Wietnam: Tam, gdzie Mekong opowiada historię


Są ludzie o których mówimy, że zostali urodzeni pod szczęśliwą gwiazdą. Ale są też tacy, którzy przyszli na świat w blasku czerwonego sztandaru – noszą stożkowate słomkowe kapelusze, a na obiad jedzą sajgonki. Proszę zapiąć pasy, za chwilę wylądujemy w Ho Chi Minh City.

_DSC6682y

Po pierwszym zetknięciu z wietnamską ulicą, sformułowanie „totalny Sajgon” nabiera sensu – wszystko jest chaotyczne, głośne, a ulice i chodniki są opanowane przez skutery, tysiące maszyn, które z prędkością światła przemierzają to azjatyckie miasto. Widok wysłużonego skutera, na którym jadą nie dwie a trzy dorosłe osoby plus dwoje małych dzieci, to tutaj norma. Kto ma skuter, ten ma władzę – ma się wrażenie, że przepisy ruchu drogowego nie dostały pozwolenia na przekroczenie żelaznej kurtyny. Jeśli idąc chodnikiem nie uskoczysz w odpowiednim momencie i skuter cię potrąci – twoja wina, za brak refleksu trzeba zapłacić frycowe w postaci kilku siniaków.

_DSC6879ii

Dlatego, żeby zwiedzać duże miasta, trzeba mieć oczy dookoła głowy – albo skorzystać z usług rikszy i siedząc wygodnie, podziwiać wietnamska ulicę. Oczywiście, starając się jednocześnie nie zwracać uwagi na pędzące wokół skutery i samochody.

Stara zasada „ufaj, ale sprawdzaj” jest doskonale widoczna w Sajgonie w małych knajpkach, do których zazwyczaj nie trafiają turyści. Wszyscy się do ciebie uśmiechają, ale nagle, jak spod ziemi, pojawia się kolejny uśmiechnięty pan (obowiązkowo z gazetą w ręku) i cały czas cię obserwując pilnuje, żebyś jak najszybciej zjadł ten smaczny posiłek nie rozmawiając przy okazji z żadnym Wietnamczykiem.

_DSC2170

Ja miałam szczęście trafić na sympatycznego i rozgadanego przewodnika w trakcie spływu deltą Mekongu. Opowiedział mi, jak naprawdę wygląda życie w Wietnamie, bez tej całej propagandowej otoczki, widocznej na ulicznych bilbordach i w programach telewizyjnych. W pamięci utkwiła mi jego wypowiedź: „skoro Polska też kiedyś była za żelazną kurtyną, a teraz macie wolność i ty możesz jeździć po całym świecie i nie musisz się nikomu z niczego spowiadać – to dla nas tutaj w Wietnamie też jest nadzieja, że kiedyś będzie dobrze.” Potem zapadła cisza i płynęliśmy dalej Mekongiem wsłuchując się w terkot silnika drewnianej łódeczki.

_DSC6692

Gdy oczy już rozbolą nas od wypatrywania szalonych skuterów, a uszy spuchną od ulicznego gwaru, biegnijmy na lotnisko i wskakujmy w samolot, który zabierze nas na jedną z wietnamskich wysepek. Tutaj życie płynie wolniej niż w mieście, nikt się niczym nie stresuje – i nawet jeśli gdzieś na płocie zobaczymy bilbord z uśmiechniętym Ho Chi Minhem, otoczonym gromadką dzieci lub miną nas na rowerze dwaj wietnamscy mundurowi, to i tak będziemy mieć wrażenie, że właśnie trafiliśmy do miejsca, w którym wietnamska żelazna kurtyna ma sporą dziurę w postaci uśmiechniętych i przyjaznych ludzi. Na śniadanie podadzą nam chrupiące naleśniki i aromatyczną wietnamską kawę o aksamitnym smaku, którą zaparza się w małych, aluminiowych tygielkach, a na obiad dostaniemy fantastycznie przyrządzone kalmary z ostrym chilli. Objedzeni i szczęśliwi, spędzimy resztę dnia na cudownej plaży w otoczeniu palm, sącząc z butelki zimne Saigon Beer lub jeśli ktoś woli wersję bez procentów, świeżo wyciśnięty sok z mango.

_DSC5925

Wietnam to kraj kontrastów, swoista wycieczka od zwykłej biedy po witryny Chanel w Sajgonie. Surowość miast jest łagodzona przez łagodność wysp i miękkość piasku na plażach. Jeśli chcecie poznać inną kulturę, napić się pysznej kawy i poczuć jak szumi historia w delcie Mekongu – zapraszam do Wietnamu, który na razie można podziwiać na wspaniałych zdjęciach autorstwa Roberta Korybuta- Daszkiewicza.

Karolina Rembiszewska

fot. Robert Korybut Daszkiewicz

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *