Renata Kuryłowicz: Jak przełamałam tabu i stworzyłam intrygującą koncepcję na biznes w branży rozrywkowej?

Historia sztuki, wydawanie książek i stworzenie pierwszego polskiego domu burleski, a zarazem autorskiego cocktail baru? Gdzie leży punkt wspólny? To zaangażowanie i szybka reakcja na nowe okoliczności, a przede wszystkim historia życiowa, która popychała do zmian i do szukania niecodziennych rozwiązań. Wychodzenie z kryzysów dodawało przysłowiowych skrzydeł.

 

 

W marcu 2014 roku dramat rodzinny, śmierć męża, wywrócił do góry nogami wszystko, całe moje życie prywatne i zawodowe. Zapewne wspominam o tym zbyt często, ale mnie samą zaskakuje zwrot akcji, jaki dokonał się w jednej chwili.

Trzy lata porządkowałam sprawy po mężu i w żałobie budowałam sama nadludzkim wysiłkiem stabilność domową (4-letni syn długo dochodził do siebie po śmierci ojca, starszy przeżywał właśnie bolesny bunt nastolatka). Los nie dał mi czasu na żałobę, stawiając kolejne wyzwania przede mną, które zawsze w pierwszym momencie wydawały mi się nie do przejścia. Porzuciłam wbrew sobie wspaniałą pracę przy wydawaniu reportaży, musiałam zrezygnować z własnych planów i ambicji i przejść do wydawnictwa męża, do czego zmusiły mnie okoliczności i zobowiązania spadkowe. Zawodowo doszłam do ściany. Zabrakło mi powietrza, zabrakło spełnienia. Kiedy po długim czasie mogłam już odejść i zacząć z powrotem życie na własny rachunek, wiele pomysłów kłębiło się w mojej głowie, aż pewnego poranka w lipcu 2017 stwierdziłam: „Teraz albo nigdy!”. Miałam 42 lata. Dzień wcześniej myślałam, że już wszystko co dobre za mną. Porzuciłam świat wydawniczy, w którym spędziłam kilkanaście lat, wiedziałam, że nie wrócę do niego. Do tamtej chwili nie widziałam zawodowej przyszłości dla siebie, żadnej.

Tego lipcowego poranka znalazłam lokal w Śródmieściu Warszawy. Postanowiłam wejść w branżę gastronomiczną i przełamać święte tabu – wmontować w przestrzeń konsumpcji książki, mnóstwo dobrego alkoholu, muzykę i… burleskę, na stałe! Za główną inspirację rozrywkowych działań wzięłam śmierć, która fascynowała mnie od dziecka. Postanowiłam, że tej fascynacji już nie będę ukrywać i pokażę światu, że może ona być elementem spajającym rozrywkę i kulturę wyższego lotu.

Biznes na własnych zasadach: jakość, pasja i niesamowite pomysły

Burleska w Polsce obecna jest od 10 lat ciągle jako sztuka niszowa. W 2017 roku nie było żadnej stałej sceny dla niej ani w Warszawie, ani nigdzie w Polsce. Zaryzykowałam – nie wiedziałam, jaki będzie odzew, czy Goście tak jak ja ulegną czarowi bezpretensjonalnych występów burleskowych. Miałam jednak intuicję! Od trzech lat istnienia Worka Kości, co tydzień w każdy czwartek odbywa się burleskowe show, każde jest inne, niepowtarzalne. Na każdym mamy pełną salę. Postawiłam na własny sznyt – na opowiadanie historii występami, na interakcję z publicznością większą niż na innych show, na granicy stand-upu (choć łagodniejszą) i na kameralność, czyli ograniczoną dostępność.

Pierwsze błędy w organizacji, czasem bardzo poważne i bijące mnie mocno po kieszeni, stawały się cenną nauczką. Wyciągałam wnioski, poprawiałam sposób pracy i współpracy. Dziś, nawet po lockdownie, burleska króluje w Worku, Goście wciąż nie mają jej dość, a ja wiem, że kluczem do sukcesu tej sztuki jest jakość, pasja i nieustające nowe pomysły. Zdaję sobie sprawę, że to nie ja sprowadziłam do Polski burleskę, ale wywołałam za to modę na nią i sprawiłam, że teraz część performerek może się spokojnie z występów utrzymywać, co przed erą Worka Kości było niemożliwe. Znajduję wciąż skarby, jak choćby Annę Wojtecką, prowadzącą show w Worku Kości. Z wielką radością patrzę na jej rozwój, na coraz silniej błyszczący talent sceniczny.

