydawnictwo „Or Tamid”, urodził się w Oświęcimiu i przeżył dwanaście obozów koncentracyjnych. To właśnie jego los i losy jemu podob­nych były inspiracją do stworzenia wy­dawnictwa. Od początku przyświecała nam idea publikowania wielojęzycz­nych zbiorów relacji i świadectw osób, które przeżyły Shoah (Holocaust). Je­stem pewien, że fakt, iż wprowadzam w życie jego ideę poprzez wydanie książki osoby nam obu bliskiej i zwią­zanej z nami więzami krwi, ucieszyłby go podwójnie. W ten sposób oddaję hołd im obu.

Wierzę, że historia jednej osoby może być tak bogata w doświadczenia, dra­maty, zmagania i momenty nadziei, że wystarcza na całą książkę. Dziś mam zebrany materiał – relacje świadków i ocalałych – który mógłby posłu­żyć do zredagowania kilkudziesięciu podobnych książek. Każda z nich to osobny świat i osobna prawda, a czy­telnik, obcując z nimi, spotyka nie tylko historię, ale przede wszystkim człowieka.

Rozumiem, że kontynuacja rodzinnego dziedzictwa ma dla Ciebie szczególne znaczenie?

Tak, ogromne. Jedna z książek mojego wuja – „Oświęcim też jest miastem” (oryg. Auschwitz ist auch eine Stadt) autorstwa J. Jakubowicza – została w Bawarii uznana za lekturę obowiąz­kową. Ministerstwo Edukacji zamówiło pięć tysięcy egzemplarzy, które trafiły do szkolnych bibliotek. Mam nadzieję, że moje przyszłe publikacje również staną się ważnym źródłem wiedzy historycznej.

Nazwa „Or Tamid” – „wieczne światło” – to bardzo mocny symbol. Czy widzisz w nim metaforę swojej misji?

Tak, zdecydowanie. Nad nazwą długo zastanawiałem się razem z wujem. Obaj czuliśmy, że musi być związana z naszą tradycją i religią. Ner Tamid – czyli „wieczne światło” – to lampa, która stale płonie w synagodze przed Aron ha-Kodesz, symbolizując wieczną obecność Boga i świętość pięcioksię­gu. Wywodzi się z instrukcji dotyczą­cych Przybytku Mojżeszowego, gdzie światło nie miało nigdy zgasnąć. Ten symbol bardzo celnie oddaje to, co chcę kontynuować.

Planujesz kolejne publikacje związane z historią rodziny lub podobne inicja­tywy pamięci?

Tak. Mam już przygotowane tłumacze­nia książki mojego wuja na język polski, hebrajski i rosyjski, aby poszerzyć grono czytelników. Wersje niemieckojęzyczna i angielskojęzyczna są już w sprzedaży. Wkrótce dołączą do nich kolejne publi­kacje – choć na razie jest za wcześnie, by zdradzać szczegóły. Mogę tylko po­wiedzieć, że będą to książki opisujące diamentowo-dukatowe szlaki przemyt­nicze, kontrolowane przez służby, któ­re na pozór były wobec siebie wrogie, a mimo to współpracowały, osiągając miliardowe zyski pozabudżetowe. Całe te operacje były zabezpieczane przez służby specjalne. Zapowiadają się na­prawdę fascynujące tytuły, takie jak „Po drugiej stronie”, „Nodik (Kidon)”, „W Królestwie Kodów” itd.

Co chciałbyś, żeby czytelnicy wynie­śli z tej książki – wiedzę, wzruszenie, refleksję?

Przede wszystkim wiedzę. Jest ona kluczowa. Obserwując to, co dzieje się dziś tak blisko nas, mamy obo­wiązek przypominać społeczeństwu fakty z niedalekiej przeszłości, by wyostrzać czujność na zagrożenia, które – jak to zwykle bywa – mogą zapukać do naszych drzwi w sposób podstępny.

Warto pamiętać choćby o wydarze­niach z 27 i 28 marca 1945 roku, gdy NKWD aresztowało piętnastu przy­wódców Polskiego Państwa Podziem­nego. Zostali podstępnie przewiezieni do Moskwy i osadzeni na Łubiance. Wcześniej zaproszono ich na rozmo­wy, gwarantując pełne bezpieczeń­stwo – zapewnienia te padały z ust wysokich oficerów Armii Czerwonej. Jedna z deklaracji kończyła się słowa­mi: „Ja ze swej strony, jako oficer Armii Czerwonej, któremu powierzono tak ważną misję, całkowicie gwarantuję ci słowem oficera, że dopóki jesteś pod moją opieką, jesteś całkowicie bezpieczny.”

Historia pokazała, jak fałszywe były te obietnice. Dlatego tak ważne jest, abyśmy znali przeszłość – dzięki temu łatwiej zrozumiemy teraźniejszość i ochronimy przyszłość.

Całkowicie się z Tobą zgadzam. Hi­storia niestety lubi się powtarzać, dlatego warto ją znać, by nie powie­lać dawnych błędów. Książka płk. Jana Bieniesiewicza „Gdzie zamarzł czas” jest niewątpliwie pozycją, z któ­rą warto się zapoznać – zwłaszcza w tych zwariowanych czasach, gdy wciąż jesteśmy niepokojeni infor­macjami o konflikcie rosyjsko-ukra­ińskim i terroryzowani perspektywą rozlania się rosyjskiej agresji również na nasze ziemie.

Bardzo dziękuję Ci za rozmowę i w Two­im imieniu zapraszam do sięgnięcia po tę lekturę.

Z płk. dr. Tomaszem Adamem Labi­schem rozmawiał Marcin Bąk

Tomasz Adam Labisch

Naukowiec, analityk i były operator wojenny, łączący doświadczenie operacyjne z refleksją strategiczną i badawczą. Specjalizuje się w analizie bezpieczeństwa, procesów decyzyjnych oraz mechanizmów wpływu informacyjnego. Jego praktyka obejmuje zarówno działania w strukturach międzynarodowych, jak i pracę w środowiskach wysokiego ryzyka.

Jako przedsiębiorca rozwija projekty na styku edukacji, nowych technologii i komunikacji strategicznej. Jest właścicielem wydawnictwa Ortamid.com, w ramach którego publikuje i wspiera ambitne projekty literackie oraz eksperckie. W swojej działalności konsekwentnie łączy doświadczenie operacyjne z podejściem naukowym i odpowiedzialnością społeczną.

Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.