Ambitne cele, innowacje i konsekwencja, czyli co łączy burleskę i kryminologię

Wkrótce posypali się naśladowcy w innych lokalach, poszła fama w miasto, że ludzi to kręci. Burleska pojawia się dziś w wielu miejscach. Mam jednak satysfakcję, że impuls wyszedł z Worka Kości.

Dodam, że wprowadziłam jeszcze jedną nową rzecz do tego świata: w przeciwieństwie do innych organizatorów burleski w Polsce, nie występuję na scenie. Dbam o wszystko, o szczegóły, uwielbiam artystów, produkuję show i znam swoje miejsce w tej strukturze. Uważam, że to bardzo pomaga, nie rywalizuję z artystami o popularność, w garderobie jestem członkiem ekipy, nie podpatruję cudzych pomysłów, tylko szukam nowych wraz z nimi. Gdy strefa artystyczna i biznesowa pozostają osobno, jest to najlepszy możliwy układ.

Założyłam sobie jeszcze jeden ambitny cel: uczynić z Worka Kości jeden z najlepszych, o ile nie najlepszy cocktail bar w Warszawie. Alkohol nie jest dodatkiem w lokalu, jest równorzędną do wydarzeń siłą napędową biznesu. I znów kolejny skarb! Mój szef baru, Łukasz Plewka, który podnosi w Worku miksologię, czyli sztukę tworzenia koktajli, do bardzo wysokiego poziomu. Wraz z całą ekipą barmanów i kelnerów dba, by serwis był na najwyższym poziomie. Zarazem przytulność Worka Kości sprawia, że ten luksus wydaje się czymś naturalnym, bardzo przyjaznym, nie stawia Gości w sytuacji, gdy muszą nakładać maskę nadmiernej elegancji. Tu czują się sobą.

Last but not least jeszcze jedna perełka – przekułam zainteresowania, dość nietypowe, na coś, co wyróżnia Worek Kości, coś, co czyni nas jedynym takim cocktail barem na świecie (sprawdziłam, szukałam w sieci, jesteśmy jedyni!). Organizuję od samego początku istnienia lokalu wykłady z kryminalistyki, kryminologii, psychologii śledczej, sądowej, klinicznej, profilowania kryminalnego, suicydologii, seksuologii. Wygłaszane wieczorami dwa-trzy razy w tygodniu z naszej burleskowej sceny, w kameralnym gronie, wyłącznie przez specjalistów w danych dziedzinach, są crème de la crème naszego repertuaru. Z tego „wynalazku” również czuję dumę! Tu wypatrzono moich wykładowców, dzięki czemu trafiali do telewizji i innych mediów, zaczęto im składać wydawnicze propozycje.

Myślę, że prowadzenie cocktail baru Worek Kości chwilami przypomina wydawanie książek – szukanie pereł, wartościowych, wspaniałych współpracowników jest jak poszukiwanie bestsellera. Sztuka sceniczna, podobnie jak literatura, jest sposobem zarabiania na życie, pasje stają się motorem napędowym biznesu. Jednak słucham nie tylko tego, co w duszy mi gra, lecz bacznie przyglądam się rynkowi, oczekiwaniom Gości i dopiero wtedy podejmuję nowe decyzje, wprowadzam nowe elementy w repertuarze i na barze.

Każdego dnia wykorzystuje coś z tego, czego nauczyłam się podczas meandrycznej kariery zawodowej; dokładnie analizuję porażki, już ich nie rozpamiętując, lecz szukając nowych rozwiązań i możliwości. Ten sposób myślenia bardzo mi pomógł kilkanaście miesięcy temu, gdy ponownie zachorowałam na raka i ponownie go pokonałam oraz w tym roku podczas lockdownu, który szalenie mocno dotknął obydwu branż, w których działam – gastronomii i kultury.

Dziś chciałabym rozwinąć silną, rozpoznawalną przez odbiorców w całej Polsce markę, poprzez współpracę z producentami alkoholi i biżuterii. Ale to dopiero początek nowej drogi, do której impulsem był kryzys w postaci lockdownu, gdy musiałam zmienić sposób postrzegania swojego biznesu, ustabilizować go na czas przejściowy, nauczyć się mnóstwa nowych rzeczy, co najbardziej sobie cenię w ostatnim czasie.

 

Autorka:

Renata Kuryłowicz – właścicielka i spiritus movens cocktail baru i domu burleski Worek Kości w Warszawie. Historyk sztuki, przez wiele lat wydawca książek w największych polskich wydawnictwach. Matka dwóch synów, wdowa. Miłośniczka mądrej rozrywki i makabry.

 

 

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *